poniedziałek, 20 czerwca 2016

Wśród kasztanów, ludzi i dobrych wód


Wybaczcie dzisiejszy poślizg, ale to wszystko przez intensywność wrażeń najróżniejszych. Mówiłam, że marzę o nadmorskim lenistwie, ale koniec końców niemal prosto ze starlunaty trafiłam na następną festę, tym razem do Crespino. Do miasteczka, gdzie woda sączy się najlepsza i gdzie od wieków szumią kasztanowe gaje. 
Była msza w Pigarze, którą don Bruno odprawił w asyście dzieci i konferencja naukowa, którą akurat ja świadomie opuściłam, by wśród zarośniętych ścieżek, szukać osławionego rzecznego zakątka, było radośnie, gwarnie i oczywiście smacznie, o co tradycyjnie zadbali Alpini. Oni też, tak jak ja z aparatem, przenieśli się z gastronomicznym zapleczem z jednej festy na drugą, nie tracąc przy tym wigoru i uśmiechu. 
Być może dla zwykłego turysty Crespino nie będzie niczym szczególnym, ale jednak dla mnie jest. Jedyne i niepowtarzalne, ze swoją wodą krystaliczną, z Pigarą i Bianą, a przede wszystkim z niezwykłą serdecznością crespinian. Dla moich chłopców jest jeszcze czymś więcej - to zaklęty świat, świat, który ich wchłonął i otulił rodzinnym ciepłem. Patrzę jak siedzą na kocu z rodziną swoich przyjaciół, pośród starych i młodych crespinian, jakby należeli do rodziny, jakbyśmy zupełnie nie byli tu obcy. 
Po jedzeniu pędzą dalej, biorą za rękę małego Damiano i znów szukają przygód w kasztanowym gaju. Szaleją dopóki deszcz nie zepsuje zabawy. 


A ja? Jestem świadkiem i obserwatorem, oczarowana niezmiennie tutejszą jednością i lokalnym kolorytem. Mogłabym dodać na koniec: i ja tam byłam i wino piłam … 

WŚRÓD to po włosku TRA albo FRA

2 komentarze:

  1. Kasiu, czy wiesz, ze kawa bez relacji z Kamiennego domu smakuje inaczej? Buziaki i mam nadzieję, ze jutro już o zwykłej porze.

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda - jedno bez drugiego przestało smakować jak trzeba ;) Ja na szczęście dziś tak nie odczułem tego "opóźnienia". Ale zawsze z niecierpliwością wyczekuję kolejnych wpisów. Pozdrawiam, M.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj