czwartek, 6 października 2016

Stary człowiek i kasztany



Marradi przygotowuje się do pierwszej kasztanowej sagry. Już w najbliższą niedzielę na placu i wzdłuż uliczek rozstawione zostaną stragany, na których główną rolę mają grać marroni. W tym roku będę mogła przyczynić się do upiększenia jednego z nich.
Fotografowałam już na życzenie wiele osób i okoliczności, wiele fest i wydarzeń. I choć każdy z tych momentów był dla mnie miłym doświadczeniem, to chyba jednak wczorajsza sesja była najmilszą z najmilszych. 



Sceneria miała być pażdziernikowo - kasztanowa, marradyjska.
Wraz z Martiną, u której kupuję warzywa i jej dziadkiem pojechałam do castagneto, nigdy wcześniej przeze mnie nieodwiedzonego. Dziś mogę też powiedzieć: do jednego z ładniejszych jakie tu widziałam. Dzielnym fuoristrada wspięliśmy się wysoko drogą wymagającą i nieprzystępną. Jak zaczarowany ogród rozpostarł się przed nami na stromym zboczu bajkowy gaj!


Dziadek spacerował wśród starych kasztanowców. Schylał się co jakiś czas po dorodne marroni, które dopiero w tych dniach opuszczają ze świstem gałęzie i wrzucał je do wiklinowego koszyka. Takie właśnie obrazki miałam zatrzymać w moim obiektywie.  



Parafrazując znany tytuł - Stary człowiek i kasztany - samo nasuwało mi się na myśl, choć w tym przypadku mówiąc "stary" czuję się trochę niezręcznie. Nawet jeśli dziadek Martiny liczy sobie lat dziewięćdziesiąt, to trudno go o te lata posądzić. 
- On tu przyjeżdża każdego ranka swoją pandą i sam zbiera kasztany - tłumaczyła wnuczka.
- O! I to jest na pewno sekret jego żywotności.
Myślę, że tak właśnie jest. Życie w symbiozie z naturą, ciągła aktywność, ruch i praca, nie zostawiają człowiekowi czasu na starzenie się. To wydaje się nawet logiczne. 
Ja też tak chcę. Znów odżyło moje marzenie o kasztanowym gaju. Kamienny dom nigdy nie będzie bez niego kompletny. Nie tu, nie w Marradi. 



- Tak sucho, że nawet sobie człowiek butów nie zmoczy. 
- Nie ma grzybów.
- Nie widać nawet tych niejadalnych.
… 
- Aaaa porcino!!!
- Patrz, a tam drugi! - przewieszam aparat przez ramię i biegnę do brązowej czapeczki osadzonej w mchu jak na obrazku z elementarza.
- Jeszcze jeden! - Woła Martina. 
- To teraz zrobisz sobie śliczną dekorację na festę.
- Eee … chyba jednak wolę ragu'…



Dziadek macha, że już wystarczy. Wracamy. Patrzę na dwa marradyjskie pokolenia. Trochę im zazdroszczę. Pięknie byłoby mieć kasztanowy gaj, ale też pięknie byłoby wiedzieć jak to jest mieć dziadka… 

DZIADEK to po włosku NONNO (wym. nonno)





7 komentarzy:

  1. Tyle tu piękna i poezji. Ciarki przeszły po ciele. Malujesz, Kasiu, słowem i obrazem i za to wielkie dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasia, Ty jestes taka kochana, ze na pewno nie jeden dziadek z Marradi chcialby Cie adoptowac. praska

    OdpowiedzUsuń
  3. Pani Kasiu, czy jest jeszcze możliwość zakupić za Pani pośrednictwem kilka takich przysmaków jak miód kasztanowy czy świeża oliwa? Na taki miód mam ochotę już od dawna ale moje drzewko kasztanowe nie przeżyło powodzi i tym samym pszczółki nie miały okazji się z nim zaprzyjaźnić. Pozdrawiam. AgA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę napisać do mnie maila albo wiadomość z formularza kontaktowego z zakładki z boku. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń

Drukuj