wtorek, 16 sierpnia 2016

Ferragosto u Contessy


W tym do czego dążymy, co nas inspiruje wzrusza, co nam się podoba, w naszym hobby, sposobie postrzegania świata jest wiele podobieństw, w rzeczach wielkich i całkiem maleńkich. Również i marzeń wiele mamy lub miałyśmy bliźniaczych… Im dłużej się znamy, tym wyraźniej to widzę.
- Dawno temu taki miałam obraz w głowie … - opowiada Ellen - długi stół, a przy nim ludzie, taka kwintesencja włoskości … - uśmiecha się do swoich wspomnień i marzeń, patrzy na gości zebranych dookoła, a oczy skrzą się jak u małej dziewczynki. Jakież ona ma młode oczy! - wciąż nadziwić się nie mogę.
- Wiem też, o tym zawsze marzyłam… - odpowiadam.
- I oto mam! Nawet coś więcej! Moją własną tradycję!
Trzy lata temu Ellen po raz pierwszy postanowiła Ferragosto świętować w gronie najbliższych przyjaciół w kamiennym domu Val del Nibbio. Czułam się zaszczycona, że w tym roku i ja do tego grona zostałam zaproszona.  
I było właśnie tak jak kiedyś wymarzyła sobie Contessa…
Długi stół, a przy nim roześmiani, rozśpiewani ludzie. Na tym stole przysmaków tyle, że człowiek by tylko jadł, jadł i jadł… i wino pił i cieszył się chwilą, bo takie nie zdarzają się co dzień.
Każdy coś przyniósł. Mario usmażył piadiny, które zachwyciły towarzystwo i serwowane były do stołu w ilościach  przemysłowych - na skrzynki. Stoły ustawiono w cieniu, bo w południowym słońcu chyba tylko ja jestem teraz w stanie wytrzymać. Dzień cudownie leniwy, letnio sierpniowy, świąteczny, prawdziwie włoski… A potem Lex wyciągnął jak zawsze gitarę, inni złapali za karty, jeszcze inni w cieniu na poduchach ucinali sobie drzemkę, a dzieci biegały wokół kamiennego domu obmyślając nowe psoty ...
Wiele cudownych chwil jest mi danych … A chwile w Val del Nibbio należą do jednych z najmilszych...


NIEZAPOMNIANE CHWILE to po włosku I MOMENTI INDIMENTICABILI (wym. i momenti indimentikabili)

1 komentarz:

Drukuj