niedziela, 1 maja 2016

Złoty wieczór w strugach deszczu


- Oro di sera bel tempo si spera... - sparafrazował Tomek znane włoskie przysłowie, kiedy siedzieliśmy pod arkadami ściśnięci wraz z innymi uczestnikami festy, którzy szukali schronienia przed deszczem.
- Chyba nic już z tego nie będzie. Zakładamy kaptury i biegniemy do domu. Szkoda, aż żal patrzeć... Tak się przecież wszyscy napracowali. 
Rzeczywiście posiedzieliśmy jeszcze chwilę, ale niebo zasnuło się na dobre, a deszcz siekał gęsto, bezlitośnie, nie dając żadnej nadziei ani na oro, ani na sera. 
Kiedy dotarliśmy do Biforco byliśmy już przemoczeni niemal do suchej nitki. Dla chłopców jedyną pociechą był słoik swojskiego miodu, który przytargałam w torbie, a dla mnie zdjęcia, które udało mi się zrobić.
Tak oto pierwsza edycja festy Oro di sera została zrujnowana przez kapryśną pogodę. Dopracowana scenografia, stragany ze "złotymi" przysmakami, których degustacji nie mogliśmy się doczekać, muzyka na żywo, która trwać miała do nocy ... wszystko rozmyło się w deszczu ... 
Szczęście w nieszczęściu, że na plac przyszliśmy wcześniej niż większość uczestników i dzięki temu w spokoju, w słońcu mogłam uwiecznić pracę i wysiłek organizatorów. 


ROSSO DI SERA BEL TEMPO SI SPERA - to przysłowie, które parafrazował Tomek, co znaczy mniej więcej, czerwony zachód słońca wróży dobrą pogodę na następny dzień.  

3 komentarze:

  1. Marradyjskie piwo! Przepyszne <3 jestem pod ogromnym wrażeniem jak wszyscy starannie przygotowali swoje stoiska, piękne, estetyczne, nawet obrus był złoty!
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
  2. ostatnio ta pogoda miesza szyki w całej Europie, ale nie damy się :) idzie ocieplenie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie szkoda takich starannych przygotowań. A propos Twoich chłopców: Tomek to wykapany tata, a Mikołaj to skóra zdjęta z Twojego brata! Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń

Drukuj