wtorek, 5 kwietnia 2016

Trochę inny zapach morza


Mario zawsze powtarza, że morze lubi tak bardzo, iż podoba mu się nawet "trochę inny jego zapach" w Porto Garibaldi ... 
W niedzielę miała być piękna pogoda, więc już wcześniej padła propozycja, że może czas na pierwsze przypiekanie się na słońcu, jednak poranek okazał się bardzo niezdecydowany. Niby było ciepło, ale tego słońca jak na lekarstwo. Niebo zniknęło za cienką, jak bibuła mgiełką.
- To jedziemy nad to morze czy nie? - dopytywały się dzieci, wyglądając niecierpliwie przez okno. 
- Mario mówi, że czekamy aż się pogoda wyklaruje. 
- Oj przecież wiadomo, że wcześniej czy później wyjdzie słońce. Zadzwoń do niego! No zadzwoń!

W końcu Mario skapitulował. Zapakowaliśmy czerwony koszyk i ruszyliśmy w stronę Ravenny. 
Okazało się jednak, że słońce wcale się nie kwapiło, żeby uraczyć nas mocnymi, wiosennymi promieniami. 
- Tak żeby na plażę to ja nie wiem, czy to jest dobry dzień. 
- To jedźmy przed siebie, jak będzie ładnie zostaniemy na plaży, a jak nie, to się poszwendamy. 
Skończyło się oczywiście na szwendaniu do późnego popołudnia, mimo tego, że po jakimś czasie słońce zdołało się przebić. Znaleźliśmy bowiem miejsce niezwykłe i już jutro zaproszę Was tam na spacer. Kto wie albo się domyśla cicho sza! Niech dla innych będzie niespodzianka. A dziś portowo - rybacko! 
Porto Garibaldi, na północ od Ravenny, to miesteczko jakich wiele na wybrzeżu. Łodzie rybackie wzdłuż kanału, wrzeszczące mewy, zapach fritto misto i morze ... morze "pachnące trochę inaczej" ...


- Patrzcie jak mewa się szykuje, żeby ukraść rybę ze starganu! - zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby zobaczyć ptasią próbę rabunku.
- One są jak politycy - odezwała się kobieta układająca na stoisku ryby - jeśli mnie ktoś okrada to zawsze mewa albo polityk.



Pochodziliśmy wzdłuż kanału w te i wewte, dzieci wybrały "swoje" łodzie, a potem kiedy "dobry zapach" fritto misto doprowadził do szału ślinianki znów wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do... 
 - Ale najpierw jedzenie, bo chcę spacerować w spokoju, a nie ze ściśniętym żołądkiem - zarządziłam ku radości dzieci, które rzecz jasna głodne były od samego Marradi.
Znaleźliśmy ustronne miejsce, wyciągnęłam chleb, pomidory, prosciutto cotto, wino i ciasto czekoladowe. Słońce zaczęło wychodzić z ukrycia, ale o plażowaniu już nie myślałam, mieliśmy dużo ciekawszy plan.

MEWA to po włosku GABBIANO (wym. gabbiano)


8 komentarzy:

  1. Zaciekawiłaś mnie tym o czym opowiesz jutro! :)
    Wiosna (albo nawet lato) idzie! Dziś u nas na południu Polski będzie 23-24st, jak we Włoszech!
    Asia.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, fotki prawie jak znad naszego polskiego Bałtyku :)
    Pozdrawiam!
    marita

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu, regularnie czytam Twojego bloga i razem z nim przenoszę się do pięknej Toskanii. Jesteś wspaniałą, silną kobietą. Podczas czytania bloga wydaje mi się , że to ja tam jestem ;) Toskania od zawsze była moim marzeniem. Tak bardzo zazdroszczę Tobie odwagi i wytrwałości w realizacji marzeń. Jestem pewna ,że znajdziesz tam swój kamienny dom - on na Ciebie czeka. Podarowałaś swoim synom wspaniałe dzieciństwo, jesteś cudowną matką . Ja też mam syna w wieku Mikołaja (kinder niespodziankę) i trójkę dorosłych już dzieci ; i też staram się pokazywać mu piękne miejsca. W tym roku ma się ziścić moje marzenie o Toskanii - córka bierze tam ślub na początku czerwca, a my po raz pierwszy na żywo zobaczymy te cudne miejsca , bo po jej ślubie zostajemy na dłużej i przez dwa tygodnie będziemy zwiedzać i podziwiać ;))))już nie mogę się doczekać ;)) pozdrawiam Cie kochana - twoja wierna czytelniczka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi milo:) A jeśli znajdziecie czas, zapraszam do Marradi na kawę:)

      Usuń
  4. A może dzieci naciągnęły Was na Mirabilandię?:) to gdzieś koło Rawenny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nieee:) Do Mirabilandii jeździliśmy jak byli mali. Teraz mnie nie ciągną, po pierwsze już to nie jest jakaś wielka atrakcja, po drugie wiedzą, że teraz nie pora na naciąganie na takie atrakcje:)

      Usuń

Drukuj