sobota, 29 października 2016

Kasztanowe ostatki i listopadowe zmory



Ostatni październikowy weekend i ostatnia w tym roku sagra kasztanowa … Tym razem chłopcy wyjątkowo nie ruszą do pracy, bowiem do Domu z Kamienia dotarli zapowiadani Goście. A zatem nikomu nie trzeba tłumaczyć, że milszy od pracy będzie dla nich tym razem spacer rodzinny po Marradi. 
Tak czy inaczej pamiątka po ich wolontariacie została nawet w prasie, a moje zdjęcia znów poszły w świat. Takie moje małe satysfakcje… Jeśli nie wszyscy zaglądają na fb, pochwalę się i tutaj:


Goście nie zabawią długo, ale mam nadzieję, że te kilka dni uda nam się spędzić wyjątkowo i ci którzy zawitali tu po raz pierwszy, będą wyjeżdżać z przedwczesną tęsknotą i z zalążkiem marradyjskiego fiksum dyrdum. Sobota zapowiada się wspaniale i plan jest ambitny, oby tylko słońce podkręciło temperaturę, bo ranek przywitał nas iście listopadowym chłodem. 

Listopad… Jak zawsze spinam się na samą myśl o nim. I choć staram się cieszyć każdym dniem, to szczerze mówiąc w listopadzie i grudniu - jak dla mnie - czas mógłby przyspieszyć, by zaraz po nowym roku łagodnie zwolnić. Jakoś się z tymi miesiącami nie mogę ułożyć, już sam fakt braku światła sprawia, że wszystko z czym daję sobie radę latem i wiosną, teraz wydaje mi się o wiele trudniejsze. Słyszę często - jesteś silna, jesteś wielka, podziwiam cię, ecc… Może i silna, ale nie wiem, czy jest co podziwiać. Każdego dnia biorę się z codziennością i problemami za bary i jak do tej pory los mi sprzyja, to one leżą na macie, nie ja. Ale często ta walka kosztuje mnie tyle energii, że potem ciężko mi znów ruszyć z miejsca … Zobaczymy, co przyniesie jutro, oby listopad okazał się łaskawy, oby nie powróciły stare zmory, oby nie opętało mnie czarnowidztwo!
Pierwszy gościowy dzień minął bez jednego porządnego zdjęcia. Dziś obiecuję to nadrobić, a w zamian za to jeszcze jedno spojrzenie na październikowy kasztanowy gaj, przed utratą jesiennych słodyczy...

Dobrego weekendu!

CO PRZYNIESIE to po włosku COSA PORTERÀ (wym. coza portera)


4 komentarze:

  1. Piękne zdjęcie, jak zawsze zresztą. I jest dowodem na to, że ze światłem nie jest wcale tak źle, w przeciwieństwie do tego co u mnie pod Wrocławiem, słońca brak, wszystko zasnute chmurami, powietrze jakieś takie zimowe już, dookoła szaro... MS

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do nas też ponoć idą deszcze, ale dziś jeszcze było prawie letnio:)

      Usuń
  2. Uwielbiam Pani blog - dziekuje bardzo za codzienna porcje sloneczka jakiej doswiadczam kazdego ranka czytajac nowy wpis.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj