niedziela, 25 września 2016

Przygody Lejdis we Florencji



Wakacyjny plan Lejdis napięty jest do granic możliwości, szczerze mówiąc czasem nie mam pojęcia skąd biorą siły na żarty już od bladego świtu, ale tak jest pięknie, za to właśnie Lejdis nie można nie lubić!! Wczoraj Lejdis odsłoniły swoją kolejną twarz - udowodniły, że są zorganizowane jak wojsko i nawet kilka minut przed czasem w obłoku perfum i ślicznych sukienkach czekają na start lejdibusa, że w trudnych chwilach zachowują zimną krew, służą radą, a nawet wieloma radami i cokolwiek by się nie działo, nie tracą dobrego humoru. 


Sobota miała rozpocząć się porankiem we Florencji, a zakończyć degustacją win w toskańskiej winnicy. I prawie tak było, tyle że poranek przesunął się na południe, bo … Po pierwsze Lejdis też mają słabe punkty i droga górską serpentyną okazała się nieco "męcząca", a po drugie przekonaliśmy się, że Lejdibus za wysoki jest na florenckie parkingi podziemne i gdyby nie pizzowe obżarstwo na Cavallarze, które stało się zbawiennym obciążeniem, maszyna utknęłaby na dobre …
- Centymetr!! Dosłownie centymetr! 
- I kto mówi, że wieczorne objadanie się źle robi?


Tak czy inaczej wszystkie kryzysowe sytuacje zostały szczęśliwie opanowane i Lejdis ruszyły na zwiedzanie toskańskiej stolicy, starając się przy tym nie zwracać uwagi na tłumy turystów i nieprzyzwoite jesienne ciepło. Połowa punktów wycieczki odpadła, bo czekała nas wspomniana degustacja, ale mimo wszystko zdążyły się zachwycić rzeczami wielkimi i całkiem drobnymi, Duomo i Ponte Vecchio, rowerami z doniczkami i ulicznymi artystami, poznały lokalne smaki - trippę i ribollitę, pogłaskały cinghialino, a niektóre nawet wzruszyły się sztuką ocierając się o syndrom Stendhala… 


A potem szczęśliwie, z kilkuminutowym zaledwie spóźnieniem dotarłyśmy do Fattorii by win posmakować, by stać się świadkiem ułamkowej scenki winobrania, ale o tym już nie dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj