wtorek, 15 listopada 2016

Śmierć mrówek, zapach drewna i kolejne kaprysy listopada.


- Mamusiu czy mrówki umierają z głodu? - pyta Tomek trzepiąc za oknem obrus z okruchów i resztek mąki.
- Nie wiem kochanie. 
- A czy umierają ze starości? - kontynuuje i ustawia z pietyzmem talerze do pizzy.
- Nie wiem - odpowiadam krótko ostatkiem sił, bo po ośmiu godzinach lekcji jedyne czego  tak naprawdę potrzebuję to chwila ciszy.
- Mrówkom chyba muszą robić pogrzeby… - ciągnie dalej refleksyjnym tonem już bardziej sam do siebie. - Nigdy nie widziałem porzuconego trupa mrówki…
- Tomi!!
- Mamusiu czy wiesz kto to jest diakon? - Tomek jest niezmordowany.
- Litości!!


- Mamusiu, a dziś w szkole musieliśmy napisać list - wtrąca się Mikołaj - i wymyślić do kogo jest zaadresowany. I wiesz do kogo ja napisałem?
- Nie mam pojęcia!
- Do Cosimo! I ten list datowany był na 1430 rok! 
- Ciekawe.
- I pomyślałem, że moi synowie będą się jednak nazywać: Wania, Dante i …
- Cosimo?
- Si!
- Co za mieszanka! Twoja sprawa, ale rodzeństwo Wania i Cosimo brzmi jak na mój gust trochę zbyt surrealistycznie.



- Zastanawialiście się już o co poprosicie świętego Mikołaja? 
- Nie mam pojęcia - mówi Mikołaj.
- A ja bym chciał zielony sweterek z białymi rombami na przodzie… - deklaruje Tomek.
Wytrzeszczam oczy na tą nietypową zachciankę.
- Zielony?
- Zielony, zielony!
- Z białymi rombami??
- Tak, ale mogą być też kwadraty…


Z niedzielnego spaceru:
- Ile już przeszliśmy? 
- Jakieś trzy kilometry. A do domu mamy kolejne trzy. Chcecie wracać?
- Jeszcze kawałek. Dojdźmy do tartaku. Lubię zapach drewna…
Dochodzimy do pociętych pni. Mikołaj zaciąga się w ekstazie powietrzem nasiąkniętym zapachem żywicy i świeżo pociętych pni drzew… Przez chwilę listopad dał się nawet lubić….


A potem znów przestał, bo w poniedziałek nabzdyczył się, naburmuszył, zachmurzył tak, jak tylko listopad umie i zabrał nam nawet wieczorne podziwianie księżyca. W nosie z listopadem. Jeszcze tylko dwa tygodnie, a potem sio!

MRÓWKA to po włosku FORMICA (wym. formika)

2 komentarze:

  1. Gdzies wyczytalam, ze mrowka zyje okolo 20 lat, wiec zanim sie ja unicestwi,to dobrze o tym pomyslec, na pewno poza domem, bo jak sie znajda w mieszkaniu, to nie wyobrazam sobie takiego humanitaryzmu...Pozdrowienia znad Stretto

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale się uśmiałem :D Dobry i radosny wpis na początek pochmurnego dnia jest tym czego potrzebowałem. Świetne dialogi, wartka akcja i doskonałe zdjęcia ;) M.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj