niedziela, 3 kwietnia 2016

Pasquetta 2016 - jajeczne gry, kwitnące sady i kamienne domy.


Na zakończenie wielkanocnych tematów, jeszcze kilka impresji z naszej Pasquetty, czyli ze świątecznego poniedziałku. O polewaniu się na tę okoliczność oczywiście nikt tu nie słyszał, ale są inne tradycje, których uczę się żyjąc pośród Włochów. 
W oddalonym od Marradi o 12 km Palazzuolo urządzono Battiturę dell'Uovo Sodo - czyli grę polegającą na zderzaniu się jajkami ugotowanymi na twardo. Pochłonięta fotografowaniem, kiedy mężczyzna tłumaczył zasady, nie do końca zdołąłam je pojąć. Dopiero później Toemk, który przysłuchiwał się uważnie wyjaśniał mi niejasności. 

Nie zabrakło również swojskiej oprawy muzycznej!

Choć pogoda była zdecydowanie bardziej naburmuszona, niż dzień wcześniej, to jednak wiosnę czuć było w powietrzu, rozkwitała na każdym kroku. Pokręciliśmy się po Palazzuolo naszym utartym szlakiem - lody, rzeka, uliczki, kamyczki ... Chłopcom, choć już tacy duzi, wciąż niewiele potrzeba do szczęścia. A dla mnie nie ma nic piękniejszego, od patrzenia na ich podskoki, gonitwy, małe radości. 


Jak już napatrzyliśmy się na zbijanie się jajkami, na rzekę i snujących się wolno ludzi, którzy tłumnie wylegli z domów, znów zaczęło nas nosić. Jednak po kilkuset kilometrach spędzonych dzień wcześniej w samochodzie, na długie wyprawy nie mieliśmy ochoty. Dotarliśmy jedynie do granicy Toskanii, a tam ...



Stare dzwonnice, domy kamienne, sady jeszcze ubielone... Znów się chłopcy jak te dwie wiewiórki zaczęli gonić między szpalerami drzew, przeskakiwać cmentarny murek, toczyć wyimaginowaną walkę na kije. 


Od kościoła w góry prowadziła wąska droga. Nie można było nie spprawdzić dokąd to prowadzi. Drogi same w sobie są największym zaproszeniem. 
Przejechaliśmy 100 zakrętów, wspięliśmy się wysoko, minęliśmy pojedyncze domostwa, dotarliśmy do kolejnego kościoła z maleńkim cmentarzem, pojechaliśmy jeszcze dalej, aż przed następnym domostwem droga się skończyła. Na podwórku stała grupka kobiet, starsza matka i córki dorosłe. 
- Jesteśmy już w Romagnii? Czy to wciąż Toskania. 
- Romagna! Romagna! My tu już pod Ravenną!
Starsza pani zagadnięta przez nas, poczuła się zachęcona do opowieści. Okazało się, że wraz z rodziną mieszkała tu do końca lat siedemdziesiątych. Potem w poszukiwaniu wygodniejszego życia zjechali do miasta. Teraz wracają czasem na piknik, powspominać, pobyć znów chwilę razem.
Starasza kobieta miała wiele do opowiedzenia, tak bardzo chciałam usiąść z nią w cieniu starych murów i posłuchać historii z dawnych czasów, ale ona była tam z rodziną świętując swoją pasquettę, a ja przejazdem trochę jak intruz który nagle pojawił się na podwórku.


Wystarczy już w tym roku wielkanocnych tematów. Teraz będę się cieszyć wiosną. Czy wiecie, że tu już kwitną bzy? 
Dobrej niedzieli!

3 komentarze:

  1. Witaj Kasiu! Pozdrawiam Cię w ten radosny i słoneczny również u nas poranek. Dziękuję za Twą toskańską "relację" ze świąteczno-codziennego życia. Miło do Ciebie zajrzeć - tak prawie po sąsiedzku :). Szczerze podziwiam. Jesteś przykładem, że chcieć to móc:). Przypomniałaś mi dziś o tradycji "stukania" się jajkiem. W Polsce też się tak bawimy, chociaż rzeczywiście w tym roku gdzieś nam to umknęło. Szkoda. Nadrobimy w przyszłym. Pozrawiam serdecznie. Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Kasiu. Pozdrawiam Cię radośnie w ten i u nas słoneczny poranek.Dziękuję za "relacje" ze świąteczno- codziennego toskańskiego życia. Miło do Ciebie zajrzeć, tak prawie "po sąsiedzku":). Jesteś przykładem, że chcieć to móc :). Przypomniałaś mi dziś o tradycji "stukania"się, jak my to nazywamy, jajkiem. W Polsce też się tak bawimy, chociaż rzeczywiście w tym roku gdzieś nam to umknęło. Szkoda, ale nadrobimy w przyszłym:). Pozdrawiam Cię. Aga

    OdpowiedzUsuń
  3. Obłędnie :). Jedyne co mnie niepokoi wizualnie to te higieniczne poprzycinane drzewulce przed kościołem kamiennym. Z tymi jajkami to należy może zacząć grać, bo u nas już też nie polewają (chyba woda zdrożała ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Drukuj