wtorek, 29 listopada 2016

Wilki i las, w którym tysiąc spraw.


Rankiem, kiedy wstaję z łóżka na zewnątrz panuje jeszcze głęboka ciemność. Zerkam na termometr przed barem. Sześć stopni. Nie jest źle - myślę sobie, za kilka dni będzie zdecydowanie zimniej. Po drugiej stronie rzeki migają kolorowe światełka. Zaczyna się. Chyba już czas, żebym i ja wyciągnęła z pudła lampki… Maszynka na kuchence zaczyna głośno pyrkotać. Kawa gotowa...



Matko! Ile ja mam w tym tygodniu do zrobienia… - myśli galopują w zaspanej jeszcze głowie. Znów złapałam tysiąc zajęć i zaraz wpadam w panikę, bo jak to wszystko ogarnąć. Woreczki kalendarza adwentowego jeszcze puste, dwa artykuły leżą odłogiem i błagają o wenę twórczą, ktoś czeka na sesję zdjęciową, wystawa w powijakach, wszystko w tym tygodniu, szczepienie chłopców, certyfikat Mikołaja, spotkania z nauczycielami … A zaraz mikołajki i i grudzień i święta … i wieniec miałam zrobić! 
Póki co suszę pomarańcze i jabłka, tak jak A. przykazała.


Miałam iść w góry nazbierać pungitopo, ale Mario powiedział, żebym z tym szwendaniem się samotnie po górach była nieco ostrożna, bo całe watahy wilków grasują! W weekend na oczach myśliwych rozszarpały dzika. I już mnie strach obleciał… Nie chciałabym podzielić losu cinghiale albo Czerwonego Kapturka. Czy mi to pungitopo na pewno jest niezbędne?? 

Wymyśliłam sobie gwiazdki na choinkę i do dekoracji domu. W tym celu od dwóch miesięcy rolki od ręczników papierowych odkładam do szuflady. Miałam kupić klej i brokat i … tu też jestem w lesie. Mam nadzieję, że rolki nie skończą jako rozpałka do kominka.


Ale w tym wszystkim dzieje się też dużo dobrego. Moje turystki wyjechały z nieukrywanym smutkiem i zapowiedziały się na kolejny raz. W przyszłym tygodniu spodziewamy się kolejnego gościa i już się doczekać nie możemy. Ja sama na to spotkanie czekam z utęsknieniem. Dziś ma wpaść na chwilę Contessa, podpowiedzieć, poratować z wystawą, mam nadzieję, że to spotkanie doda mi sił. 

W salonie stoją dwie skrzynki kaki, a w lodówce słoiczek białych trufli. To dlatego właśnie tu czuję się jak w domu. Są osoby, którym bardzo na moim uśmiechu zależy...



WPAŚĆ (np. do kogoś) - FARE UN SALTO (wym. fare un salto)

8 komentarzy:

  1. Uwielbiam Cie :):):)

    -asia

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudowne zdjęcie przy kominku. Są osoby, którym bardzo na moim usmiechu zależy....zawsze są Kasiu i tego usmiechu Ci z całego serca życzę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając o tych wszystkich rzeczach, które masz przed sobą wpadłem w pewien rytm, który jak nic obrazuje to o czym piszesz: "... I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej, i dudni, i stuka, łomoce i pędzi..." Czyżby większa stacja była dopiero w święta? Pięknie piszesz... M

    OdpowiedzUsuń
  4. I jak tu Pani nie kochac !!!
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze myślałam, że kamienny dom stoi gdzieś bardziej w szczerym polu na wzgórzu a tu proszę zerka pani na drugą stronę ulicy. U mnie podobnie spraw na głowie tysiące,ale jak co roku wiem, że ze wszystkim zdążę. Pozdrawiam. Gosia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Spraw tysiące tak na prawdę mamy chyba zawsze. Sztuka to nie dać się im zwalić nam na głowę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tez mialam tyyyle zrobic, ale jak wracam z pracy po 17 to jedyne na co mam ochote to sie polozyc :< mimo ze niby te kilka godzin jeszcze jest

    OdpowiedzUsuń

Drukuj