środa, 2 listopada 2016

Dziecięce rozważania na temat przyszłości


- Wiesz jak się będą nazywać moje dzieci? - zagadnął Mikołaj, kiedy we wczesne wtorkowe popołudnie szliśmy na cmentarz.
- Nie mam pojęcia, coś ostatnio o Kazimierzu wspominałeś.
- Kazimierz, Wladimir, Wania!
- Wladimir i Wania to rosyjskie imiona. 
- Lubię rosyjskie imiona. Jeśli byłyby dziewczynki to będą Katia i Natasza! Jeśli urodzą się w Ameryce albo w Australii to John, James, Jack. A jak we Włoszech to będą Dante i Beatrycze, albo Paolo i Francesca, albo Zeus i Hera …. i jeszcze Lorenzo bardzo mi się podoba.
- A ty? - zapytałam Tomka pełna nadziei, że może choć niektóre moje wnuki będą się nazywały odrobinę bardziej w moim guście.
- I mnie się Lorenzo podoba - Potwierdził Tomek. - Podobają mi się też: Marco i Simone. A jeśli w Polsce miałbym synów to nazwałbym ich Klimek, Radek i Remek.
- Ja się tak miałem nazywać!
- Dokładnie, Radek albo Klimek tak się miał nazywać Mikołaj.
- A dziewczynki jeśli urodzą się w Italii to Alice albo Caterina.
- Amore!!! 
- Caterina jak moja mama!


Po długich dysputach na temat imion potomków dotarliśmy w końcu na cmentarz. Celowo wybrałam moment wczesnopoobiedni. Wiedziałam, że o tej porze pewnie nikogo nie będzie i rzeczywiście się nie myliłam. Przeszliśmy jedną z najnowszych alejek i zatrzymaliśmy się przy grobie mamy Mario. Potem obejrzeliśmy tabliczki na ostatnich grobach i z ulgą stwierdziłam, że od mojej ostatniej wizyty żadne nowe zdjęcie, żadna znajoma twarz nie przybyła. 



W rogu cmentarza, na górze, zupełnie na uboczu znajduje się kilka maleńkich grobów. Niektóre zdają się już opuszczone, choć daty nie takie znowu stare. Kilka z mojego pokolenia. 
Wśród nich stoi krzyż samotny, mały maleńki, na trawie, bez światełka, bez kwiatka, bez imienia. 
W Mikołaju znów się wrażliwość obudziła. Kilka białych kamyczków, jakiś kwiatek znaleziony w pobliżu…
- Popatrz, zrobiłem mu grobek…
- Bravo...


Pospacerowaliśmy jeszcze chwilę, odwiedziliśmy groby, na których widnieją zdjęcia osób mniej lub bardziej znanych nam z codziennego życia, a potem wolniutko spacerkiem ruszyliśmy w kierunku domu. Pogoda była piękna. To trywialne określenie pasuje tu najbardziej - po prostu piękna! Tak piękna, że na placu przystanęliśmy na lody, zupełnie jakby to lato było!


- Mamusiu czy ty mnie widzisz z nowoczesną dziewczyną?
- A co to znaczy według ciebie nowoczesna dziewczyna?
- No wiesz … robi takie pozy … i zachwyca się takimi głupotami jak nowy ajfon i chce sobie zrobić tatuaż …
- A zatem nie, nie widzę cię z taką dziewczyną, bo chyba nie byłbyś szczęśliwy. Ty byś pewnie chciał taką, która ubierze się w trapery tak jak ty i pobiegnie z tobą do lasu, a potem nagotuje ci michę tortelli.
Mikołaj uśmiecha się szubrawo…
- Moja dziewczyna będzie zajmowała się domem, ale ja będę ciężko pracował na zewnątrz. 
- Dobrze, ale pamiętaj, że kobiecie w domu też warto czasem pomóc.
- A w moim domu to ja chciałbym być głównym kucharzem - wtrącił się Tomek.
- Wspaniale! Taki mąż to skarb!


Szliśmy do Biforco w listopadowym cieple, a chłopcy jeden przez drugiego snuli plany na przyszłość. Spowalniałam krok, jak mogłam, by nasz wspólny czas bez innych obowiązków trwał jak najdłużej. W domu jest zawsze tysiąc rozproszeń…
Ręka w rękę, wzdłuż Lamone, ze słońcem na twarzy, nienagadani... 


Na cmentarzu bródnowskim pali się lampka też ode mnie. Dziękuję.

NAZYWAĆ SIĘ - to CHIAMARSI (wym.kiamarsi)

3 komentarze:

  1. Swietne sa takie rozmowy z dzieciakami. Uwielbiam je, a tak jak Ty, rozproszona przez tysiac spraw, nie zawsze mam czas...
    Ale warto takie chwile rozciagac, chocby powrotem do domu okrezna droga :)
    A chlopaki Twoje madre i fajne - oby znalezli swoje nienowoczesne polowki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie łapię się na tym, że czasem zbywam ich bo jestem zbyt zajęta, więc tak jak piszesz warto nadlożyć czasem drogi, by móc posłuchać najsłodszego paplania:) Bezcenne chwile:)

      Usuń

Drukuj