sobota, 22 października 2016

Noce i dnie



Na piątek czekam zawsze z utęsknieniem, jak każdy… Ale ten piątek jakiś był taki nijaki, szczerze mówiąc nawet całkiem do kitu. Zaczęło się tym, że ktoś się umówił na próbną lekcję włoskiego. Zasiadłam o określonym czasie do komputera, przywitałam się serdecznym "buongiorno", ale odpowiedziała mi … cisza. Poczekałam umowny kwadrans, a potem zostawiłam wiadomość i poszłam prasować. Pewnie gdyby to była jednorazowa sytuacja machnęłabym ręką, ale tak się składa, że w ostatnim czasie to niestety nie był odosobniony przypadek, więc siłą rzeczy zaczęłam myśleć, że może to zamierzone i że ja sama jestem chyba z innej planety, bo to czego przede wszystkim nauczono mnie w domu to szacunek dla innych. Ktoś pół dnia traci na mailowanie, ustalanie, ja wysyłam materiały, a potem całuję skypową klamkę. Trudno. Może i na to kiedyś się znieczulę.

W każdym razie źle mi się zrobiło bardzo i wtedy, nie wiedzieć czemu, przypomnieli mi się moi goście z gitarą. Gdy we wrześniowe popołudnie w salonie Kamiennego Domu rozległo się głosem słowika: Nim las, nim kłos … złapałam za telefon i nagrałam występ, by wrócić do niego kiedyś, kiedy będzie mi źle. I właśnie źle było mi w piątek. Zaczęłam więc podśpiewywać razem z M. (dziękuję ci M!) pokochaj mnie lesie mój, kochajcie mnie ranne mgły, darujcie mi biały strój … I tak słuchałam i prasowałam i słuchałam, aż góra czystych rzeczy zaczęła wyraźnie się zmniejszać, a moja złość i smutek znów zelżały.

Co jakiś czas zerkałam przez okno. Z żalem stwierdziłam, że lipy, które fotografowałam dwa dni temu zubożały w liściach. Zmoczone i zmęczone poniewierały się na asfalcie liście, których splendor zgasł. Znów mnie w gardle ścisnęło...


Mikołaj zaraz po szkole pojechał na mecz. Ponieważ w tym czasie miałam lekcję, więc nie zobaczyliśmy się nawet na popołudniowego buziaka i "ciao amore - ciao mamma". Miał wrócić późno, grubo po kolacji... Czy muszę dodawać, że kolacja piątkowa w ogóle mi nie smakowała, mimo że jedliśmy ulubione polędwiczki z pieprzem pieczone w kominku? Nie smakowała mi i już! Ani trochę. Dziwnie było przy stole bez Mikołaja … Całkiem bez sensu. 
Przełknęłam bez smaku to, co miałam na talerzu i usiadłam przy kominku. Tomek zajęty był przygotowywaniem prezentacji o Sobieskim, więc zostałam całkiem sama z moimi myślami. 
Nie, nie jestem matką kwoką… No dobrze, trochę tak … Ale im dłużej żyję, tym bardziej dociera do mnie, że to dzieci są całym moim światem, tylko z nimi życie ma smak taki, jak lubię. Jeden wieczór w niekompletnym składzie wprowadził mnie w zły humor, co zatem będzie za jakiś czas, kiedy obydwaj wyfruną z gniazda..? 
Cóż.. Nic nie będzie. Życie jakiś smak będzie miało, już nie taki jak teraz, ale będę musiała się przyzwyczaić. Dalej będę siedzieć przy kominku i śpiewać razem z M. ... Zegary tak śpieszą się, biegną dnie i noce  A sady wciąż będą się zielenić...



OBYDWAJ to po włosku TUTTI E DUE (wym. tutti e due)

7 komentarzy:

  1. Ja zostalam tutaj sama,samiutenka... Dziekuje losowi, ze dzisiaj jest skayp i nie rozumiem dlaczego jego tworcom nie jest przyznawany specjalny Nobel,kazdego roku,dozywotnio. Sa telefony ,ktore sa przedluzeniem pepowiny, no i samoloty. Rozlaka dzisiaj jest ciut lzejsza, niz jeszcze 20 lat wstecz. Pozdrowienia znad Stretto.

    OdpowiedzUsuń
  2. :)) Tak pocieszam się skypem ale też chciałabym żeby czas zatrzymał się teraz, kiedy już są duzi, samodzielni, ale przy tym jesczze tak bardzo moi. Mikołaj chce kiedyś mieszkać w Puglii, choć ostatnio miał wątpliwości czy jednak nie Marradi, Tomek w Marradi, ale najpierw chce objechać cały świat, koniecznie Australię. Jakoś to przetrzymam, tak jak inne mamy.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wzruszyłam się Kasiu, jesteś cudowną mamą. Piosenka przepiękna, a zaraz po niej "Kawiarenki". Dzień zaczął się cudownie. Dziękuję!
    Pozdrawiam
    muzien

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Kasiu dzieci muszą odejść żeby potem wrócić ze swoimi dziećmi i to jest piękne.
    Pozdrawiam mocno, bardzo lubię pani blog, jest pani prawdziwa i szczera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie powiedziane : "dzieci muszą odejść, żeby potem wrócić ze swoimi dziećmi ... "

      Usuń
    2. tak… święta prawda! A że - jak wyliczył Tomek - żyć będę grubo ponad sto lat to mam nadzieję, że wrócą z wnukami prawnukami:)

      Usuń

Drukuj