poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Gwiezdna wyprawa! STRASTELLATA!!!


W zeszłym roku mimo obietnic składanych samej sobie, nie wyruszyłam na żadną nocną wyprawę. Dlatego też w tym roku postanowiłam nadrobić straty i już po pierwszej czerwcowej stralunacie zrozumiałam, jak wiele do tej pory straciłam. Dziś mogę z dumą powiedzieć, że tak jak się wtedy zarzekałam, że już więcej żadnej nie przepuszczę, tak słowa dotrzymałam. Wszystkie tegoroczne stra…wyprawy były moje! Jedna wspanialsza od drugiej! Każda wyjątkowa, każda niezapomniana.
Wczoraj odbyła się niestety już ostatnia w tym sezonie nocna wyprawa - tym razem STRASTELLATA!
Była to największa pod względem uczestników impreza tego typu w jakiej ja brałam udział. Ilość piechurów chętnych do maszerowania po Apeninach zaskoczyła nawet samych organizatorów. Przy początkowo około 250 potwierdzonych rezerwacjach, ostatecznie zjawiło się 420 osób!! Czy możecie to sobie wyobrazić?? Miejsc przy stołach zabrakło, ale nikt się tym nie przejmował, w radosnej atmosferze ludzie rozsiedli się tam, gdzie można było z talerzem przycupnąć. Zajadali makaron i mięso, a potem arbuza i słodkości. Co jakiś czas rozbrzmiewał rubaszny głos - vino? - a biesiadnicy niczym echo odpowiadali - Vino! Na samo wspomnienie uśmiecham się sama do siebie
A trasa? Tym razem były dwie do wyboru, jedna krótsza dla mniej zaprawionych w boju i druga dwa razy dłuższa, choć jak się okazało, wcale nie trudna dla tych, którzy lubią wyzwania. Szlak dobrze znałam, bo nie raz te ścieżki wydreptywaliśmy. Tym razem organizatorzy wytyczyli trasę w okolicach Monte Lavane, skąd widoki były takie, że momentami, żal było iść dalej. Góry w płomieniach zachodzącego słońca, Ravenna migocząca w oddali, cienie i blaski, gwiazdy i księżyc, tak wiele i jeszcze więcej … 
Już czekam z niecierpliwością na kolejne stra stra stra ….!!! 
Oto jak nam było. Ja jak zwykle zdjęć z marszu nie mam, a zatem nadrobiłam fotografując się z przyjaciółmi, którzy pracowali przy organizacji. 
Dobrego dnia! Buon Ferragosto!!!


2 komentarze:

  1. Widzę że Lorenzo się z Wami wybrał, pozdrowienia no i oczywiście nieustające dla "Mistrza Pizzy"

    OdpowiedzUsuń

Drukuj