środa, 30 listopada 2016

O pisaniu, skrzyżowanych drogach i pierwszym mrozie


- Naprawdę chcesz, żebym napisał post na twój blog?
- Oczywiście!
- O czym miałby być?
- O tym co chcesz, w każdym razie o czymś co byłoby związane z naszym życiem tutaj. 
- Na przykład o tym jak się lubię bawić na dworze?
- Na przykład. Pomyśl o  czym chciałbyś opowiedzieć. Ludzie znają mój punkt widzenia, ale może są ciekawi jak wy to nasze życie widzicie. Może uda mi się namówić Mikołaja, by dodał coś od siebie. Możesz napisać o tym lubisz, co ci smakuje, co ci się podoba, a co denerwuje, o szkole, o tym jak widzisz Italię, co się zmieniło, ecc… Rozumiesz?
- Rozumiem. Tytuł też mogę wymyślić sam?
- To będzie całkowicie twój artykuł. Ja się nie wtrącam. Może tylko sprawdzę błędy, wiesz… żeby obciachu nie było...


- Nie zatrzymuj się już nad tym, co złe z przeszłości. To nie pozwala ci iść spokojnie dalej... Co było to było, kto zranił to zranił, co się stało to się nie odstanie, nie ma sensu dziś się nad tym skupiać. Prawie każdy ma swoje lęki, traumy, niepewności... Dziś skoncentruj się na sobie, zrób coś dla siebie. Już sama wiesz,  że możesz… - Ellen kolejny raz wplata niesforny kosmyk włosów wymykający się z warkocza. - Pamiętaj, że wszystko jest po coś. Nasze drogi też skrzyżowały się nie bez powodu... 
- Od początku wiedziałam, że widzisz świat podobnie, ale nie przypuszczałam, że mamy aż tak wiele wspólnego, że w naszym życiu jest tyle podobieństw…
Popołudnie z Contessą było jeszcze bardziej inspirujące niż zwykle, a nasza niekończąca się rozmowa najszczersza z najszczerszych.  
Już zacieram ręce na myśl o bajkach, rzekach i balowej sukni… Muszę się szybko uporać z obowiązkami, mamy przecież z Ellen tyle do zrobienia…


Myśliwi się nie poddają. Choć w nocy ściął pierwszy poważny mróz, który odarł glicine z ostatnich żółtych liści i pokrył wszystko skrząca bielą, ci zbierają się przed barem i planują kolejną "battutę". Trzeba mieć naprawdę zacięcie, wyobrażam sobie zimno przenikliwe panujące wysoko w górach, skoro nawet tu w dolinach bezwstydnie się rozpanoszyło.
Całe szczęście, że to ponoć tylko chwilowe i za dwa dni znów wróci toskańska aura.

Do widzenia listopadzie...

ŻÓŁTY to po włosku GIALLO (wym. dżiallo)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj