wtorek, 26 kwietnia 2016

Mantigno - gdzie życie nie musi niczego udawać


Kamienne mury mają się dobrze, choć widać tkwią w tym miejscu już setki lat. Przed domem jakieś sprzęty domowe porzucone w nieładzie, zatrzymane "w pół roboty". Z jednej strony bujny krzak glicine, z drugiej maggiociondolo, wzdłuż drogi całe kępy soczyście fioletowych irysów. Na ławeczce siedzi starszy mężczyzna, obok jego pies. Patrzą na mnie zaciekawieni. Na pewno nie każdego dnia ktoś tu zagląda. 


Przy drodze pomiędzy Palazzuolo a Quadalto stoi tabliczka - Mantigno. Nie wiem co się za tym kryje, ale intuicja podpowiada mi, że tam właśnie życie płynie innym rytmem, życie jakie lubię podglądać. Leniwe, niespieszne, w zgodzie z naturą ... 
Droga jest tak wąska, że z ledwością mieści się jeden samochód, wyminąć się można tylko w kilku miejscach za pewne specjalnie w tym celu przygotowanych. Choć droga zdaje się ukryta przed światem, domostw tu całkiem sporo, a do tego wszystkie zadbane, każdemu świetność przywrócona. Mury zdrowe, dachy solidne, wokół kwiatów, kwiatuszków zatrzęsienie... Niektóre domy są pewnie weekendowym schronieniem ludzi z większych miast, ale są też tacy, jak ten staruszek z psem, którzy takie właśnie życie ukochali ... 

Sztuka na każdym kroku
Madonna powalona przez czas.

Przy kościele asfalt się kończy, dalej można iść tylko pieszo i gdyby nie to, że czas dziś ograniczony, wyruszyłabym natychmiast. Chiesa di Sant'Andrea pochodzi z XV wieku i patrząc z zewnątrz nic sobie nie robi z upływu czasu. Niestety jak wiele razy wcześniej i te drzwi zamknięte są na głucho.


W zielonej dolinie to tu, to tam wyłania się jakiś dach. Tak tu kiedyś żyli ludzie. Rozsiani wśród gór i lasów. Nieliczni zostali. Inni uciekli. Jeszcze inni w końcu powrócili. Patrzę na starszego mężczyznę i zastanawiam się czy czegoś do szczęścia mu brakuje.  


To są rzeczy, których na turystycznym, popularnym szlaku nie widać. Toskania stroi się cyprysami, mami latem słonecznikami, nęci winnicami, ale tam życie prawdziwe chowa się za murami. Wielkie posiadłości, imponujące domy jak z pocztówek, gdzie zwykle zbliżyć się jest trudniej. A tu ...  w dzikich, surowych Apeninach, można przejść komuś przez środek podwórka, zapukać w okno, przysiąść obok na ławeczce i zapytać o dawne życie albo nic nie mówić, tylko w milczeniu zmrużonymi oczami, prześlizgiwać wzrok po wzgórzach tonących w kwietniowej zieleni, bo czasem nie trzeba nic mówić.
I nawet jeśli przed domem panuje lekki rozgardiasz, tam miska psa, tu rower bez kół, tam wiadro, o którym ktoś zapomniał, to jednocześnie wszystko krystalicznie prawdziwe, nieudawane i piękne. Toskania poza szlakiem przed nikim nie musi się krygować... 

Lozzole z ośnieżonym drugim planem

Chmury, które nadciągnęły rankiem nad Campigno, nad Lavane, zostawiły pamiątkę w postaci białych plamek. To nie marmur skrzący się w słońcu... Wiatr zmienił kierunek, Sambuca choć w wiosennej szacie przegania do domu, smagając zimnym wiatrem.

Nad przepaścią

NIE MUSI to po włosku NON DEVE (wym. non dewe)

6 komentarzy:

  1. I własnie taką Toskanię chcę oglądać, taką widzianą Twoją fascynacją. Jesteś ambasadorką tej krainy, która jeszcze Ci się odwdzięczy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta Toskania to po prostu raj dla osób, które kochają zwiedzać :) Skarbnica tajemnic. Właśnie to kocham najbardziej - małe uliczki, ścieżki i miejsca, które nie są tak popularne wśród turystów :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Grazie Kasia per questo bellissimo post.
    Ho conosciuto la sensibilità polacca anni fa e questo tuo articolo ne è uno splendido esempio.
    Saluti da Mantigno

    OdpowiedzUsuń
  4. Patrzę na Twoje zdjęcia i jakbym była u siebie w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma nic piękniejszego niż połączenie fioletu glicynii i żółtego złotokapu. A dom ze zdjęcia nr 5, własnie taki czeka na Ciebie. Pozdrawiam. Hanka

    OdpowiedzUsuń

Drukuj