sobota, 17 grudnia 2016

Szkolnie przedświątecznie


Przedbożonarodzeniowy czas w Toskanii wypełniły już teraz wspólne biesiadowania. I nie mam tu na myśli kolacji firmowych. Takie rzecz jasna też są, a jakże. Jednak te, w których nam dane jest uczestniczyć, te najmilsze, najbardziej radosne wynikają z potrzeby serca, z sympatii do siebie nawzajem, a nie z obowiązku.
Za nami kolacja klasowa Mikołaja. Wieczór, którego nikt nie miał ochoty kończyć. Wieczór serdeczny, swojski, roześmiany. Atmosfera tak wyjątkowa, jakiej nie powstydziłaby się najbardziej zżyta rodzina. 
Pisałam już wiele razy, że Mikołaj miał ogromne szczęście, trafić do tej klasy, pod skrzydła  najlepszych nauczycielek na świecie, a ja miałam szczęście dołączyć do doborowego grona rodziców.
- Szkoda, że to już nasz ostatni rok... - powiedział z żalem ktoś przy stole. Rzeczywiście żal, ja sama często myślę o tym, że wraz z końcem szkoły podstawowej zakończy się cudowny czas w życiu Mikołaja.
- A kto nam zabroni spotkać się za rok? Przecież tak czy inaczej możemy to zrobić! - skwitowała jedna z nauczycielek.
- To prawda! Kto nam zabroni?! 


Najważniejsze są chęci, a w tym gronie nigdy ich nie brakuje. Chęci ze strony dzieci, by spędzić czas razem i dobrze się bawić, ze strony rodziców, by coś wspólnego zorganizować i ze strony nauczycielek, żeby w tych spotkaniach chętnie uczestniczyć, żeby cały piątkowy wieczór aż do nocy, poświęcić sprawom - jak by nie było - szkolnym Nie chciałabym przesadzić z peanami, że w Marradi to wszystko jest lepsze i wyjątkowe, bo znów mi ktoś wytknie brak obiektywizmu, umiaru i przedstawianie mojego dawnego świata w czarnym świetle, ale… Tutaj naprawdę życie ma inny smak… Dobrze tu być.


Przed nami ostatnia przedświąteczna prosta! W planie następna kolacja - tym razem drużynowa, zabawy świąteczne na placu już jutro, żywa szopka we wtorek, a po drodze lepienie pierogów, pieczenie i odliczanie do świątecznego dolce far niente!

CHCIEĆ to znaczy VOLERE (wym. wolere)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj