środa, 30 marca 2016

Pasqua 2016 - część pierwsza - Filmowa niespodzianka


Oto dialog z jednej z najbardziej znanych toskańskich komedii. Pewne powiedzenia i teksty z filmu weszły na stałe do języka. Il Ciclone to już legenda, oczywiście i my znamy ten film na pamięć. A dlaczego dziś tak filmowo?
Zaczęło się tak...
Już przed świętami wybraliśmy metę naszej wielkanocnej wyprawy - padło na Anghiari i na gubienie się w plątaninie toskańskich dróg. Ruszyliśmy wczesnym rankiem z bagażnikiem wyładowanym po brzegi łakociami świątecznymi i gipiesem zamontowanym na przodzie. Mimo jego sugestii - według której natychmiast powinniśmy zawrócić na U - ruszyliśmy , tak jak było zaplanowane drogą przez Borgo San Lorenzo, Vicchio i Dicomano. Dalej przez przełęcz Croce ai Mori mieliśmy kierować się na Poppi. Nigdy nie wybieramy łatwych dróg, prostych i szybkich, zamiast nich szukamy górskich serpentyn, wiejskich, podziurawionych, stromych i wąskich. To właśnie takie drogi są gwarancją niespodzianek i pomagają się zgubić... 


Przejechaliśmy przez wymienione miasteczka, zatrzymaliśmy się, by przyjrzeć się Falteronie z innej perspeltywy, rozprostowaliśmy kości, dzieci zaczęły się domagać jedzenia, więc tymczasowo zostały zapchane świątecznym ciastem, a potem przejechaliśmy przez przełęcz, zatrzymując się jeszcze raz, by sfotografować wysokie, ośnieżone szczyty i zaczęliśmy zjeżdżać do innej doliny. Za chwilę znaleźliśmy się w prowincji Arezzo.  


Mijaliśmy po drodze kamienne domostwa, kamienne kościoły, aż dotarliśmy do pierwszego większego miasteczka, z małą osadą i zamkiem, z dachami czerwonymi, z rzeką przeciskającą się pod kamiennym mostem. Stia. Tak nas to miejsce zauroczyło, że postanowiliśmy zatrzymać się tu na dłuższy spacer. Nie musieliśmy się przecież wiernie trzymać ustalonego planu, plan był nasz więc modyfikować mogliśmy go do woli. 


Doszliśmy do głównego placu.
- Ale ... Ale ... niemożliwe! Jaki podobny! Ja ten plac znam! Czy on ci czegoś nie przypomina????
- On nie, że jest podobny, to jest właśnie TEN plac! 
- Niemożliwe, przecież sprawdzałam, wydawało mi się, że Pieraccioni nakręcił film w miasteczku gdzieś na południu Toskanii.
- Popatrzcie tu jest bar! Il ciclone! - zawołał Tomek.
- A zatem to ten plac!
- A tu był mechanik! 
- A tam on mówi "Buongiorno ..."
Dzieci biegały pod arkadami, szukając miejsc z filmowych scen. Minęło już wprawdzie chyba ze dwadzieścia lat, ale plac wyglądał wciąż tak samo. Nie mogłam się nacieszyć niespodzianką, jaką przygotowała nam Stia.

"Uśmiechnij się! Mamusia na bloga zdjęcia robi."







Wyjątkowość Piazza Tanucci polega na tym, że tak naprawdę jest ona rozszerzeniem Via Major. Życie tętniło tu już w średniowieczu, było to wówczas miejsce popularnego targu. W tym też czasie Guidi zarządzili wybudowanie pieve di Santa Maria Assunta. Ciąg arkad po dwóch stronach placu był miejscem gdzie skupiały się bottegi rzemieślników - słynnych przede wszystkim z kutego żelaza i wełny. Temu pierwszemu wciąż dedykowana jest jedna z większych miejscowych imprez, znanych nie tylko w Toskanii, ale również poza granicami kraju - Biennale Europea d'Arte Fabbrile.
Pod koniec XIX wieku Wielki Książę Leopold II podarował miastu fontannę. Ona była dopełnieniem wizerunku placu, który po dziś dzień jest wciąż taki sam.


Il Ciclone nie był jedyną niespodzianką jaka czekała na nas w miasteczku. Na jednej z fasad domu wypatrzyłam tablicę pamiątkową z poezją Dino Campana. Okazało się, że nasz marradyjski poeta darzył Stię szczególną sympatią, czemu dał upust w Pieśniach Orfickich. Takim to miłym akcentem przy dźwiękach dzwonów zakończyliśmy spacer i ruszyliśmy w dalszą drogę... Ścieżka dźwiękowa dla Was prosto ze Stii.
Nadszedł czas, by znaleźć godne miejsce na nasz wielkanocny obiad. 


FABBRO to znaczy KOWAL (wym. fabbro)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj