poniedziałek, 11 lipca 2016

Biforco podaje do stołu!


Powiedzieć, że na Apericena w Barze Biforco było mi wiecznie nie po drodze, to jak kpina w żywe oczy! Bliżej i wygodniej się po prostu nie da, a znajomi którzy byli, próbowali - nieustannie mnie namawiali i karcili pół żartem - a ty jeszcze nie byłaś??
Tak się jakoś złożyło … do wczoraj.  
Przyjazd gości zmobilizował mnie, żeby wieczór spędzić poza domem, choć mówiąc poza domem w odniesieniu do baru za płotem jest lekko przesadzone, tak czy inaczej zawsze miło usiąść przy innym stole i tylko smakować, dokładać, popijać i dolewać. A smakołyków - wierzcie mi - nie brakowało!
Stół w barze zastawiono półmiskami, na których to znalazły się wędliny i melon, ryż z krewetkami, fasolka taka i siaka, ziemniaki, kanapeczki, male ptysie z łososiem, pasta i sałata i piadiny, focaccia i sama już nie pamiętam co jeszcze… Wszystko było pyszne, a kolejka gości trzymających plastikowe talerzyki wcale nie malała, bo kto zjadł, zaraz się ustawiał na końcu ogonka po następną porcję łakoci.


Letnie kolacje w barze Biforco odbywają się w każdą niedzielę wakacji. Goście zawsze tłumnie dopisują, bo za kilka euro od osoby można spędzić miły wieczór. Atmosfera jest przemiła i nawet moi polscy goście zauważyli, to co mnie od lat cieszy niezmiennie - włoska potrzeba wyjścia do ludzi, potrzeba bycia razem. Każdy moment jest dobry, wszystko jest pretekstem. Życie sączy się powoli, smakowane jak dobre wino, bez pośpiechu, gonitwy, bez ucieczki od innych.


POTRZEBA to po włosku BISOGNO (wym. bisonio)

1 komentarz:

  1. Raju, już mam taki ślinotok, że chyba muszę zaprzestać lektury, bo obiadu nie dożyję. :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj