niedziela, 26 czerwca 2016

Kolacja u "Hrabiny"


To był niezwykły wieczór i już wcześniej na samą myśl o nim cieszyłam się jak mała dziewczynka. Zaraz po powrocie znad morza i zmyciu z siebie tony soli i piasku, znów wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do Val del Nibbio, gdzie w starym kamiennym domu zamieszkała "Contessa" i jej mąż Lex. Pogoda była wymarzona na wieczorne biesiadowanie pod gołym niebem. Toczyliśmy się polno - leśno - wertepiastą drogą podziwiając ukryte zakątki, aż w końcu dotarliśmy do posiadłości "Hrabiny".  
Przywitało nas rozpalone palenisko, uśmiechnięty Lex, a zaraz potem w drzwiach kamiennego domu pojawiła się Ellen w zwiewnej sukience, promienista, młoda, jeszcze bardziej dziewczęca niż zwykle.


Chciałabym opowiedzieć o wszystkim i jednocześnie wszystko zachować dla siebie, bo takie wieczory, takie znajomości są jak skarby i nacieszyć się nie mogę, że przytrafiają się właśnie mnie. Tak jak już pisałam - Ellen i jej mąż to niezwykle inspirujące osoby i słuchając ich opowieści, moje toskańskie szaleństwo zdaje się drobiazgiem, jest tylko wyjściem do sklepu po bułki. 
- Kiedyś, kiedy jeszcze mieszkaliśmy w Holandii - opowiadała "Contessa" - a dzieci były małe Lex wrócił do domu i zapytał: "A może byśmy się tak przeprowadzili do Kalifornii?" - Czemu nie - pomyślałam - zróbmy to …  
Przeprowadzili się ot tak, wywrócili życie do góry nogami, a potem wywracali je jeszcze kilka razy, zmieniając kraje a nawet kontynenty. Słuchałam tych opowieści z zapartym tchem i utwierdzałam się w przekonaniu, że w życiu wszystko można, że trzeba tylko chcieć i mieć odwagę. 
Ponad trzy dekady temu zaczęli przyjeżdżać na wakacje do Marradi, poznali się, zakochali w sobie i razem zakochali w tym nieznanym toskańskim miasteczku. - To Lex dawno temu oświadczył: "wcześniej czy później musimy tu zamieszkać" - opowiada dalej Ellen - i w końcu po tylu latach stało się. 
Milknie na chwilę i spogląda z czułością na dom. 
- Jest jeszcze dużo do zrobienia, ale już teraz każdego ranka kiedy wstaję i otwieram okiennicę, a przed moimi oczami rozciąga się zielona dolina, myślę sobie - Jak tu jest pięknie … 

Prywatna lekcja geologii - Tomka świat!
Lex dorzuca drwa do paleniska, po czym znika i zaraz wraca z butelką wina. Zajadamy swojskie przystawki, a rozmowom nie ma końca. O sile, o marzeniach, o dzieciach, o sukcesach i niepowodzeniach, o smutkach i radościach, o tym wszystkim, co życie niesie ze sobą. 
- Sama wiesz, osobiście przekonałaś się o tym, że nie zawsze jest łatwo. Ale też nigdy nie można się zniechęcać. Jeśli decydujesz się na wielki skok, nikt nie da ci gwarancji, że wszystko pójdzie gładko. Trudności są naturalną konsekwencją. 
- Nieliczni decydują się na to, żeby zrealizować najbardziej szalone marzenia, żeby rzucić się na głęboką wodę. Ludzie stali się zbyt wygodni.
- Marzenia … trzeba mieć odwagę żeby je realizować.
- Marzenia trzeba po prostu pokochać ... 


Wspaniale rozmawiać z kimś, kto na wiele spraw patrzy w podobny sposób, pewnych rzeczy nie trzeba tłumaczyć, zbędne są czasem słowa. - Chodź pomożesz mi przygotować sałatę - podrywa się w końcu "Contessa", bo Lex już gotowy z rusztem, a my utknęłyśmy na gadaniu. 
Idę za Ellen ciekawa, co też kryją jej kamienne mury i zaraz wyrywa mi się mało eleganckie - łaaaał! A za moimi plecami jak echo, dolatuje moich uszu "łaaaał" Mikołaja. 
- Mamusiu my też taką będziemy mieć - odzywa się teatralnym szeptem, kiedy jesteśmy już w kuchni. 
- Chciałabym... Ellen tu jest przepięknie!!  
- Proszę cię, kupmy taki dom - nie ustaje w euforii Mikołaj, a ja ją w pełni podzielam, bo wszystko, każdy detal robi naprawdę wrażenie. 
- Kupimy, kiedyś kupimy. Cierpliwości. Ellen czekała ponad trzydzieści lat, ja wprawdzie mam nadzieję uwinąć się odrobinę wcześniej.
Ellen śmieje się serdecznie, przysłuchując się naszej rozmowie i dorzuca do misy garść ogórków.


Siadamy do jedzenia. Zmrok już niemal całkiem ogarnął dolinę. Jedynie od paleniska bije pomarańczowa łuna. Po skończonej biesiadzie przenosimy się bliżej jego ciepła. Znów rozmowom, opowieściom, wspomnieniom nie ma końca. W otulających nas ciemnościach mugellańskiej nocy migoczą tysiące świetlików. Jakie to piękne tło dla historii, które pisze życie. Muszę zaraz to wszystko opisać - myślę sobie, kiedy wracamy do domu. Jak dobrze, że życie wciąż nie przestaje mnie zadziwiać. Jak dobrze, że na świecie jest wciąż tylu szalonych, pozytywnych, inspirujących ludzi i jak dobrze, że niektórych jest mi dane spotykać na swojej drodze.   

Wspólne muzykowanie, niezapomniane momenty dla Mikołaja

Tyle jeszcze mogłabym napisać, ale resztę opowieści zostawię dla siebie, niech dołączą do notatek czekających na papierowe wydanie …

PRZEPIĘKNE  to znaczy BELLISSIMO (wym. bellissimo)

5 komentarzy:

  1. "Nieliczni decydują się na to, żeby zrealizować najbardziej szalone marzenia, żeby rzucić się na głęboką wodę. Marzenia … trzeba mieć odwagę żeby je realizować. Marzenia trzeba po prostu pokochać" - to wszystko o Tobie Kasiu :) Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak przez przypadek trafilam na Twojego bloga. Nigdy nie szukam kogos, czegos o Wloszech, a Twoje spojrzenie mnie zachwycilo. Zazdroszcze kamiennego domku w Toskani. Ja jestem uziemiona (hihih) na Pianura Padana. I dzieki Tobie dzis udalo kolejny raz sie zachwycic urokiem 1000 letniej bazyliki w San Benedetto Po, kieliszkiem rosato i pysznej bruscheccie ze swiezymi pomidorami i oliwa.Dzieki!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zatem serdeczne pozdrowienia w stronę Pianury i cała przyjemność po mojej stronie:)

      Usuń
  3. wow...a czym oni zajmują się zawodowo?

    OdpowiedzUsuń

Drukuj