niedziela, 20 listopada 2016

Riolo Terme i rocca Cateriny!


Zdecydowanie trudniej o tej porze wojażować gdzieś daleko. Mamy do dyspozycji tak naprawdę tylko soboty i to też nie zawsze, bo a to polowanie, a to mecz, a to katechizm, a to lekcje, a to tysiąc innych spraw. Kiedy Mario po obejrzeniu prognoz pogodowych oświadczył, że w sobotę na żadne polowanie nie idzie, i że w związku z tym gdzieś się możemy przejechać, zaraz niewiele myśląc, odłożyłam wszystkie obowiązki na bok. 
To nic, że lało jak z cebra! - Najwyżej nie wysiądziemy z samochodu - uspokajał Mario.
Znów wpatrywałam się w mapę pogodową, która w sobotę była bezlitosna. Toskania - dramat, bez szans na poprawę. Romagna - już lepiej, deszcz tylko do 12.  


I znów tak jak ostatnio - wsiadaliśmy do samochodu w deszczu, a na rogatkach Marradi przywitała nas tęcza, oślepiające światło i przedziwny kolor nieba. Wciąż jednak brakowało nam pomysłu. Zaproponowałam, żebyśmy skręcili w jakąś boczną, nieznaną drogę, ale okazało się, że takich już w okolicy nie ma… 


Dotarliśmy do Faenzy. 
- Forli? Imola?
- Imola?
Ale już w Castel Bolognese Mario zapytał:
- A w Riolo byłaś?
- Przejazdem wiele razy, ale nigdy turystycznie w samym centrum.


I tym sposobem w listopadowe, sobotnie popołudnie, bardzo ciepłe, jak na tą porę roku zawitaliśmy do Riolo Terme, uzdrowiskowego miasteczka leżącego w połowie drogi pomiędzy Imolą a Brisighellą, około 30 kilometrów od samej Bolonii. 
Riolo słynie ze swoich term i z zamku Sforzów, z miejsca, gdzie dawno temu urzędowała słynna Caterina. 




Pokręciliśmy się chwilę po głównym placu, o tej godzinie wyludnionym i sennym, pozaglądaliśmy we wszystkie zaułki, a na koniec postanowiliśmy zobaczyć co kryją okazałe, średniowieczne mury zamku. 



Rocca została zbudowana pod koniec XIV wieku. Jest jedną z ładniejszych fortyfikacji w okolicach Bolonii, podobne znajdują się w Imoli i w Dozzy. Średniowieczna forteca powstała w strategicznym miejscu. W najwyższej wieży są punkty obserwacyjne skąd, można było kontrolować całą okolicę, dziś natomiast odwiedzający mogą podziwiać panoramę falujących dookoła pagórków. 



Wnętrza fortecy wypełniają w tej chwili wystawy. Zabrakło mi trochę autentycznych pomieszczeń, takich jakie mogliśmy podziwiać w Dozzy, ale tak czy inaczej wejść warto. Zwłaszcza dla dzieci atrakcji nie brakuje: wystawa broni, plątanina ciasnych korytarzy, stare, monety, skorupy i kościotrupy znalezione w czasie wykopalisk, a także skarby naturalne okolic, minerały pochodzące z pobliskiego parku - Vena del Gesso.


Dopełnieniem wystawy jest animowana makieta, która odtwarza historię powstawania i rozwoju zamku oraz multimedialny pokaz opowiadający o Caterinie Sforza, określanej mianem najpotężniejszej kobiety Włoch swoich czasów. 
Coraz bardziej lubię swoje imię:) W każdym razie to właśnie za rządów Cateriny przypadł czas największego splendoru zamku.


Na koniec jeszcze zdjęcie pamiątkowe na "ważnym placu", placyku… Obowiązkowe lody i jeszcze kilka kadrów, całkiem niezwykłych, niebanalnych, które dla mnie będą piękniejsze niż Rocca i termy razem wzięte. Ot moje wrodzone zamiłowanie do rzeczy maleńkich ...


- Patrzcie! Już nie ma takich salonów!
Zatrzymaliśmy się przed witryną zakładu fryzjerskiego. Tu nawet słowo fryzjer nie pasowało, powiedziałabym - golarz! Staruszek lawirował nożyczkami, nad uchem innego staruszka, a potem podniósł wzrok i serdecznie się do nas uśmiechnął. 
- Tak bardzo chciałabym mu zrobić zdjęcie… 
- To zrób.
- Ale to tak nieładnie, a jak się zezłości? 
- Żartujesz, przecież uśmiecha się do ciebie!
Uniosłam aparat niepewnie i szybko nacisnęłam spust migawki. Mężczyzna nie przestawał się uśmiechać. Skinęłam głową i odpowiedziałam uśmiechem. 


Zaraz potem przemknął obok nas mężczyzna w kapeluszu. Wyglądał tak, jakby nagle uciekł z jakiejś baśni Andersena. Nie wiem skąd to skojarzenie…
- Mamusiu on wyglądał jak z epoki Ottocento!
Mężczyzna zniknął tak szybko jak się pojawił. 
Ostatnie obrazki zapisały mi się w pamięci najsilniej. Magia listopadowego popołudnia, cyklameny odbijające się od mokrego chodnika, golarz i człowiek w kapeluszu…  Wszystko to bajka...


GOLARZ to po włosku BARBIERE (wym. barbiere)

8 komentarzy:

  1. Czapki widzę ;) Ja się załapałam w grudniu w Toskanii na 18 stopni, a w Walencji było 24. Po przyjeździe do Polski na sylwestra przeżyłam szok klimatyczny...i zamieć śnieżną! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój syn jest jednym z nielicznych dzieci w Marradi które nosi czapkę:)) I nosi ją od września do maja:) I generalnie tak jak Wlosi w puchówkach od jesieni do wiosny, nawte jak w styczniu zawieje scirocco i jest 25 stopni:) Jak zima to zima i kurtka musi być:)

      Usuń
  2. A ja mam jedno pytanie? Czy te termy funkcjonują jako baseny termalne? Pozdrawiam, Sąsiadka z Pragi

    OdpowiedzUsuń
  3. Ehh...rozmarzyłam się. Jak ja Wam zazdroszczę tych Włoch, tej Toskanii, tych widoków, jedzenia, stylu życia... Rewelacja :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach te Włochy, miejsce za miejscem, każde pełne magii i czaru, jaki trudno znaleźć w innych krajach. Piękne!

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam takie włoskie, małe, klimatyczne miasteczka, w których można poczuć prawdziwego ducha Włoch :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj