wtorek, 20 września 2016

Każdy dzień przynosi nowe...


Każdy dzień jest inny, każdy dzień przynosi coś nowego, każdy dzień czegoś nowego nas uczy … Tak mówił starszy człowiek w Palazzuolo. Pojechaliśmy tam w poniedziałkowy wieczór z naszymi Gośćmi, a celem wyprawy była pizza w "białym dziku" i krótki spacer kamiennymi zaułkami. Nie spodziewałam się niczego wyjątkowego, bo przecież to miejsce to jak moje drugie podwórko, czym więc miałoby po tylu latach zaskoczyć. Na tym etapie największą przyjemnością jest zachwyt innych,  nim się karmię zupełnie jak pasożyt, tyle że zupełnie nieszkodliwy.


Kiedy jednak staliśmy przed najstarszym budynkiem miasteczka wpatrując się w herby wkomponowane w kamienne mury, starszy mężczyzna zagadnął nas przyjaźnie i zaoferował się ze swoją wiedzą, gdybyśmy chcieli czegoś więcej się dowiedzieć. Zapewniał, że będąc tam urodzonym wiedzę ma imponującą. Zachęcony do opowieści przybliżył nam historię miejsca,   a do mnie dotarło, że niby wszystko znajome, a jeszcze tyle do poznania, nawet pod samym nosem…
Palazzo dei Capitani. Budynek z XIV wieku, to tu papież Juliusz II w zacnym towarzystwie Niccolo' Macchiavellego zatrzymał się w swojej podróży. Kamienne mury pamiętają historię najdawniejszą. Nieopodal inny ciekawy budynek, ładny choć niepozorny. Znajdował się w nim przytułek i szpital dziecięcy. Drzwi wejściowe były tak skonstruowane, by nikt nie widział kim jest matka zostawiająca zawiniątka, dla dobra jej samej i dla dobra dziecka. Maluchy przekazywane były potem siostrom zakonnym do klasztoru Madonna della Neve. 


- Żadna inna epoka, jeśli mówimy o architekturze, nie była tak ludzka - opowiadał dalej mężczyzna. Domy mocne, nie za duże, nie za małe, zbudowane dokładnie na potrzeby człowieka. Miasteczka średniowieczne są jedyne w swoim rodzaju, najpiękniejsze. Nie przesadzone - jak bywało w późniejszych wiekach, nie nudne i jednostajne jak choćby Palmanova … Starszy człowiek mówił i mówił i z zachwytem wodził po kamiennych murach, nawet jeśli znał je od dziecka. - Tam była najstarsza część miasta… Dziś już jej nie ma. Most   runął w czasie bombardowania. Szkody nie były tu aż tak ogromne jak w Marradi, ale jednak … O tam jest ładnie, miły spacer tamtą uliczką…


Podziękowaliśmy naszemu przewodnikowi i tak jak radził, i tak też jak sama miałam w planie, bo przynajmniej od strony fotogeniczności znam miasteczko jak własną kieszeń, ruszyliśmy kamienną uliczką w stronę Cinghiale bianco. 


COŚ NOWEGO to po włosku QUALCOSA DI NUOVO (wym. kualkoza di nuowo)

2 komentarze:

  1. Jestem jednym z tych gosci;-). Faktycznie wrazenie niesamowite, kiedy w lekko chlodnawa juz noc zapuszczasz sie w ciemnawe, wlasnie zaulki, I nagle spotykasz nieznajomego, ktory pieknym, melodyjnym wloskim jezykiem opowiada ci historie budynku, przed ktorym wlasnie stoisz. Nie, nie znam wloskiego, ale jakos ten jezyk jest tak piekny, ze pasjonuje mnie nawet jego rytm, a poza tym Kasia dzielnie mi tlumaczyla. A potem stal sie cud.....I jedlismy najlepsza pizza na swiecie....wow!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Mam nadzieję, że to dopiero początek miłych wspomnień:)

      Usuń

Drukuj