środa, 9 listopada 2016

Santa Maria in Purocielo


Kiedy zrobiłam kolejne podejście, by zgłębić historię Borgo Fregnano, natrafiłam przypadkowo na dwa miejsca, o których istnieniu nie miałam pojęcia. O tyle zadziwiające, że w pobliżu obydwu miejsc dreptałam wielokrotnie w czasie ostatnich lat. O ile nazwę pierwszego znał przynajmniej mój wzrok z mijanej przy drodze tabliczki, o tyle nazwa drugiej ani razu nie obiła się ani o moje oczy, ani o moje uszy.  


Purocielo... co za nazwa! - myślałam sobie nie raz. Cielo puro … czyste niebo. Jak poezja…
Mimo chęci i powziętych zamiarów, nigdy jednak za znakiem nie pojechałam. Znajdujący się mniej więcej w połowie drogi pomiędzy Faenzą i Marradi drogowskaz, czekał na moje zmiłowanie aż do wczoraj. 
A to wszystko przez pogodę, przez moją potrzebę wędrowania, przez niezaspokojoną ciekawość, a może tylko przez czysty przypadek? Gdyby nie czerwone liście, nie szperałabym w sieci i nie natknęła się na dwie nowe perełki, a pierwsza z nich to Santa Maria in Purocielo.


Droga była dokładnie taka, jak wyczytałam na jednym z portali. Najpierw cienka, garbami asfaltowymi wybrzuszona, pnąca się stromo, coraz wyżej i wyżej, a po bokach las dziki i nieco zaniedbany, z którego to tuż przed samochodem wyskoczył koziołek i zaraz pognał w las wystraszony. Potem ta droga zrobiła się sterrata, ale tylko na jeden kilometr, bo zaraz po kilku zakrętach i miniętych tabliczkach "chiesa", za koronami jesiennych drzew zamajaczył czerwony dach i ostrosłup campanile


- Popatrz gdzie to ludzie kiedyś budowali kościoły…
- Piękna!
- Można wejść?
- Nie, zamknięte na amen.
- Masz rację - przekręca dla potwierdzenia cienką klamkę - zamknięta jest od wewnątrz...


Już nie powinno mnie dziwić, że gdzieś w dziczy czai się kolejny skarb. Przecież pełno ich tutaj. Jestem szczęśliwa, że po latach moje ukochane Apeniny wciąż mnie czymś zaskakują. Znów odżywa we mnie chęć, by to wszystko, te moje skarby i odkrycia znalazły miejsce w przewodniku. Chciałabym napisać o kościołach, ruderach i poderi rozsianych po wzgórzach i lasach Toskanii - Romanii, chciałabym opisać najpiękniejsze szlaki...


Zza murów wybiega pies i węszy przy ziemi. - Rasa na trufle - rozpoznaję z łatwością, życie w Apeninach wciąż mnie czegoś uczy. Za psem pojawia się mężczyzna, truflarz i jeszcze jeden pies. Zaczynamy gawędzić o tym i o tamtym, a ja korzystam z okazji i pytam o kościół. Mój rozmówca niestety nie wie nic. 
- A pamiętasz ten kościół w Boesimo?? Tamten też odkryliśmy przypadkiem.
- Boesimo? - wtrącił się mężczyzna - tam mieszkałem jako dziecko, w tamtym kościele byłem ochrzczony.
- Och! To może o nim coś pan wie?
Człowiek z żalem pokręcił głową, jakby zawiedziony, że nie może odpowiedzieć na żadne z moich pytań… Pożegnaliśmy się serdecznie i ruszył w swoją stronę.
Obeszliśmy kościół i przyklejone zabudowania. Miejsce z pewnością zamieszkałe jest tylko w bardziej sprzyjającym sezonie. Wszystko zaryglowane, przykryte liśćmi, wyziębione, ale mimo wszystko takie piękne… 
Jeszcze kilka kadrów, potem widok na dolinę Lamone i do domu...  


Purocielo było przede wszystkim miejscem krwawej bitwy, która rozegrała się tu w dniach 9 - 12 października 1944 roku. O samym kościele nie dowiedziałam się kompletnie niczego. Nawet fakt, kiedy został wybudowany wciąż pozostaje dla mnie zagadką. W sieci można znaleźć zdjęcia, dokładne współrzędne jego położenia, dojazd, historię wojennych zmagań, ale o chiesa … ani słowa. Będę szukać dalej...

CZYSTE NIEBO to po włosku … CIELO PURO (wym. czielo puro)

2 komentarze:

  1. Witaj Kasiu,
    a co z obiecanym przepisami gotowania?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, że obiecuję a potem cisza. Dziś sobota więc będę braki uzupełniać.

      Usuń

Drukuj