sobota, 3 grudnia 2016

Marradyjskie przygotowania do świąt


Marradi wystroiło się świątecznie. Girlandy, wstążki, bombki, witryny jedna ładniejsza od drugiej, skrzaty, Mikołaje i aniołki. To w miasteczku przepiękny czas, wyjątkowy moment. 
Ludzie odrobinę zwalniają. Znajdują czas na wspólne kolacje, pizze, spotkania.
Jutro zbiorą się na placu, będą się razem bawić, jeść, pić grzane wino, piec kiełbasę, będzie muzyka i w końcu zabłysną miejskie iluminacje. Jak dobrze, że na tej mojej cichej ,toskańskiej prowincji komercja nie ma siły rażenia. 


Ja sama tak naprawdę już od ładnych kilku lat nie bardzo lubię te święta. Nie żebym miała coś do samych świąt, ale ciąży mi poczucie, że zawsze ktoś będzie sam, zawsze komuś będzie smutno, ktoś będzie nieszczęśliwy. To uczucie towarzyszy mi od dawna, jeszcze zanim przyjechałam do Toskanii. W święta ogarnia mnie jakiś niezdefiniowany smutek. Nie jestem pewna czy umiem to dobrze wyjaśnić, nie chciałabym, aby znowu coś zostało źle odebrane. 


W zeszłym roku zostaliśmy w Marradi, choć dawniej odgrażałam się, że zawsze na święta będę jechać do Polski. Ale teraz, po tym pierwszym toskańskim Bożym Narodzeniu już wiem, że to są właśnie takie święta jak lubię. Bez gonitwy, bez nerwów, bez napinania się, że potraw musi być tyle i tyle, bez stania w kolejkach, bez pucowania domu na błysk. Bez wędrowania od jednego stołu do drugiego. 
Zrobimy to, co lubimy - ubierzemy choinkę, upieczemy pierniczki, przygotuję trochę wigilijnych potraw, wpadnie święty Mikołaj, odwiedzimy szopki w sąsiednich miasteczkach i będziemy się cieszyć wspólnym wolnym czasem…
Tak naprawdę to nasze świętowanie zaczyna się już właśnie w tą niedzielę. I dobrze, bo milsze mi jest to przedświąteczne czekanie i przygotowania niż same święta. 


PRZYGOTOWANIA to po włosku PREPARAZIONI (wym. preparacjoni)

10 komentarzy:

  1. Witaj Kasiu,
    Zdjęcia jak zawsze ładne i interesujące. Czy zostali zrobione z nowym fotoaparatem, lub?

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie wyglada Marradi. Najbardziej urzekly mnie dekoracje z pienka.Swietny pomysl.Pozdrawiam serdecznie.Monika.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu, nie przejmuj się "opiniami". Pisz wszystko, ja łykam jak pelikan :)) Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale skąd takie przekonanie, ze w Polsce tak sie nie da - bez gonitwy, bez nerwów, bez napinania się, że potraw musi być tyle i tyle, bez stania w kolejkach, bez pucowania domu na błysk. Bez wędrowania od jednego stołu do drugiego??
    W moim domu, w mojej Rodzinie - w Polsce - od lat robimy to, co lubimy - ubieramy choinkę, upieczemy pierniki, przygotuję wigilijne potrawy, które lubimy, bo lubimy, wpada Gwiazdka i cieszymy się wspólnym wolnym czasem...
    Da się, niezależnie od szerokości geograficznej. Naprawdę da sie, jak tylko się chce!
    czeko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym właśnie mówię … Wszystko zależy od nas, ale nasz egoizm, nazwijmy go egoizmem, komuś może sprawić przykrość. Poza tym każda rodzina ma tradycje, jedna jest mała inna duża... I jeszcze jedna rzecz, ja piszę to z punku widzenia osoby, która żyje poza granicami kraju i jeśli na święta mam przyjechać do pl po ponad roku nieobecności lista rzeczy do zrobienia, krewnych i przyjaciół do odwiedzenia jest długa… Poza tym ja już nie mam tam swojego domu, nie ma już miejsca gdzie mogę się czuć jak u siebie, chodzić do południa w piżamie a na śniadanie zjeść panettone i wypić caffe latte bo tak właśnie lubię. Muszę podporządkować się zwyczajom i tradycjom innych… To naturalne. Dlatego jako osoba która od ponad 3 lat nie miała wakacji, bo od dłuższego czasu pracuję bez przerwy na najwyższych obrotach rozpaczliwie potrzebuję spokoju, ciszy i bycia u siebie sama ze sobą. Cieszę się na święta w Marradi… I tak jak pisałam w dzisiejszym wpisie, to świętowanie zaczęło się już wczoraj.

      Usuń
    2. Zgadzam się z powyższym, tyle, że z ostatniego akapitu tego wpisu wynika cos zupelnie innego, ze tylko TU można, a w Polsce - nie. Tak to trochę nie fajnie brzmi, takie uogólnienie... no ale może czepliwa jestem ;)
      czeko

      Usuń
    3. Z artykułu ostatni akapit: "W zeszłym roku zostaliśmy w Marradi, choć dawniej odgrażałam się, że zawsze na święta będę jechać do Polski. Ale teraz, po tym pierwszym toskańskim Bożym Narodzeniu już wiem, że to są właśnie takie święta jak lubię. Bez gonitwy, bez nerwów, bez napinania się, że potraw musi być tyle i tyle, bez stania w kolejkach, bez pucowania domu na błysk. Bez wędrowania od jednego stołu do drugiego.
      Zrobimy to, co lubimy - ubierzemy choinkę, upieczemy pierniczki, przygotuję trochę wigilijnych potraw, wpadnie święty Mikołaj, odwiedzimy szopki w sąsiednich miasteczkach i będziemy się cieszyć wspólnym wolnym czasem…
      Tak naprawdę to nasze świętowanie zaczyna się już właśnie w tą niedzielę. I dobrze, bo milsze mi jest to przedświąteczne czekanie i przygotowania niż same święta. - Zacytowałam i nie widzę, żeby tam było napisane, że tylko tu. Poza tym podkreślam - ja nie generalizuję za zawsze piszę w odniesieniu do mojej sytuacji, zwyczajów rodzinnych ecc… Chyba trochę przewrażliwienie. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  5. :) ostatnia rzecz o mnie - przewrażliwienie :)
    Ja rowniez
    czeko

    OdpowiedzUsuń

Drukuj