poniedziałek, 12 grudnia 2016

Świat jak w wierszach Pascoli


Mój krótki urlop - nazwijmy go urlopem - dobiegł końca. Oczywiście nigdzie dalej nie pojechałam, szczególnie też nie wypoczęłam, bo co to niby jest taka garstka wolnego. Najważniejsze jednak jest to, że miałam te kilka dni, by nacieszyć się spacerami z dziećmi, a potem z Bratem … Choć zimno dotarło i do nas, to słońce dzielnie pełniło wartę przypominając nam, że przecież jesteśmy w Toskanii i nawet zima nie musi być taka straszna.


W piątek ruszyliśmy w góry, bo Mario chciał pokazać mi kamienne domy, o których jeszcze nie słyszałam. Zdaje się nieprawdopodobnym, ale są takie... Znów się zachwyciłam, znów patrzyłam z tęsknotą na stare mury osadzone w miejscach tak pięknych, że aż nie chciało się wracać, znów zamarzyłam - jak niezwykle byłoby mieszkać ponad dolinami i świat mieć u stóp, wśród natury, w ciszy zakłócanej tylko szumem starego dębu...


- Przytulę drzewo.
- Przytul drzewo! Babcia zawsze mówi, że to dobrze robi. Ponoć w drzewach jest dobra energia. 
Tomek przytulał dęby wiekowe i małe sosenki, gonili z Mikołajem po zielonych łąkach, a potem turlali się z radością, tak jak tylko dzieci potrafią...


  - Popatrz mamusiu - zawołał Mikołaj - czy to nie tak jak u Pascoli? Ta poesia, której uczyłem się na pamięć!
- Lavandare … Niesamowite! Wiesz, że też sobie o niej teraz pomyślałam?
Nel campo mezzo grigio e mezzo nero
resta un aratro senza buoi, che pare 
dimenticato … - zacytował. 

- Tylko to nie aratro, a chyba siewnik… Ale poza tym wszystko się zgadza... 


 - Zjedzmy teraz, a potem pójdziemy dalej.
- Ale jak zjemy, to możemy się tu chwilę pobawić? 
- Możecie, ja będę karmić oczy.


Czasem patrzę na dzieci, kiedy śpią snem spokojnym, beztroskim i zalewa mnie fala wzruszenia, fala miłości, o której opowiedzieć nie sposób. Podobnie się czuję, kiedy wzrok zatapiam w morzu sinych wzgórz niknących na horyzoncie w grudniowym przydymieniu, tej miłości też wyrazić słowami nie umiem, nie mija, nie powszednieje, nie gaśnie, wzrusza tak, że czasem w gardle ściska… Moja ukochana Toskania...



 Motyle nad głową i mlecze w trawie zupełnie jakby zapomniały o zimie.
- Nie leż na ziemi, zimno jest!
- Ale tak tu dobrze…
- Mamusiu mam dla ciebie kwiatek! Popatrz!


 Kwiatki, mchy i drogi polne, szlaki liśćmi dębowymi wyściełane, Pascoli w głowie i szum drzew w uszach...

Nel campo mezzo grigio e mezzo nero
resta un aratro senza buoi, che pare 
dimenticato, tra il vapor leggero. 
E cadenzato dalla gora viene 
lo sciabordare delle lavandare 
con tonfi spessi e lunghe cantilene: 
il vento soffia e nevica la frasca, 
e tu non torni ancora al tuo paese! 
quando partisti, come son rimasta!
come l'aratro in mezzo al maggese.


PŁUG to po włosku ARATRO (wym. aratro)

3 komentarze:

  1. Słów brak , tylko wiersz ...
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  2. Podzielam tę miłość, tylko moja jest platoniczna, z daleka:) MS

    OdpowiedzUsuń

Drukuj