czwartek, 2 czerwca 2016

Tomek w roli ratownika


Przez taki skondensowany natłok ważnych wydarzeń, o których staram się opowiedzieć na bieżąco, w cieniu zostają rzeczy zwyczajne, drobiazgi, chwilki mniej znaczące. A tak naprawdę lepiej wychodzi mi pisanie o rzeczach małych, pozornie nieistotnych. Jestem przekonana, że koniec końców w nich jest więcej niezwykłości. Przyzwyczaiłam się do pewnego rytmu, do moich koralików codzienności nawlekanych na życiową nitkę


Koralik sobotni.
- Mamusiu - woła zdyszany Mikołaj od progu - w cantinie coś jest!
- Co?
- Coś hałasuje.
- Kochanie nie przesadzaj, może to jakiś duży owad tłucze się o szybę.
Znika i zaraz wraca, a policzki z wrażenia mu płoną.
- Mamusiu tam naprawdę COŚ jest!
- Och … - przewracam oczami, ale zaraz przychodzi mi do głowy - matko! Chyba nie kot???
- Poproś Tomka, żeby sprawdził, a może to jakiś ptak?
Znów odwraca się na pięcie i biegnie do brata. 
Po kilku minutach słyszę okrzyki.
- Mamusiu! Mamusiu! Tomek znalazł ptaszka!




Rzeczywiście do wiaderka w cantinie wpadła jaskółka - tak nam się przynajmniej zdawało, że to jaskółka. Tomek jak ekspert założył rękawiczki i wyniósł wiaderko z ofiarą przed dom. 
- Wyjmij ją na trawkę w cieniu drzewa. 
Ptaszek trzepotał histerycznie skrzydełkami, ale Tomek w końcu go okiełznał i wyciągnął z plastikowej pułapki. 
- Trzeba go napoić, nie wiemy jak długo tam tkwił biedaczek. Weź miseczkę wody i spróbuj dać mu po kropelce. 





Uwolniona jaskółka była niemrawa i początkowo nawet moczenie dzioba zupełnie jej nie interesowało. W końcu jednak zaczęła pić łapczywie najpierw z palca, potem sama z miseczki. Zmoczył jej Tomek łepek, skrzydełka. Ta popatrzyła na niego w końcu trzeźwymi, szeroko otwartymi oczami, główką pokręciła, jak ktoś kto wstaje od biurka po ośmiu godzinach pracy, skrzydełka rozłożyła i … odleciała. 
- Dlaczego ona odleciała? - pytał rozgoryczony Tomek.
- Uwolniłeś ją, uratowałeś jej życie! Jestem z ciebie dumna.
- Ale myślałem, że z nami zostanie…
- Lepiej, że odleciała, widać nie opadła całkiem z sił i nic sobie wcześniej nie zrobiła, powinieneś być zadowolony. 
- Jestem, ale chciałem żeby z nami trochę pobyła.
- Nikogo nie można trzymać w niewoli… Dla niej nie ma nic piękniejszego niż latać na wolności.



Z "niekoralików", czyli wydarzeń wielkich:
Dziś o 21.00  na placu w Marradi TRIAL INDOOR! Wielkie wydarzenie, niezwykły spektakl! Kto jest w pobliżu - zapraszam!  




 UWOLNIĆ to znaczy LIBERARE (wym. liberare)

6 komentarzy:

  1. Ten ptak to Jerzyk zwyczajny - gatunek średniego ptaka wędrownego z rodziny jerzykowatych. Zamieszkuje niemal całą Europę. Wspaniały sąsiad tępiący insekty. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kamil!!! Przyznam szczerze, że liczyłam na Ciebie:)))

      Usuń
  2. Gratulacje dla Tomka za przywrocenie ptakowi (jerzykowi?) wolnosci. Na pewno jest bardziej szczesliwy latajac niz siedzac w wiaderku :-) Kasia praska

    OdpowiedzUsuń
  3. To się wzruszyłam od samego rana... Uściski dla Synka :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja idac do pracy z rana,z miesiac temu, nad samym brzegiem morza widzialam mlodziutkiego...bociana. Stal tam,nad sama woda. Nie mialam czasu,nie moglam tez zrobic zdjecia, ale w drodze powrotnej juz go nie widzialam. Nie jestem specjalistka od ptakow, wiem tylko, ze tedy przelatuja ptaki z poludnia na polnoc,i ten bocian zostal w mojej pamieci,mam nadzieje, ze przezyl, samiutenki na plazy...

    OdpowiedzUsuń
  5. Super sprawa! Pewnie na wolności mu lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj