niedziela, 17 kwietnia 2016

Na zielonych łąkach prawie wszystko tak samo ...


Znów biegamy po zielonych łąkach. Znów łapiemy się za ręce, tańczymy i nie wiem kto bardziej w tym wszystkim jest dzieckiem ... ja czy oni?
- Mamusiu zakręć mną, tak jak kiedyś, a potem mnie rzuć, tak żebym poleciał!
- Zwariowałeś? Jeśli ktoś tu kimś może zakręcić i rzucić to prędzej ty mną, niż ja tobą!
- Oj weź, mamusiu!! No proszę!
- Jesteś za duży! Już się nie da...
- Nie chcę być duży ...
- Ale jesteś... Chcesz tego czy nie...




Dorośli. Za szybko, za bardzo. Widzę to znów teraz, na tych zielonych łąkach, kiedy rzeczywiście nie mogę tak jak kiedyś sprawić, by latali trzymani za ręce, machając w powietrzu nogami. Oni za duzi albo ja za mała. Kręcimy się w kółko i przewracamy tonąc w zielonym morzu. Dorośli, ale chyba jeszcze nie na tyle, by przestać tańczyć walce na łące z szaloną matką. 


Łąki takie zielonem jak w zeszłym roku, falują jak morze smagane wiatrem wiosennym, kwiatami białymi i żółtymi przyprószone. Na Monteromano zieleń skrzy się w słońcu, że aż dłonią oczy trzeba przysłonić, by nie dać się oślepić. Jego promienie, jak dłonie czułego kochanka, muskają ginestre, a te ulegając słonecznym pieszczotom, pierwsze kwiaty nieśmiało wypuszczają.
- Widzisz to? Pierwsze ginestre...
- Niesamowite, przecież to połowa kwietnia...


Spisał nam się kwiecień na medal! Choć dnia przed zachodem ponoć się nie chwali, to ja mimo wszystko już teraz komplementów nie będę mu skąpić. Jak tu zachwyty powstrzymać wobec tego wszystkiego? Jak słowa odpowiednie znaleźć? Właśnie tym jest dla mnie piękno, zielonymi łąkami na toskańskich wzgórzach. 
Niech trwa ten kwiecień jak najdłużej, niech się nigdy nie kończy... 
Monteromano Aprile 2016 
Monteromano Aprile część 2



TENERSI PER MANO to znaczy TRZYMAĆ SIĘ ZA RĘCE (wym. tenersi per mano)

5 komentarzy:

  1. Cudownie! Świeżo i słonecznie! Szczęście na zielonych łąkach!
    Wspaniale jest nasycić oczy tymi obrazami, tu gdzie wiosna i jej zieleń jeszcze w powijakach.
    Podziwiam, podziwiam więc i... przenoszę się do Was... choć na chwilę.
    Uściski Kasiu! Pięknej niedzieli.
    Asia z Oliwy

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry Kasiu, chciałam odnieść się do wydoroślenia Twoich dzieci. Niepotrzebna Im dorosłość, która przeszkadzałaby w tańcu wśród traw. Sama piszesz o sobie - szalona matka. Oni też będą szaleni tym potrzebnym człowiekowi szaleństwem - po Tobie. Widzę, że czerpiecie z życia, ile się da. Tak trzymać. Dobrze, że macie takiego przyjaciela domu - kierowcę, który może urzeczywistnić te wszystkie podróże (bez samochodu niemożliwe byłoby odwiedzanie takich zakątków - również takich, gdzie diabeł mówi dobranoc). Pozdrawiam Ewa z gór

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda!
      A co do szaleństwa, mam nadzieję, że nigdy go nie stracą:)

      Usuń

Drukuj