piątek, 23 września 2016

Czy to wciąż Lejdis czy włoskie "mammy"?



Kiedy w czwartkowy ranek w Biforco panowała mgła gęsta jak mleko i widoczność była poważnie ograniczona, Lejdis spacerowały ponad chmurami i podziwiały cuda Apeninów… 
Na szczęście mgła szybko opadła i początek jesieni omamił nas lazurem pstrokatym, słońcem jaskrawym i ciepłem nieprzyzwoitym. Ruszyłyśmy więc na spacer po kolorowej Brisighelli… 
Lejdis fotografowały wszystko, co tylko można było zatrzymać w kadrze: kwiatki, ceramikę, obrazy, drzwi, uliczki, rowery i same siebie oczywiście. Zachwycały się wszystkim, jadły lody i nawet nawiązywały nowe znajomości. 


A potem nastał prawie wieczór i zrobiło się jeszcze piękniej, jeszcze weselej, jeszcze bardziej wyjątkowo. Lejdis założyły fartuszki, ściągnęły biżuterię i zabrały się za przygotowanie kolacji pod okiem Emiliany i Cristiny. Tagliatelle z sosem ze świeżych pomidorów i tortelli z ricottą i szpinakiem. Lejdis były wdzięczne, czarujące, kobiece. Uśmiechnięte i zrelaksowane, bo włoskie gotowanie to przecież prawdziwa przyjemność, a przy tym niezwykły spektakl dla tych, którzy stoją z boku. Lejdis były jak włoskie "mammy" w przepięknej kuchni Pianorosso, ze światłem wpadającym przez uchylone drzwi, w którego promieniach wirowały drobiny mąki, z widokiem na wzgórza wyciszone, z zapachem świeżo zerwanego santoreggia. Chciałoby się być malarzem lub choć przynajmniej poetą, by ten obraz zachować jak należy. Ja tymczasem zostawiam foto opowieść. 
A SANTOREGGIA, zioło, nad którym zastanawiałyśmy się przez cały wieczór to CZĄBER!

Tortelli - wersja włoska i wersja amerykańska:)

2 komentarze:

  1. Wesoły autoBUS , wesołe i kolorowe kobiety, a od samego patrzenia na potrawy az ślinka cieknie :) niesamowita wycieczka , pozdrawiam i buona giornata a tutte :) Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kasiu, dlaczego nie ma Ciebie na zadnym zdjeciu? Obrazam sie :-) praska

    OdpowiedzUsuń

Drukuj