sobota, 16 kwietnia 2016

Układanka



Są dni kiedy jestem kompletnie wykończona, kiedy wydaje mi się, że dłużej tak nie dam rady,  kiedy na dźwięk budzika zamiast stanąć jak żołnierz na baczność, zwlekam się powoli na pół przytomna, a potem przez pięć minut łapię azymut. Są dni, kiedy nawet w domu mam na nosie okulary przeciwsłoneczne, bo oczy łzawią i szczypią od siedzenia przed komputerem. Są dni, kiedy jestem zajęta od ciemnego świtu do późnej nocy, kiedy ze zmęczenia plotę bez sensu - idź wyciągnij pranie z lodówki, czerwony kapturek zjadł wilka ecc... Są dni, kiedy płaczę w kącie z bezsilności, z nadmiaru problemów, z ciężaru jaki muszę dźwigać. Są dni, kiedy mam ochotę wrzeszczeć z rozpaczy i walić głową w mur ...
Ale ...
Paradoksalnie, z drugiej strony nigdy w życiu, w żadnym innym miejscu nie byłam tak szczęśliwa jak jestem tu i teraz. Szczęśliwa tak naprawdę, szczęśliwa do głębi. Świadomość tego jest jak balsam na poharataną duszę, jak antidotum na troski, a każda jedna łza, hartuje mnie na przyszłość. 
Szczęście ... Co to jest tak naprawdę szczęście?? 
- Mikołaj czy ty jesteś szczęśliwy?
Wytrzeszcza oczy w pytającym spojrzeniu. - Czemu zadajesz mi takie dziwne pytanie?
- Nie dziwne. Podstawowe. Najważniejsza kwestia. Chcę wiedzieć czy moje dziecko jest w życiu szczęśliwe. 
- Aaaa no pewnie! Jestem szczęśliwy. 
- To dobrze, bo gdybyś ty nie był to i ja bym nie była. 
Dzieci są szczęśliwie. Nasze życie stopiło się z życiem Marradi, wpisujemy się w jego historię, jesteśmy jednym. Jesteśmy szczęśliwi.
To, co kiedyś wydawało mi się wybujałym, przesadzonym marzeniem, dziś jest moją codziennością. Wierzę, że wszystko jest po coś, te moje dzisiejsze problemy też, że nic nie dzieje się bez przyczyny i jak u Terzaniego, nic nie zdarza się przypadkiem. Mam wrażenie, że życie jest jak jedna wielka układanka o niezliczonej ilości elementów, a wcześniej czy później każdy trafia na swoje miejsce ...
  

VERAMENTE to znaczy NAPRAWDĘ (wym. weramente)

Zdjęcia pochodzą z maja zeszłego roku, z bardzo pięknego dnia, dlatego dziś wyjątkowo mi do słów pasowały. Dobrego weekendu!

9 komentarzy:

  1. Zycie we Wloszech do latwych nie nalezy, sluchasz dziennikow, zyjesz tutaj to juz wiesz. .. W kazdym razie wyczytalam, nie wiem czy Ty tez, ze rzad tym programem 500 plus (chyba tak sie nazywa) dla rodzin, daje pieniadze , po 500 zlotych, rowniez dla dzieci mieszkajacych za granica. Zorientuj sie, moze sie zalapiesz, zawsze to okolo 200 euro na miesiac az do pelnoletnosci dzieci. Rzad polski, oczywiscie. Pozdrowienia znad Stretto.

    OdpowiedzUsuń
  2. Do czytelnika powyżej: 500 złotych należy się na drugie i każde kolejne dziecko, więc Pani Kasia- owszem- może dostać, ale ok. 100 nie 200 €.....

    OdpowiedzUsuń
  3. Droga nie chodzi, nawet na jedno dziecko...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana, moze napisz cos wiecej? Dlaczego tak sie ulozylo ze wychowujesz sama dzieci? Dlaczego nie ma Pawla, ktory kiedys byl w kazdym poscie? Mimo Twoich zachwytow nad pieknem Marradi, daje sie wyczuc gorycz ciezaru, ktory nosisz i trudy codziennosci. Sledze Twojego bloga od samego poczatku i nie wiem co sie stalo. Pozdrawiam cieplutko. Wierna czytelniczka i oczekujaca na Twoja ksiazke Kasia praska

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak. Ten smutek da się wyczuć.... Trzymam kciuki za lepsze jutro

    OdpowiedzUsuń
  7. Smutku we mnie nie ma, czasem tylko złość, że za dużo mam do dżwigania.

    OdpowiedzUsuń
  8. Będzie dobrze Pani Kasiu. Ja sobie też to powtarzam.

    OdpowiedzUsuń
  9. "- Mikołaj czy ty jesteś szczęśliwy?
    Wytrzeszcza oczy w pytającym spojrzeniu. - Czemu zadajesz mi takie dziwne pytanie?
    - Nie dziwne. Podstawowe. Najważniejsza kwestia. Chcę wiedzieć czy moje dziecko jest w życiu szczęśliwe.
    - Aaaa no pewnie! Jestem szczęśliwy.
    - To dobrze, bo gdybyś ty nie był to i ja bym nie była."

    Poryczałam się.
    Jakie to prawdziwe. I jakie oczywiste w całym tym skomplikowaniu życiowym.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj