sobota, 8 października 2016

Bez złudzeń



Ostatni prawdziwie bogaty grzybowo sezon, to znaczy taki jaki powinien być w Toskanii, trafił się rok wcześniej nim osiadłam w Biforco na stałe. Niby dwa lata temu jakieś grzybobrania zaliczaliśmy, ale to jeszcze nie było TO. W Marradi nie padało przecież tyle czasu, więc o grzyby ciężko, ale jak to mówią - nadzieja umiera ostatnia. 
Niektórzy wsiadają w samochód o piątej rano i jadą na Amiatę albo do Maremmy albo w okolice Elsy i wracają do domu z dwudziestoma, trzydziestoma kilogramami grzybów. Ale …
Po pierwsze grzyby z Mugello to jednak grzyby z Mugello… Nawet moje dzieci same stwierdziły, że te przywiezione z daleka słabiej pachną. Po drugie na taką wyprawę w tygodniu to trzeba mieć czas, a u mnie to raczej niemożliwe. Ja łapię małe chwilki, czas z odwołanych lekcji zamieniam na górskie eskapady, bo oczywiście - jak może pamiętacie - tu grzybobranie to przy okazji prawdziwa wspinaczka, dobra porcja gimnastyki i kondycyjny test - sprawdzian. 

- A może "tu"?
- A może "tam"?
- "Tu" za wysoko, jeszcze ich nie będzie.
- A "tam" nigdy nic nie było.
- No to gdzie?
- No to "tam"?
- "Tam" może być.



- Ale to tylko zwykły spacer będzie. Nie licz na zbiory… - i zaraz potem - Bierzemy koszyk? - pyta jeszcze w progu.
- Phi! Koszyk?? Aparat mam do dźwigania! Grzybów na pewno nie będzie, ale przynajmniej zdjęcia zrobię i oczywiście nowe buty przetestuję.


- Wygodne? 

- Bardzo! I mają śliczne liliowe sznurówki.
- Nie ślizgasz się?
- Nie.
- Kostka trzyma?
- Trzyma.
Znów czuję się jak mała dziewczynka. Przez chwilę ktoś się o mnie martwi. Przystaję co chwilę, to na góry, to na nowe butki spoglądam z satysfakcją. - Jakie ja mam długie nogi patrząc przez ten obiektyw…  Do samej ziemi!!!



- I co?
- Nic. A ty?
- Nic, kompletnie nic.
- Wiedziałam.
- Ale tu cisza...
- Niesamowita… Absolutna cisza. 




- Piękny ten dom - zachwycam się po raz kolejny, kiedy schodzimy ze szlaku do domostwa, w którym jako mały chłopiec mieszkał Mario.

- Piękny i wcale nie mały. Popatrz to chyba tu, gdzie widać tą linię odpadła ściana. Pamiętasz? Opowiadałem ci.
- Pamiętam. 
Kiedyś, dawno temu, kiedy rodzina siedziała przy stole nagle jedna ściana domu po prostu odpadła. - Jedliśmy obiad i nagle jakbyśmy znaleźli się na dworze - wspominał Mario. - Już wcześniej słychać było co jakiś czas "skrik - skrok" - mury ostrzegały, ale nikt się tym gadaniem starego domu nie przejął. 


- Czy ja kiedyś będę miała swój własny kamienny dom…?
Mario patrzy na mnie z pobłażaniem i się śmieje.
- Ej! A może odrobina wsparcia, dodaj mi odwagi, nie pozbawiaj mnie moich złudzeń, powiedz lepiej: tak, tak będziesz miała, dasz radę!
- Dasz, dasz! Jak już dziś zaczniesz zbierać po kamieniu, to czemu nie!
- Wielkie dzięki!


 BEZ ZŁUDZEŃ to po włosku SENZA ILLUSIONI (wym. senca illuzjoni)

1 komentarz:

  1. Na marzenia i ich spełnienie trzeba być nieustannie gotowym, żeby w razie czego nie przegapić:)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj