czwartek, 1 grudnia 2016

Dzień dobry grudzień i co diabeł ogonem przykrył


Znów przesypały się szkiełka w kalejdoskopie. Tak niedawno opłakiwałam lato i wakacje, a nim się obejrzeliśmy grudzień stanął w progu. Przyniósł ocieplenie i toskańską pogodę, co jest wielką ulgą po ostatnim dniu listopadowym, który skuł bielą zielone łąki i kazał termometrom wyświetlać temperatury do jakich w ogóle nie są przyzwyczajone.


Środę wyjątkowo mniej zajętą niż zwykle postanowiłam wykorzystać na podgonienie zaległości, a to wiązało się z wystawieniem nosa za marradyjski płot. Pogoda mimo przeszywającego zimna była mówiąc banalnie, bez silenia się na poezję - przepiękna. Słońce i krystaliczne powietrze wydobywały z kolorów najwyższą głębię, linie się wyostrzyły, Faenza zestrojona świątecznie zapraszała na spacer, na kawę, na grzane wino, ale ja … Ja jak zwykłe poganiana czasowym batem, przedreptałam tylko w tę i we w tę, łapiąc w przelocie kilka kadrów.    


 Tak czy inaczej do domu wróciłam odrobinę "lżejsza", kilka spraw udało się pchnąć do przodu. Znalazłam drobiazgi do woreczków, świąteczne brokaty, wstążki i kleje - jest więc szansa, że rolki nie skończą jako podpałka i w końcu ramy - antyramy "po taniości" i jeszcze zdjęcia mi wywołają w trybie ekspresowym… Choć co do ich jakości mam pewne obawy… Zobaczymy... Nie będę się tym martwić na zapas. 


Wieczorem znów wpadłam w lekcyjny wir i nagle w chwili oddechu między kolacją, a ostatnią lekcją dotarło do mnie, że przecież w czwartek już jest grudzień!!!! Panika! Gdzie woreczki, gdzie mój kalendarz adwentowy??? Na pewno w pudle ze świątecznymi klamotami! W półmroku zimnego korytarza wybebeszam świąteczny karton. Lampki, łańcuchy, ozdoby, świeczniki … wszystko, ale kalendarza nie ma! A przecież pamiętam doskonale, na pewno wkładałam je razem z innymi dekoracjami! Dobrze, że bombki są plastikowe, bo inaczej mojego nerwowego przewalania na pewno by nie przeżyły. Poczułam się jak Kubuś Puchatek, im bardziej woreczków szukałam, tym bardziej ich nie było. Wróciłam do salonu. Ciśnienie lekko podskoczyło. Nie dość, że prawie nawaliłam, bo kalendarz w głowie się nie zaktualizował i dalej tkwiłam w błogiej listopadowej nieświadomości, to jeszcze teraz woreczki czort ogonem przykrył!  


Ale jeśli nie tam, to gdzie??? Nie ma innych kartonów świątecznych! Chyba..., tak mi się przynajmniej zdaje … Wróciłam jeszcze raz do korytarza, schyliłam i natychmiast jak magik królika z kapelusza, tak ja wyciągnęłam torebkę z woreczkami. Była na samym wierzchu, przed moim nosem … Czary jakieś - głowę bym dała, że wcześniej ich nie było. Mniejsza z tym ważne, że się znalazły! Pozostało tylko zawiesić, wypełnić, liściki wypisać i radość dzieci gotowa!
W pierwszo-grudniowy poranek wyskoczyli z łóżka jak z katapulty. Grunt to mieć dobrą motywację, nawet jeśli tą motywacją jest tylko otworzenie woreczka z numerem 1. 
Buon Giorno Dicembre!

GDZIE ? to po włosku DOVE? (wym. dowe)

19 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie do końca rozumiem… Że adwent się już zaczął to wiem, tak czy inaczej dzieci swój kalendarz "adwentowy" zaczynają otwierać 1 grudnia, chyba nie tylko u mnie, ale podobnie jest i w innych domach.
    Może jestem przewrażliwiona ale kolejny raz w ostatnim czasie mam wrażenie, że komentarz podszyty jest odrobiną złośliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zawsze musi się ktoś mądry trafić i coś "mądrego" napisać... Jakby ktoś nie wiedział kiedy Adwent się zaczął ...nie może przyjąć do wiadomości,że wy zaczęliście od 1 grudnia kalendarz tylko mądre komentarze o adwencie i papieżu... ręce opadają
      Emiii N

      Usuń
    2. Hmmm nie jestem bardzo religijna, ale mój mąż jest. On twierdzi, że pierwszy grudnia to pierwszy dzień otwierania kalendarza...

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zatem witam Cię w Kamiennym Domu, każdy nowy gość jest mile widziany:)
      Co do komentarza.. Tak, odebrałam jako złośliwość, ale też jestem wyczulona na ingerowanie w czyjąś religijność, tolerancję, poprawność polityczną czy inne im podobne. To są według mnie kwestie bardzo osobiste. Ja o religii czy o polityce od strony osobistej nie piszę, między innymi też dlatego by kija w mrowisko nie wsadzać. Moje poglądy, podejście do wielu spraw zostawiam dla siebie. Dzieci kalendarz mają, tak jak zawsze miały od 1 grudnia, to takie ich prywatne odliczanie do świąt. Papież nie ma tu nic do tego;)

      Usuń
    2. Tak,każdy nowy gość jest mile widziany,byleby tylko pochlebstwa pisał ,bo uwag i osobistych przemyśleń pani nie znosi.To już wiemy od dawna....

      Usuń
    3. Problem w tym, że będąc anonimowym, każdy jest hop-siup do przodu. Bo łatwo jest się ukryć i nie pokazywać "twarzy". Myślę, że osobiste wybiegi mające na celu wyłącznie obrażanie nie mają nic wspólnego z przemyśleniami. To zwykły HEJT niespełnionego filozofa. Publikowanie lub nie publikowanie komentarzy to wyłącznie decyzja autora (jakiegokolwiek bloga). Więc żale i spis osobistych mało sympatycznych (lub wręcz chamskich) przemyśleń można schować w buty, bo są nic nie warte.

      Usuń
  4. nie wymagam od nikogo pochlebstw, jak widać publikuję wszystkie komentarze również te nieprzychylne, o ile nikogo nie obrażają. Tak jak Czytelnik ma prawo wyrazić swoją opinię, tak i ja wyrażam swoją.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie rozumiem co komu przeszkadza, że odliczanie do świąt z kalendarzem "adwentowym" zaczęła Pani od 1 grudnia... i to kalendarzem bardzo ładnym i wykonanym całym sercem Matki :). Ja się do tego zabieram i zabieram i jakoś od dwóch lat wykonać nie mogę- tak dla siebie po prostu żeby przyjemnie zacząć każdy grudniowy dzień przybliżający nas do Bożego Narodzenia chociaż może na przyszły rok sprezentuję takie cudo chrześnicy...Jeżeli można Pani Kasiu to chętnie pożyczę sobie kilka pomysłów ;).
    Pozdrawiam serdecznie, Karolina

    OdpowiedzUsuń
  6. Zamiast dbac o swoje rodzinne zwyczaje , podpatrywac co sympatycznego dzieje sie w innych domach i ewentualne nasladować jesli odpowiadają - to się doszukuje Bóg wie czego. Ech ....
    Mnie się Pani Kasiu baaaaaardzo podoba i jestem przekonana że chłopcy wyniosą z domu ogromny skarb na swoje dorosle życie. Cudowne wspomnienia maminego domu!!Marta

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie rozumiem dlaczego tyle jest zlosci w niektorych komentarzach... i nawet "swiateczny nastroj" nie naklania niektorych czytelnikow do zmiany... smutne to ale tylko swiadczy o usposobieniu piszacych takie komentarze. Moze warto byloby ugryzc sie w jezyk i nie komentowac w ogole o ile nic przyjemnego nie ma sie do powiedzenia?

    OdpowiedzUsuń
  8. Proponuję zatem tym wszystkim anonimowym frustratem, jak również tym mającym odwagę podpisać swoje wypowiedzi spotkajmy się w przyszłym roku w Marradi i przy butelce wina, na schodach kamiennego domu wywalimy wszystko co tam komu na podrobach leży.
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
  9. No to się dostało Gażynie-Marii i był to jej pierwszy komentarz na tym blogu.Już się więcej kobieta nie odezwie bo i po co ? Zeby znowu się nasłuchać "przyjemności " przed świetami od sfrustrowanej baby ?

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam nadzieje - i wiem ze moja opinia nie jest odosobniona - ze "juz sie wiecej kobieta nie odezwie" ((cytuje Pania aczkolwiek w poprawnym jezyku polskim powinno brzmiec "juz wiecej kobieta nie odezwie sie")a takze i Pani oszczedzi nam przyszlych komentarzy syczacych zloscia i bardzo nieprzyjemnym jezykiem (cytuje: "od sfrustrowanej baby"). Wyglada na to, ze zarowno Pani i jak i Pani Grazyna-Maria jestescie ogromnie sfrustrowane z nieznanych przyczyn ale jakiekolwiek one sa, nie powinno byc to powodem do wyrazanie tego rodzaju opinii... ktore tylko swiadza o czlowieka poziomie (albo raczej jego braku).

    Zycze obydwu Paniom pogodnych Swiat i wielu radosci w Nowym Roku!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie wiem skąd ta złość na mnie, krytyka wszystkiego co robię i niechęć. Smutne to bardzo, ale dość typowe, odkąd blog istnieje zauważyłam pewną prawidłowość - w okolicach świąt nieprzyjemne komentarze pojawiają się częściej niż zwykle.
    Nigdy nie obraziłam żadnego z Czytelników. Proszę tylko o szacunek do resztki prywatności jaką zachowalam. Pytanie o pieniądze, łóżko albo indoktrynacja religijna są bardzo nie na miejscu. Ktoś poucza mnie na temat kalendarza adwentowego - ale skąd przekonanie czy że jestem osobą religijną? Może jestem a może nie… Tak jak nie raz pisałam, pewne kwestie pomijam milczeniem, bo to są sprawy zbyt osobiste. Ilekroć jednak przypomnę o tym publicznie zaraz sypią się gromy, że powinnam to czy tamto, że jestem sfrusrowaną babą ecc… Można mnie obrażać do woli pisząc z anonimowych profili, prawda? To tylko internet - powtarzam sobie. A przy okazji - frustracji we mnie zero, sfrustrowaną babą byłam w Pl, dziś tu już nie, na szczęście. Cieszę się tym co mam, staram uśmiechać mimo wszystko, ale to też budzi w ludziach złość. No trudno...

    OdpowiedzUsuń
  12. I to jest, Kasiu właśnie wytłumaczenie, dlaczego nie tęsknisz za Pl. Te ataki, to objaw własnego niedowartościowania i kompleksów. Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  13. Hmmm, Pl - Polska -mój kraj, przykro mi, gdy cały czas piszesz jak bardzo było Ci tam źle. Mieszkam w Polsce, jest mi tu dobrze i nie zamieniłabym Polski na żaden inny kraj. Tu tak jak wszędzie są dobrzy i źli ludzie, trzeba tylko otaczać się tymi pierwszymi i nie tracić czasu na obcowanie z małymi, sfrustrowanymi osobami. To jak się czujemy w danym miejscu zależy tylko od nas, od naszych decyzji i wyborów. Pozdrawiam. Małgosia.

    OdpowiedzUsuń
  14. Pani Kasiu - na tej samej ławce siedzimy - w mojej rodzinie kalenarz adwentowy ZAWSZE zaczynało sie otwierac 1 grudnia - tak było, jest i będzie!
    Pozdrawiam!
    czeko

    OdpowiedzUsuń

Drukuj