wtorek, 31 maja 2016

Czas



Czas powitań, pożegnań, emocji... Czas wykradziony, wysupłany jak drobne z portfela, chwytany łapczywie jak zapach ginestre przez okna samochodu… Życie snuje się dalej, a ja wciąż pędzę, jak ten wiatr, który gna dziś dolinami i graniami Mugello. Tyle rzeczy skoncentrowało się w ciągu dwóch tygodni. Utonęłam na dobre w sprawach bieżących, zaległości się nawarstwiają, zdjęć tysiące czeka, artykuły porzucone w połowie. 
Już niedługo wróci spokój i trochę zwolnię. Mam nadzieję, że mimo skromności moich słów wciąż tu zaglądacie… 
Kilka najsłodszych chwil zostawiam do spóźnionej kawy: 


DROBNE to po włosku SPICCIOLI (wym. spićcioli)    

poniedziałek, 30 maja 2016

Pierwsza Komunia


Za nami przepiękny dzień… Pierwsza Komunia Mikołaja - po włosku. Piękniejsza mogła być tylko pogoda, wszystko inne natomiast było piękniejsze niż sobie wymarzyliśmy. Święto dzieci i dla dzieci, bez nadęcia, radosne, kolorowe i żywe. Widziałam wiele komunijnych uroczystości, ale z pełną świadomością przyznam, że żadna z nich nie była tak niezwykła jak ta - w serdecznej, rodzinnej atmosferze. Nie było tysiąca podziękowań, pompy, prezentów dla księdza, limuzyn i innych cudów, o jakich donoszą mi czasem rodacy. To co najważniejsze, to niezapomniane emocje - we wszystkim było serce - w kolorowych słonecznikach i w płatkach kwiatów, w malunku nad drzwiami kościoła, w śladach małych stóp i w hostii, w kwiatach zebranych przez rodziców, ułożonych przez jedną z babć, w radosnych śpiewach, animacjach, brawach i w uściskach dłoni na znak pokoju … We wszystkim…
Jak dobrze, że to wszystko dzieje się w życiu mojego syna. Kiedyś zarzekałam się, że jeśli wyjedziemy, zrobię wszystko, by Mikołaj do Komunii poszedł w Polsce. Mówiąc brzydko -odszczekałam to wszystko sto razy i odszczekuję kolejny raz. Niby ta sama religia … a jednak. Jakie to wszystko jest umowne, jakie różne, zmienia się wraz z krajem i mentalnością. Powiem - jakie niespójne… Dobrze więc, że jesteśmy tu.  


W całym tym dniu tylko pogoda dała nam do wiwatu, zaplanowane w ogrodzie przyjęcie musiało zostać przeniesione do środka. Okazało się, że pozornie ciasne izdebki kamiennego domku świętej Barbary, są całkiem przestronne. Na szczęście deszcz w końcu ustał i dał odetchnąć świeżym powietrzem i zapachem ginestre. Było smacznie, radośnie, tak jak być miało. 
- Zadowolony jesteś z tego dnia? - zapytałam Mikołajka - bo przecież choćbym nie wiem jak ja była usatysfakcjonowana, najważniejsze było przede wszystkim uszczęśliwić Mikołaja.
- Bardzo - odpowiedział z uśmiechem i mocno się przytulił. 
Zdjęcia z części nieoficjalnej być może pojawią się później.
Dobrego tygodnia!    

sobota, 28 maja 2016

Festa dello sport 2016 - start!



W Marradi ruszyła trzecia edycja Festa dello sport. Mam do niej wyjątkowy sentyment, bo to inicjatywa, która zaczęła się w pierwszym roku naszego pozostania w Toskanii. Numer na koszulce oficjalnej maskotki - lwa Marradino będzie zawsze licznikiem mojego czasu tutaj. Mam więc nadzieję, że z roku na rok festa będzie się rozwijać i kiedyś jako staruszka uśmiechnę się na wspomnienie pierwszych edycji.
W tym roku festa potrwa aż 6 dni. Zaczęła się już w piątkowy wieczór czterokilometrowym spacerem, a skończy w czwartek, kiedy to zaplanowana jest największe wydarzenie, które już w zeszłym roku przyciągnęły tłumy - Trial Indoor.  
Dziś też czeka nas dzień pełen atrakcji. Wędkowanie dla dzieci, turniej tenisowy, gimnastyka artystyczna, mecz piłki nożnej, a już wieczorem przebiegną przez Marradi uczestnicy 100 km del Passatore. Jeśli ktoś jest w tym czasie w Toskanii w pobliżu trasy biegu, może zdecyduje się, by pokibicować wyczynowcom! 
Ja natomiast biegam z aparatem i biegać tak będę do czwartku. Potem może odpocznę. 
A dziś czekają mnie nie tylko emocje sportowe - znów do Marradi przybywa Mama z częścią Świty. W niedzielę wielkie wydarzenie. Kręci mi się w głowie od nadmiaru wrażeń i trochę też … ze zmęczenia. 
Wybaczcie jeśli w tych dniach posty będą skromniejsze albo się nie pojawią. Już kiedyś pisałam - są rzeczy ważne i ważniejsze, niedługo znów wszystko wróci na stare tory. 
Jeśli komuś nie odpisałam, nie oddzwoniłam, wybaczcie. 

Najbardziej rozśpiewana i najweselsza na świecie "camminata" 
Mistrzyni kickboxingu
Jeszcze jedno wspomnienie Castelnaudary, wyróżnienie i uścisk z trenerem.  
CAMMINARE to znaczy CHODZIĆ (wym. kamminata)

piątek, 27 maja 2016

Mali przewodnicy


Jako dziecko uwielbiałam się uczyć, zresztą lubię do tej pory, ale szkoła była i zawsze będzie dla mnie najbardziej stresującym miejscem na świecie. Nic miłego ze szkołą mi się nie kojarzy, nie mam nawet jednego ciepłego wspomnienia. Strach, stres i trauma, a przecież byłam zdolną uczennicą... 
Gdyby ktoś cofnął czas i znów wcisnął mnie do szkolnej ławki, chciałabym być dzieckiem w Marradi, chciałabym chodzić do klasy Mikołaja… 
Już nie raz pisałam, że Mikołaj miał wyjątkowe szczęście, bo cała klasa - od dzieci przez nauczycieli, na rodzicach kończąc jest absolutnie wspaniała! Lepszej nie umiałabym sobie wyobrazić. Do tego dzieci jest garstka - zaledwie 15, więc atmosfera jest zawsze ciepło rodzinna.
Już wiem, że za rok, kiedy dzieci będą kończyć szkołę podstawową, łzy poleją się gęsto …


Koniec szkoły zbliża się wielkimi krokami, wczoraj poczuliśmy już prawie wakacyjną aurę. Klasa Mikołaja przygotowała tak jak zawsze niespodziankę na koniec roku szkolnego. Znów zamiast klasycznego występu czekała na nas niespodzianka. Tym razem dzieci zabrały nas na "wycieczkę" po Marradi, a same stały się w ten wieczór najprawdziwszymi przewodnikami!


Kiedy przygotowywali się do tego projektu, każde z nich miało za zadanie zdobyć informacje o danym miejscu miasteczka. Dzieciaki naprawdę się postarały i poza przyjemnością jaką zawsze są popisy rodzonych dzieci, dla mnie radość była podwójna, bo o moim ukochanym Marradi dowiedziałam się tylu nowych rzeczy! 
Brawa dla dzieci, brawa dla nauczycielek. To był jak zwykle piękny wieczór...  


W takim gronie zawsze jest piękny i nie mógł zakończyć się inaczej... Kropką nad "i" była wspólna kolacja - aperitivo w barze. Gdyby nie to, że dziś piątek i dzieci jeszcze chodzą do szkoły, pewnie wczoraj siedzielibyśmy do nocy zajadając crostini, frittaty, pastę i popijając aperol. Radośnie, swojsko, niemal rodzinnie, bo klasa Mikołaja to tak jak jedna, trochę większa od przeciętnej, rodzina. Nim się rozeszliśmy, nauczycielki wręczyły dzieciom po symbolicznym upominku z okazji … zbliżającej się I Komunii, oczywiście same też pojawią się na uroczystości, bo przecież nie mogłoby być inaczej...


PRZEWODNIK to znaczy GUIDA (wym. głida)

czwartek, 26 maja 2016

Śladami Dantego i fałszerzy pieniędzy - odkrywanie tajemnic Toskanii


Barman w Poppi opowiedział nam o Romenie dużo więcej, niż to, o czym wspomniałam w poprzednim wpisie. Życie na tych terenach kwitło już w czasach Etrusków i Rzymian, to tereny niezwykle bogate archeologicznie. Podobno przeszedł tędy nawet Hannibal, kiedy wędrował ze swoimi wojskami w stronę jeziora Trasimeno. Odziały równały z ziemią wszystko, co znalazło się na ich drodze.
Tak jak poradził nam nasz informator najpierw ruszyliśmy w stronę pieve, która istotnie okazała się zachwycająca. Nie wiem ile widziałam już kamiennych kościołów, ale ten pod względem urody i  otoczenia, znalazłby się na pewno w ścisłej czołówce. 
Kiedyś ów miejsce było jedynie przystankiem pielgrzymów, którzy z północy Europy wędrowali do Rzymu. Obecnie kamienne mury liczą sobie już około 900 lat. Wciąż, tak jak kiedyś przyjmują w gościnę strudzonych pielgrzymów. Dziś są nimi ludzie zmęczeni codziennym pędem, stęsknieni za wewnętrzną harmonią, którą pragną odnaleźć, odzyskać właśnie tu - w Romenie. 


Niestety trafiliśmy do kościóła w Romenie, w dzień jakiegoś zlotu, spotkań w szerokim gronie, więc ludzi było dużo… bardzo dużo… Jednak na rozległych terenach, otaczających pieve, każdy znalazł swoje ustronne miejsce. Barman miał rację, miejsce było niezwykłe. 



Po krótkim przystanku skierowaliśmy się w górę, do zamku. Ostatni odcinek drogi wysadzany był gęsto cyprysami, kto wie ile one pamiętają… 
Barman mówił, że castello jest własnością prywatną i w środku nie można go zwiedzić. Tu jednak się pomylił. Ten, kto jest właścicielem, na pewno nie jest egoistą. Widać, że dba się tu o to, by historię poznali też przyjezdni i mogli poczuć ducha dawnych czasów. Za drobną opłatą można wejść na teren zwiedzić wieże i poczytać o fascynującej historii miejsca. 


Zamek liczy sobie 1000 lat - klasyka!! Tak jak i to, że należał do rodu Guidich. Im więcej zwiedzam, tym bardziej jestem przekonana, że Guidi byli wszędzie. Z kolei ich gościem w Romenie był na początku swego wygnania Dante - również i to nazwisko pojawia się w Toskanii na każdym kroku. Dante tu, Dante tam, tu się modlił, tam zakochał, tam schronił, tam pertraktował. Myślę, że znaleźć miejsce gdzie go NIE było, to dopiero wyzwanie!


Blisko zamku mieszkał Mastro Adamo da Brescia, który to na prośbę Guidich zajmował się podrabianiem pieniędzy - słynnych złotych fiorini Republiki Florencji. Fałszerz za swoje czyny został skazany na śmierć, ale ślad po tamtych zdarzeniach pozostał w Boskiej Komedii.  Ileż historii w jednej książce. Nigdy bym nie przypuszczała, że Divina Commedia, tak wiele prawdy w sobie kryje. Dante poza tym, że był poetą, był też doskonałym świadkiem swoich czasów i ciętym komentatorem. 

Pamiątkowy wpis
Okno
Prawie jak Conte

Wędrując od miejsca do miejsca zachwycam się i wzruszam, ileż emocji towarzyszy poznawaniu Toskanii. Nie raz ściska mnie w gardle, a po plecach przechodzą dreszcze. Dotykam rękami historii, stawiam stopy na ścieżkach wydreptanych przez Etrusków… Czasem sama sobie zazdroszczę… Jak cudownie być tu każdego dnia, jak dobrze znać język, poznawać ludzi, pytać, rozmawiać, uczyć się. Uczyć się tego, co kryje się daleko od szosy … 

Kwiaty dla matki zawsze i wszędzie

Kiedy odjeżdżaliśmy wieczorne cienie cyprysów, kładły się leniwie na murach zamku. Wciąż było ciepło, a powietrze pachniało latem…  


ZAZDROŚĆ to INVIDIA (wym. iwidia)

Drukuj