poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Ogrodniczo i wiosennie


Buongiorno w poniedziałek!
Przez moje wielkanocne relacje nazbierało mi się trochę zaległych opowieści, mam dla Was kolejne miejsca i nie mogę się doczekać, by je opisać i  pokazać. Ale to na spokojnie już za chwilkę, a dziś tak skromnie - odrobina wiosny w Romagnii, stare mury, oliwne gaje, czyli nasze sobotnie "szukanie wiatru w polu" i ogrodnicze poczynania. 


- Jedziemy gdzieś?
- Gdzie? 
- Nie wiem... Gdzieś blisko.
- Blisko już chyba wszystko widziałaś. Nie ma kamyka, drzewa, domu, którego byś nie znała.
- No to już nie wiem. Masz jakiś pomysł?
- ...
Czas mija, a my dalej: "a gdzie, a nie wiem, a tu a tam ..." 
- Wiesz co, jak nie mamy pomysłu, to może do Faenzy podjedziemy, to choć rośliny na taras pooglądam. 
- Myślę, że tak. Mniej więcej.


Drogę do zamku znaleźliśmy za drugim podejściem. Przejechaliśmy przez oliwne gaje, gdzie nie tak dawno fotografowałam zbieraczy oliwek, wśród winnic nieśmiało zielonych, wśród łąk soczystych, a nim dotarliśmy do zamku, przystanęliśmy przy starym, wiejskim kościele. Chiesa della Paglia ...
Żadnej tabliczki informacyjnej, nic, to znaczy prawie nic - jedynie informacja o pracach renowacyjnych, ale ta informacja stara prawie jak sam kościół. Kolejna historia do zgłębienia i odkrycia. I nawet jeśli sam kościół sypiący się ze starości, to dzwony wciąż na swoim miejscu, a witraże w całości. Dookoła cyprysy, tak stare, że nie powstydziłaby się ich nawet Toskania. 


Mario chciał wrócić do zamku po bluszcz. "Pobrał" kilka pędów w przekonaniu, że on słynny "pollice verde", zdoła zaszczepić go przy swoim domu. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Pod mój mur też kilka gałązek zostało wetkniętych, mam nadzieję, że sprawdzi się to, co o bluszczu mówią. Niech jego owocna i niepohamowana inwazja, jak najszybciej przykryje najmniej reprezentacyjną stronę mojego domu. Ten bluszcz jest piękny jesienią, kiedy robi się jaskrawo czerwony, a na zimę w przeciewieństwie do niektórych gatunków, traci liście.


Po zamku przyszedł czas na zwiedzanie wszystkich sklepów ogrodniczych w okolicy, czego owocem są zmiany przed domem. Teraz na moim tarasie mam dwa oleandry! Na schodkach pierwsze pelargonie, a w zakątku ziołowym, jeszcze jeden krzaczek rozmarynu, natkę pietruszki i bazylię. Wyjechały też z cantiny na wolność jukki i agawy, które szczęśliwie zimę przetrwały! Zdjęcia domowe już niedługo Wam pokażę.
Jak dobrze, że jest wiosna. Choć czasu mam coraz mniej, choć nie wiem gdzie skraść dodatkowe godziny i padam ze zmęczenia, niestety czasem w dosłownym tego słowa znaczeniu, to jednak, muszę przyznać, że w takiej aurze aż chce się żyć! 
Zwinęłam z łóżka zimową kołdrę, ogrzewanie już wyłączone i chyba nadszedł czas by wyciągnąć też z szafy białe sukienki... Staram się nie myśleć o tym, że od czwartku przebąkują o załamaniu pogody...

BLUSZCZ to po włosku EDERA (wym edera)

1 komentarz:

  1. Jakie warzywa i owoce choduje sie w Toskanii. Czy rosna tma np. arbuzy?

    OdpowiedzUsuń

Drukuj