wtorek, 30 sierpnia 2016

Wyjątkowości dnia powszedniego


Las jest jednak magiczny, a już las toskański, mugellański to świat jak z bajki. Zwłaszcza rano, u schyłku lata, kiedy promienie świeżo obudzonego słońca przeciskają się przez bukowe liście, kiedy spod ziemi spragnionej wody wychylają się delikatne, liliowe cyklameny, a mistyczną ciszę mącą jedynie kroki i trzask suchych patyków … 


Oto gdzie byliśmy w poniedziałkowy ranek. Kolejny raz Pani Obama zabrała nas na spacer. Tym razem zaszczyt spotkał również chłopców i wydaje mi się, że ktoś tu chyba ma zadatki na prawdziwego truflarza. 


Przeszliśmy osiem i pół kilometra. Nie spacerem, nie "po równym" i nawet nie ścieżką czy górskim szlakiem. To był marsz na przełaj, prawdziwy, pieszy off road! To w górę stromo łapiąc się kurczowo traw, "lian", konarów czy też tego, co było pod ręką, to w dół na łeb, na szyję chwiejąc się, zsuwając ślizgiem na czterech literach. Nadążyć za Giancarlo i Obamą wcale nie jest łatwo. Na tym spacerze to właśnie pierwsza dama nadawała rytm i kroku musieliśmy jej dotrzymać. Patrzyłam na chłopców z nieukrywanym podziwem. 


Choć zbiór początkowo nie zapowiadał się dobrze, to jednak do domu wróciliśmy z pełnym workiem. Teraz będą znów tagliatelle i risotto i jajka i sama nie wiem co tam jeszcze wymyślę! Podniebienie na pewno oszaleje z zachwytu. 
W okolicach Marradi nie padało od ponad dwóch miesięcy. Ziemia jest popękana, pyli się jak popiół. Aż cud, że w takich warunkach kieszenie szybko się zapełniły. Oczywiście tu trzeba ukłonić się w stronę niezwykłego nosa Obamy, ten jest istnym fenomenem natury!

 

Ale w tym wszystkim to już nawet nie o trufle chodzi. Kiedy dreptałam wczoraj za naszym przyjacielem, uśmiechałam się pod nosem sama do siebie. Ktoś poświęca nam pół dnia. Biega z nami po górach. Wyciąga z plecaka schiacciatę i panini. Udziela lekcji o truflach i o życiu lasu w ogóle. A do tego zostawia nam cały kapelusz czarnych kulek i to wszystko z uśmiechem, z radością i szczerze. Czuję się obdarowana potrójnie. Udziela mi się pozytywna energia, optymizm Giancarlo. Ileż szczęścia mamy … Jak dobrze, że możemy żyć w takim miejscu, że moje dzieci dorastają w tak wspaniałym otoczeniu, wśród niesamowitych ludzi. Jak dobrze, że ich środowiskiem naturalnym jest też bajkowy las … 
- Pamiętajcie to nie zdarza się każdego dnia … A smak trufli od tej pory myślę, że będzie jeszcze bardziej wyjątkowy... 

Zwierzę zjedzone przez wilka
Znajdź truflę:)

WYJĄTKOWY, SZCZEGÓLNY to po włosku PARTICOLARE (wym. partikolare)

2 komentarze:

  1. To są właśnie te cudaowności dnia codziennego, tak pieknie i z entuzjazmem o tym piszesz... aż mi się udzieliła ta radość życia, jakbym tam z Wami była i stąpała po tych suchych gałązkach... Temat jest mi o tyle bliski, że również jestem fanką i miłośniczką codzienności, odnajduję w niej cuda i cieszę się, że mogę to robić każdego dnia. Mam w pobliżu również takie magiczne lasy, ktore penetruję głównie z moim Toskiem, który jak nikt, potrafi docenić życie i chłonąć każdą sekundę jakby miała być ostatnią. To od niego uczę się docenienia każdej chwili!
    Bardzo fajny post! czytam go pijąc poranną kawę i wiem już, że to będzie wspaniały dzień :) Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  2. wielki skarb w kapeluszu i niesamowici ludzie o wielkim sercu

    OdpowiedzUsuń

Drukuj