niedziela, 4 września 2016

Akt trzeci rzymskiej wyprawy - Lago di Bolsena i mój wielki zachwyt


Aż w końcu dotarliśmy nad Lago di Bolsena … Zjechaliśmy do miasteczka o tej samej nazwie, zachwycającego tak jak i poprzednio mijane. Nie mieliśmy jednak czasu na spacer po centrum, to nie był dzień na wnikliwe zwiedzanie, tylko raczej na "zobaczenie". A my chcieliśmy właśnie zobaczyć jezioro…



Lago di Bolsena - największe wulkaniczne jezioro w całej Europie. Ja dodałabym od siebie - jedno z najpiękniejszych jakie widziałam, z wodą czystą, ciepłą jak tropikalne morze, z malutkimi ciemnymi plażami, z ławeczkami wzdłuż brzegu, z kiwającymi się leniwie łódkami w oddali, z kajakami, z wysepkami, otulone tak nieprawdopodobnym spokojem, że zaraz zamarzyliśmy, by zostać tam na dłużej...  

Euforia po rozgrzanym Rzymie



Chłopcy natychmiast skorzystali z okazji, kąpiel w Bolsenie wprowadziła ich w euforię! Zmyli z siebie rzymski pot i kurz. Po wodnych harcach byli jak nowonarodzeni, a ja przeklinałam w myślach, że nie pomyślałam o kostiumie. Rzecz jasna trudno było  przewidzieć, że może być potrzebny, kiedy główny cel wyprawy to Roma. W każdym razie patrzyłam na nich z nieukrywaną zazdrością, a sama próbowałam schłodzić się na ile to było możliwe. 

Chodź mamusiu! Zrobimy Titanica!
Kiedy już się moje nutrie wymoczyły, wodą nacieszyły, przeszliśmy się najpierw w jedną a  potem w drugą stronę lungolago. Nie wiedzieć czemu wcale nie chciało nam się odjeżdżać. Panował tam nieprawdopodobny, niemal niespotykany w dzisiejszych czasach spokój. Atmosfera kurortu sprzed wieku, bez turystów, głośnej muzyki, chaosu. Idealne miejsce na spędzenie wakacji! Plaża, rowery, łódki, wędki, miejsc do zwiedzania nieskończoność. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam wrócić choć na kilka dni … Niezwykłe!


Spokój Bolseny … Może to wcale nie norma, może w innych momentach i tu panuje gwar, może gdybym trafiła tu o innej porze, innego dnia, wcale tak bardzo by mnie nie urzekło… Nie wiem. 
Ale właśnie spokój tamtej chwili, tysiące migających plamek na wodzie, ślady słońca, które powoli schodziło ze sceny i cisza tworzyły obraz doskonały... 


Jeszcze kilka kadrów złapanych z okien samochodu, oglądanie się za siebie - żeby mieć pewność, że wrócimy. Zaczął zapadać wieczór, czas więc było wracać do domu… 
Wiozłam ze sobą miłe wspomnienia, piękny obraz Lazio, nad którym się wcześniej nie zastanawiałam. Tak … Na pewno trzeba wrócić...



1 komentarz:

  1. Jak cudnie. <3
    Widzę, że już listeczki lecą z drzew. Uwielbiam tę porę roku. Gdy jeszcze jest ciepło, ale już zaczyna się złocić i pojawiają się pierwsze kasztany.
    Oby jak najdłużej tak...

    OdpowiedzUsuń

Drukuj