sobota, 23 lipca 2016

Kiedy dzień wita tęczą


Wstaję z łóżka i zaraz odchylam firankę, by zerknąć jak maluje się dzień w Biforco. Zawsze tak robię. Zawsze, bez wyjątku, bo ranki nigdy nie są zwyczajne, a czasem wręcz są cudem nad cudami. Tak jak wtedy, gdy wszystko utonęło w różowościach… Nie mogłam nie chwycić za aparat. Zdjęcie tak się potem wszystkim spodobało, że właścicielka baru postanowiła przenieść je w większym formacie na ścianę barowej sali. 
I dziś też nie było zwyczajnie, bo przecież nie każdego dnia niebo wita tęczą, nawet w takim raju jakim jest Biforco … Uśmiechnęłam się sama do siebie, znów capnęłam za aparat, a potem jeszcze długo tak stałam i stałam, aż tęcza powoli zaczęła blaknąć… Mówi się, że tam gdzie zaczyna się tęcza, ukryty jest skarb. Może więc powinnam iść i poszukać go za tym wzgórzem?


A zatem jeśli nowy dzień tak ładnie się przywitał, potraktuję to jako dobrą wróżbę. Atrakcji czeka na nas sporo i mam nadzieję, że wszystko uda się tak, jak powinno. Zostawiam Wam moją tęczę i kilka tarasowych widoków, lipcowych, dla odmiany przedwieczornych. Sama wciąż nacieszyć się nimi nie mogę. Tkwię od długiego już czasu w niezmiennym zachwycie. Dziewięć lat temu przeczytałam: "przed mostem na rzece Lamone skręć w lewo", a dziś przed tym samym mostem stoi "mój" dom. Dom, który choć formalnie nie mój, to jednak dla mnie, a przede wszystkim dla dzieci stał się właśnie tym naszym. Jeszcze nie tak dawno chłopcy byli rozbici, sami nie potrafili określić czy mieszkanie na warszawskim Grochowie, to też jeszcze ich dom, czy już nie, czy teraz jedynym jest tylko Mugello. Dziś nikt nie ma wątpliwości. W czasie jednej z ostatnich szczerych rozmów "o życiu" sami przyznali, że tamte wspomnienia gdzieś się zacierają, trochę blakną, że ich domem bez wątpienia jest teraz pomarańczowy dom w Biforco, trochę odrapany, z zielonymi okiennicami, z tarasem, z Lamone wijącą się u stóp. 


SKARB to po włosku TESORO (wym. tesoro)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj