piątek, 16 września 2016

Rok szkolny 2016/2017 czas start i w obronie tożsamości Puchatka


Zaczęło się! 
Jednak mimo strachów i powakacyjnej niechęci, tak jak do szkoły weszli z uśmiechami, tak samo w południe wyszli z niej szczęśliwi, bo to w końcu szkoła marradyjska, włoska, której nie można nie lubić. Już przed pierwszym dzwonkiem zawiązały się stare grupki, nawiązały ciekawe rozmowy, tak fascynujące, że niektórzy od progu szkolnego zostali wróceni z upomnieniem, że przecież i matce pożegnalny całus się należy.



Jeszcze przez tydzień tylko na pół etatu, jeszcze wiele niewiadomych, ale też tyle samo pozytywnych wrażeń, nowych przeżyć i nowych znajomości.
- Mamusiu, a w mojej klasie jest nowe dziecko! 
- Chłopiec czy dziewczynka?
- Chłopiec i to hiszpańskiego pochodzenia!
- Świetnie! To teraz jest was już pięciu!!
- Prof C. będzie uczył włoskiego?
- Nie wiadomo może to jednak będzie E. Dla mnie tak czy siak, będzie super! I mamy nowego profesora od muzyki i gra na skrzypcach i mówi kilka słów po polsku…
- A wiesz ile trwała recreazione?
- I nie wiadomo czy wróci M. 
itd… itd…
Mówili i mówili, a ja z każdym słowem upewniałam się, że to ich boczenie się to był tylko żal po wakacjach, a nie prawdziwa niechęć do szkoły. 
Dziś przez te drzwi przeszły kolejne pierwszaki, dzieci, które widziałam jako maluchy. Czas jest na szczęście bezlitosny dla wszystkich rodziców, nie tylko dla mnie. Swoją drogą, popatrzcie jak moi chłopcy wydorośleli tylko przez ostatni rok!!!




Dzieci rosną, czas niewątpliwie gna jak wariat, ale na szczęście moje dzieci są jeszcze dziećmi…
- Mamusiu popatrz!
Wnoszą do salonu przebierańca, dumni ze swojej kreatywności.
- Mario! No weź! Też popatrz! 
- O matko, a ten to kto? - Mario odgrywa scenkę zaskoczenia, jak to mają w zwyczaju robić dorośli przy dzieciach całkiem maleńkich, żeby pokazać im, że dowcip się udał - nie znam go! Co to za jeden?!
Chłopcy ściągają fragmenty charakteryzacji i spod brody wyłania się znajomy miś.
- Aaaa to Jogi!!!
- Jogi??? - chłopcy zaraz zaśmiewają się w kułak. - Jaki Jogi?? To Winnie the Pooh!!
- Kto???
- Winnie! Nie widzisz? Ma nawet napisane na koszulce!
- Ja tam nie wiem, ale to, że ja mam na koszulce napisane TDK, to nie znaczy, że jestem kasetą magnetofonową…
Codzienny teatr, tym razem teatr absurdu. 

NAPISANY to po włosku SCRITTO (wym. skritto)



1 komentarz:

  1. Z tą kasetą... Rewelacja. Uśmiałem się w głos, a tego z rana mi trzeba było :) Udanego kolejnego toku szkolnego.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj