piątek, 12 sierpnia 2016

Polne drogi


- Jak tu ładnie… jak tu ładnie… - słyszę obok i z dumy pękam.
J. kładzie się na trawie i mówi, że zostaje, że dom tu mógłby wybudować. Słuchamy krowich dzwonków  i wpatrujemy się w majaczący w oddali graniastosłup "mojego" castellone.
- Podejdźmy do zakrętu, zobaczymy, czy stamtąd już widać Biforco...
Polna droga gnie się łagodnie wśród łąk, jak na widoczkach ze starych kalendarzy. Pejzaż tak doskonały, że prawie nierealny. 


Nasze stopy wzbijają pył z drogi, tak dawno nie padało, że ziemia już nie pamięta czym jest woda. Po bokach rosną kępy jeżyn i polnych kwiatów, co jakiś czas wyskakują z nich przestraszone i zdezorientowane bażanty. Ciut wyżej, spośród dąbków wyłania się rodzina jelonków i zaraz spłoszona znika w zielonej gęstwinie. 
Droga opada łagodnie w dół i a potem zakręca przy kamiennym domostwie. Dom tutaj? Niby nie powinnam się już dziwić…
- Dobry wieczór. Czy jesteśmy na dobrej drodze, żeby zejść do Biforco? - zagaduję starszego mężczyznę, który wita nas pytającym spojrzeniem. 
- Dobry wieczór. Tak, tak - uśmiecha się - droga jest tylko jedna, a potem dojdziecie do acquedotto... 
- Potem to już wiem - przerywam - ja jestem z Biforco, ale akurat tą trasą nigdy nie szłam.
- Cały czas ta sama droga.
- Dziękuję, dobrego wieczoru. 
- Miłego spaceru!


- Jacy tu są życzliwi ludzie - dziwi się J.
- To tutaj normalne…
Uwielbiam te krótkie spotkania z nieznajomymi, kiedyś tak bardzo onieśmielona otwartością, teraz to ja sama częściej zagaduję. Uwielbiam to tak samo jak polne drogi ciągnące się wśród mugellańskich łąk…


Po bokach drwa pocięte w słupki, to tu to tam kępa ginestre  kwitnąca ostatnim tchnieniem, łato już jest zmęczone i choć jeszcze jesienią w powietrzu nie pachnie, kalendarz jest bezlitosny...
Polna droga opada raptownie w dół, a stopy osuwają się na drobnych kamyczkach. Stromizna zanurza się teraz w kasztanowym gaju. Małe "jeżyki" rosną w słodycz, już niedługo wylądują w płomieniach marradyjskich kominków i przydadzą smaku październikowym wieczorom...


Za kolejnym zakrętem, za następnym gajem, za jeszcze jednym kamiennym domostwem pod stopami pojawia się asfalt … Szkoda. Mogłabym tak iść i iść bez końca. Polne drogi i lato nigdy nie powinny się kończyć…
MOGŁABYM to po włosku POTREI (wym. potrej)

2 komentarze:

  1. Sielskość,idylla,nostalgia......tak by można nazwać każde z tych zdjęć Kasiu.Ech-rozmarzyłam się,lato szczególnie u nas na śląsku ma się ku końcowi,zimne wieczory i ranki,i słońce już inne,łagodniejsze i wieczory krótsze...jaka szkoda...Póki co cieszmy się jeszcze tymi promykami słońca które są,zielenią i kwiatami,cieszmy się odchodzącym jednak powoli latem ! Ja mam nadzieję,że jeszcze na wrześniowym moim dłuższym urlopie złapię na greckiej wyspie Skopelos duuuuuuużo słońca !!!
    lucyna S z Wodzisławia śl.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam polne drogi.... Będę kolejną osobą która powie: jak pięknie, jak pięknie!

    OdpowiedzUsuń

Drukuj