środa, 27 lipca 2016

Akt drugi - zachwycająca Val d'Orcia!



Wyjechaliśmy zachwyceni z Colle di Val d'Elsa i zaraz zaczęliśmy rozglądać się za miejscem na piknik. Postanowiliśmy jednak minąć Sienę i z naszym biesiadowaniem rozłożyć się już wśród łagodnych pagórków Val d'Orcia. Zaciskaliśmy kciuki, by nasz przeklęty pseudo nawigator, najbardziej złośliwe ze wszystkich stworzeń wymyślonych przez człowieka nie poprowadził nas przez Sienę. 
Jak się pewnie domyślacie na przydomek największego złośliwca trzeba sobie słusznie zapracować i nim się obejrzeliśmy znaleźliśmy się w centrum chaosu …
Tu nasze dialogi pominę, bo nie były ani poetyckie, ani co gorsza cenzuralne. Tak czy inaczej w końcu z ulgą opuściliśmy miasto świętej Katarzyny i zatopiliśmy się w pocztówkowych widokach piejąc z zachwytu jak opętani!


Oto otworzył się przed nami świat sielski, anielski jaki wszyscy, nawet ci, którzy nigdy w Toskanii nie byli, doskonale znają z pocztówek. I tu pierwsza wspaniała niespodzianka … 
Pamiętacie za pewne naszą niedawną podróż do Cinque Terre i moje rozgoryczenie brakiem miejsc piknikowych … Orcia nas zaskoczyła. Przy krętej drodze wśród pól złocistych, w cieniu dwóch dębów stała ławeczka. Wokół nikogo, ani żywej duszy, tylko cykady, cyprysy w oddali, a dookoła pagórków falujących nieskończoność…
Aż klasnęliśmy w ręce z zachwytu!




W takiej scenerii zwykły chleb z pomidorem i prosciutto, kawałek pecorino i szklaneczka swojskiego wina smakowały jak królewskie danie! 
- A teraz trzeba znaleźć jakiś bar! - zarządziłam - do szczęścia brakuje mi tylko dobrej kawy. 
Po moich słowach Mario zanurkował w bagażniku i zaraz z triumfującą miną zaprezentował swoją domową kawiarkę i gazowy palnik.
- Miejmy tylko nadzieję, że zadziała!
Wszystko zadziałało bez zarzutu! Nawet kosz, z którego wyjęliśmy worek ze śmieciami okazał się podwójnie użyteczny. Potraktowaliśmy jego metalowe ścianki jako osłonę przed wiatrem i już po pięciu minutach cieszyliśmy się smakiem doskonałego espresso!



Po kawie i słodkiej przekąsce ruszyliśmy dalej …
I teraz nawet nie wiem co napisać… Może nic? Zostawiłabym już zdjęcia, nie siląc się na słowa, bo cóż ja tu mogę dodać? Jakie słowa będą odpowiednie? Przecież żaden ze mnie Dante!



Nie szukałam na siłę najczęściej fotografowanych miejsc, choć informacji w sieci jest zatrzęsienie! Można odnaleźć pocztówkowe cyprysy, kapliczki i poderi. My jednak jechaliśmy na ślepo w nieznane i cudownym zbiegiem okoliczności wybraliśmy najpiękniejszą z możliwych dróg. Kiedy z okien samochodu wypatrzyłam znaną wszystkim Cappella della Madonna di Vitaleta, moja radość sięgnęła zenitu. Radość tym większa, bo nie szukałam jej śledząc dane współrzędne podawane często przez blogerów albo fotografów zakochanych w tym pejzażu. Ja znalazłam ją całkiem przypadkiem … zupełnie jej nie szukając. Tak jak w życiu … To co najpiękniejsze przychodzi całkiem nieoczekiwanie...



Już teraz rozumiem dlaczego Val d'Orcia wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO … Nie można się nie zachwycić i jeśli szukacie Toskanii z pocztówek to znajdziecie ją właśnie tam, u stóp Monte Amiata, pomiędzy San Quirico d'Orcia i Pienzą. To ona też miała być naszym żelaznym przystankiem, ale o wrażeniach z tego miasteczka, niekoniecznie popularnych, napiszę już jutro, a dziś dzielę się wielkim cudami zatrzymanymi w moim obiektywie ...


KAPLICA to po włosku CAPPELLA (wym. kappella)

20 komentarzy:

  1. Pod Twoim postem powinnam napisać tylko Amen. Tak właśnie powinno się celebrować każdą chwilę naszego życia.
    A toskańskie pejzaże? Każdy widzi i myśli pewnie tak samo - cudeńko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze powtarzam,że w Toskanii to Bóg stracił umiar! Grande beleza! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciao,va bene ,miałem już się nie odzywać,ale i tak długo wytrzymałem...Pani robi przepiękne zdjęcia,które jednak często tracę nie powiększając ich...A to przez teksty między zdjęciami,które zwykle tak mnie irytują,że przelatuję przez bloga i uciekam.Pani jest kompletnie pozbawiona talentu słowa pisanego - to emocjonalne rozdziabdżianie,inflacja słow i te dialogi od których zęby bolą...Wiem,że mi się oberwie,ale proponuję eksperyment: może niech Pani zrobi fotografie a teksty niech napiszą Pani synowie,po polsku i po włosku -efekt może być spektakularny! Pozdrawiam życzliwie,nawet jeżeli mnie ukrzyżują Pani wielbiciele!Umberto{the terrible}.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś, kto nie zna i nie stosuje podstawowych zasad interpunkcji jak spacje i przecinki we właściwych miejsca ma czelność odmawiać komuś 'talentu słowa pisanego'. Co z resztą też do końca poprawną polszczyzną nie jest. No rewelacja! Jednak! Jest na to bardzo dobra rada i myślę, że uszczęśliwi Pana jak i autorkę - proszę nie czytać, skoro się Panu nie podoba. Doskonałe rozwiązanie z korzyścią dla wszystkich. Proszę przemyśleć. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Dorosły człowiek ma zazwyczaj wolny wybór - nie ma powodu, aby się Pan aż tak katował - jest mnóstwo portali z pięknymi zdjęciami, proponuję poszukać - Pan będzie zadowolony, a my - wielbiciele Pani Kasi - jeszcze bardziej !
    Pozdrawiam !
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu, dwa lata temu miałam niebywałe szczęście być w tamtych okolicznościach przyrody.Dzisiaj mam ucztę oglądając Twoje zdjęcia, odżyły wspomnienia i bardzo bardzo zamarzyła mi się Toskania, niebywałe jak można tęsknić za miejscem.
    Roześmiałam się w głos czytając o Twoim centrum chaosu, gdyż mój mąż dzisiaj kupił wycieraczkę z takim napisem.
    Pozdrawiam Ela ze Szczecina

    OdpowiedzUsuń
  6. Co do jednego się z tym panem zgadzam "Pani robi przepiękne zdjęcia".
    Czytam, oglądam i zastanawiam się: Jak to jest? ja też tam byłam a takich zdjęć to nie mam.

    Ale jest Kasia ............. i mam ;) i oglądam jakbym pierwszy raz widziała i delektuję się zarówno obrazem jak i słowem.

    Dzięki, Ewa z Wielkopolski

    OdpowiedzUsuń
  7. Zupełnie nie rozumiem kąśliwych uwag Pana Hub. w stosunku do słowa pisanego Kasi. Spontanicznie, bez zbędnych frazesów - po prostu pisze, to co czuje i widzi. Potrafi docenić każdą piękną chwilę i dzielić się nią z innymi. A skoro ten Pan jest tak elokwentny i obdarzony talentem oratorskim niech wytłumaczy nam słowo "rozdziabdżianie, którego użył nie wiem w jakim celu. Słownik Języka Polskiego nie zawiera takiego rarytasu:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja mam zupełnie odmienne wrażenia - blog pisany jest "lekką ręką", bez histerii emocjonalnej co już jest sztuką, zważywszy na urodę miejsc, które Pani Kasia opisuje. Proszę się nie czepiać, jest tyle blogów do wyboru, każdy znajdzie coś dla siebie. MS

    OdpowiedzUsuń
  9. Kawa z kawiarki w takich warunkach przyrody - poezja. :)

    Póki co nie mogę pić tego trunku. Chyba nie lubi się kawa z narkozą. To choć sobie popatrzę i poczytam. :)

    Pić kawę co rano patrząc na zieleń ze schodów swojego domu. Oto moje marzenie.

    Pozdrawiam i idę nadrabiać zaległości blogowe. :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kawa w puszce po krôwkach, u mnie tak mieszka herbata Yunan czarna sypana nabożnie z Polski przywożona.
    Świetny blog! Z przyjemnościà czytam codziennie.
    Serdeczne pozdrowienia z (także przeabsolutnienajpièkniejszej) Szkocji

    OdpowiedzUsuń
  11. Miałam tam być za 3 tygodnie, no niestety plany się zmieniły, ale jak to mówią "co ma wisieć nie utonie" :) Jeszcze będzie okazja! Bardzo fajne zdjęcia, nie przesadzaj tylko z HDR, tam jest tak pięknie, że nie ma co bajerować zdjęć na siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy ta miejscówka czasem nie pojawiła się w filmie "Gladiator" Ridleya Scotta ?
    Tak czy siak kojarzę miejsce z pocztówek...
    Podejrzewam, że za niedługo pojawię z aparatem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Cudowne zdjęcia. Bardzo lubię Toskanię, jestem zakochana w jej pejzażach i takim wrażeniu pastelowych kolorów, barwy są tam takie przytłumione, stonowane, tak jakby były spowolnione Słońcem :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Faktycznie pięknie! Nie dziwię się, że zwykły chleb z prosciutto tak Wam smakował w takich okolicznościach ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Faktycznie.. zdjęcia mówią same za siebie.. i ta kapliczka, drzewa.. sielsko. Pozdr, Asia

    OdpowiedzUsuń

Drukuj