piątek, 5 sierpnia 2016

"Gry uliczne"


I to lato, tak jak poprzednie minie niestety bez emocji i rywalizacji pod szyldem Graticoli d'oro. Trzeba jednak przyznać, że o nudzie tak czy inaczej mowy nie ma. Ktoś pomyślał i by zrekompensować zwłaszcza dzieciom brak "złoto - rusztowych zmagań" wyszedł z nową inicjatywą. 
W czasie wczorajszych czwartkowych mercatini, na placu zorganizowano zabawy pod hasłem "bambini in piazza".


Kiedy dorośli popijali aperitivo słuchając muzyki, dzieci chodziły na szczudłach, rozwiązywały łamigówki, grały w prymitywne piłkarzyki, rzucały kostką, przesuwały na lince piłeczkę … 
Oczywiście trzeba przyznać, że zabawy przyciągnęły też i samych dorosłych. Rzucić piłeczką do celu, by zatopić trenera piłki nożnej było dla dzieciaków frajdą niecodzienną, ale kiedy na zydelku usiadł sam burmistrz zaraz ustawiła się po tenisowe piłeczki kolejka starszych, bo okazja by wrzucić do wody władze miasteczka mogła się już nigdy nie trafić. Sama również postanowiłam spróbować swoich sił, niestety bezskutecznie, ale honor uratował Mario, który piłeczkę rzucił z taką siłą, że ta przebiła dno i wyleciała drugą stroną, a burmistrz ku radości zebranych wylądował w beczce wody.








Zabawa była przednia, plac zaludnił się wyjątkowo, żal było iść do domu. Chyba tylko zmęczenie, kilometry które mieliśmy w nogach sprawiły, że nawet dzieci nie protestowały i chętnie ruszyły w kierunku łóżka. A o tym, w którą stronę pojechaliśmy i co widzieliśmy opowiem Wam już w następnych dniach.

ZATOPIĆ to po włosku AFFOGARE


6 komentarzy:

  1. No nie,jestem w mega pozytywnym szoku jak to mozna zorganizować w miasteczku czas dzieciom i dorosłym !!! Sam by człowiek chcial się tam znależć !!!
    Pozdrowienia dla burmistrza !!!

    Lucyna S.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, zabawa wygląda doskonale! Świetny pomysł, żeby integrować dzieci i starszych ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego u nas tak nie można! Może to jest kwestia narodowego charakteru , historii kraju ...
    a może po prostu gorącego klimatu ? A może zwyczajnie organizacji i tego że ktoś pomyślał , zorganizował, że sie chciało ..
    Wspaniale miejsce do życia Pani Kasiu !
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  4. To kwestia ludzi, którym się chce.
    Po prostu.
    U nas da się zorganizować np. Tydzień Kultury Beskidzkiej. W moim mieście od paru lat jest kino plenerowe, co niedzielę, od czerwca do września.
    Da się.
    Tylko trzeba wyjść do ludzi. Ruszyć głową i dostać środki.
    Naszym miastom zwykle się nie chce. Albo raczej włodarzom się nie chce.

    Niestety nie żyjemy tak towarzysko, nie wychodzimy tak do ludzi. Nie mamy zwyczaju jadać na mieście - to są zwykle wyjątkowe okazje, nie stałe wizyty.
    A szkoda, bo lata też miewamy ciepłe. Można by było trochę pożyć na zewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Inna mentalność, tu mało kto po kolacji siedzi w domu, zwłaszcza latem i też nie brakuje osób, którym jak piszesz się zwyczajnie chce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jak już są po kolacji, to wychodzą się tylko bawić, pogadać czy dalej jeść? :)
      Bo tak mam wrażenie, że tam się je przy każdej okazji i bez okazji. :)
      Nie tylko po to, by zaspokoić głód.

      Usuń

Drukuj