niedziela, 13 marca 2016

Castello del Trebbio



Znów mam historię w odcinkach, choć pewnie to, co widzieliśmy mogłabym opowiedzieć w jednym wpisie. Musiałabym jednak zdać relację telegraficzną, spłycając i gnając od zamku do miasteczka, od miasteczka na przełęcz... A ja chcę Was zabrać ze mną na spokojny, leniwy spacer. Na spacer po sercu Mugello, na spacer, po którym będziecie mieli zaraz ochotę spakować walizki, na spacer po którym ja muszę po cichu stwierdzić, że chyba moja ukochana Sambuca spadła z piedestału. Odkryłam jedną z najpiękniejszych tras, zalążki nieznanych górskich ścieżek, oczy karmiłam widokami, jakich się nie spodziewałam. To była jedna z naszych najpiękniejszych "włóczęg", a może nawet najpiękniejsza?



Sobotnie wczesne popołudnie, primo pomeriggio - jak mówią Włosi. 
- W stronę Borgo? 
- Tak, dziś chcę odkrywać Toskanię.
- Vicchio? Ale to chyba już widziałaś?
- Nawet kilka razy, chcę coś nowego. 
Minutowa burza mózgów.
- A może pojechalibyśmy zobaczyć ten zamek, który w zeszłym tygodniu w Spugnole nagle się z mgieł wyłonił i zaraz schował?
- Dobry pomysł! Jak on się nazywa?
- Castello del Trebbio...



Dzieci skakały z radości, kiedy Mario jeszcze w Biforco zamontował ulubione gadające pudełko. Jednak po kilku kilometrach, kiedy szaleniec usilnie kazał nam zjechać w prawo, z drogi, od której odchodzą jedynie górskie ścieżki, odebraliśmy mu głos. 
- Przecież wiemy gdzie jechać, po co nam to gadanie?
- Chciałem znaleźć inną drogę, tam na pewno musi być lepszy dojazd. 
- Oznaczenia bliżej jakieś będą, ale tak czy inaczej choć wracając zjedźmy przez Spugnole, chcę ten zamek sfotografować tak jak wtedy z mgieł się wyłonił. 



Dojechaliśmy do San Piero a Sieve i kilka kilometrów za miastem, rzeczywiście wypatrzyliśmy drogowskaz - Trebbio. Droga wcale nie okazała się dużo lepsza od tej, którą jechaliśmy tydzień wcześniej, być może była tylko piękniejsza, choć i to trudno stwierdzić, bo mgły poprzednim razem zdecydowanie naszą widoczność ograniczały.
Teraz jechaliśmy do zamku, między szpalerami arcystarych cyprysów. Zadzierałam głowę, nos przyklejałam do szyby i już w tych drzewach, już w tej drodze ubitej, czuć było majestat dawnych czasów, minioną świetność, ducha medycejskiego ...




Zatrzymaliśmy się u stóp zamku. Wokół którego rozlokowano chłopskie, kamienne zabudowania, zaraz też pojawił się mężczyzna, pewnie jeden z tutejszych gospodarzy. 
- Salve! Na zamek możemy iść tędy? - zapytałam przezornie, bo miałam nieodparte wrażenie, że jesteśmy na prywatnej posiadłości. 
- Proszę! Ale jest teraz zamknięty. 
- To nic, zrobimy zdjęcia z zewnątrz. 
- Skąd jesteście?
- Z Marradi.
- Oooo Marradi - uśmiechnął się jeszcze szerzej mężczyzna - czy wciąż są tam najlepsze psy na trufle?
- Oczywiście!
Życzył nam na koniec miłego spaceru i zaraz oddalił się wolnym krokiem do swoich zajęć. 



Podeszliśmy pod zamek, przez ogrodzenie wcisnęłam nos nikona, by skraść kilka ujęć villi Medyceuszy. Przeszliśmy się w cieniu wiekowych drzew, zatrzymaliśmy przy kaplicy, chłopcy zaraz zabawę z cyprysowymi szyszkami zorganizowali ganiając jak szaleni, kiedy ich matka w niemym podziwie stała jak zaczarowana i oczy karmiła Toskanią. Czy znacie syndrom Stendhala? Oczywiście nie zemdlałam, ale miałam wrażenie, że ze zwykłego wzruszenia się pięknem, z radości, że to piękno mam "za płotem", wszystko mi drżało w środku, serce łopotało od nadmiaru emocji.  





Castello del Trebbio przez kilkaset lat znajdował się w posiadaniu Medyceuszy. Zamek wznosi się na wysokości 500 metrów, stąd panorama na całe Mugello zapiera dech w piersi. 
W XV wieku gościem był tu nawet młodziutki Amerigo Vespuci, który uciekł z Florencji, zaatakowanej przez epidemię cholery. 





- Wiesz mamusiu, mógłbym tu mieszkać - powiedział ze szczerym przekonaniem Tomek.
- Hmmm i ja bym nie pogardziła, jednak powiem ci, że bardziej niż zamki, wolę wiejskie domy z kamienia, z odrapanymi okiennicami, z rozsypującym się ze starości poidłem dla bydła ... To takie bardziej moje...  



Tak jak wcześniej było ustalone, wracając postanowiliśmy zjechać drogą, na której byliśmy poprzednim razem, by znów popatrzeć na zamek z perspektywy Spugnole. Mgła wszystko zmienia, nieprzyjazny krajobraz z zeszłego tygodnia, nagle zamienił się w sielski raj, widoki jak z pocztówek, które najlepiej podziwiać idąc z plecakiem wiejską drogą, wśród winnic i gajów oliwnych ...


San Nicolo vel Santa Maria, czyli kościół, który odwiedziliśmy tydzień temu, już bez mgieł i dzikich bestii 





- I co teraz? 
- Teraz ja mam "metę". Musimy jednak wrócić do Borgo, a przede wszystkim czas zatrzymać się na lody! C.d.n...

Na koniec zapraszam Was na blog Renaty do lektury o tym, jak Wielkanoc spędzamy w Italii my - polskie blogerki. Ja też dodałam od siebie kilka słów. 
Dobrej niedzieli!!

CIPRESSI to znaczy CYPRYSY (wym. czipressi)

To wyłoniło się z mgieł w zeszłym tygodniu, a potem znów zniknęło bez śladu. Castello del Trebbio...
Widok na San Piero a Sieve i inne "castello"

3 komentarze:

  1. W zeszłym roku mąż zabrał nas do Toskanii Jest gigantycznym italiofilem Powiedział, że to najpiękniejsze miejsca na świecie. Mnie było wszystko jedno. Potrzebowałam odpoczynku Wynajeliśmy domek w Montepulciano Zwoedzaliy Toskanie Byłam zachwycona Z okien sypialni mieliśmy bajkowy widok na gaje oliwne. Codziennie rano powolutku otwierała okiennice żeby móc napawać się pięknem. Tak chyba jest w Raju Zazdroszczę Wam że możecie codziennie być częścią tego Raju na ziemi Z przyjemnością czytam Twoje opowieści Pozdrawiam gorąco Asia

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne zdjęcia jak zwykle:) ja też najbardziej lubię zgubić się i znaleźć coś nowego bez pomocy mapy i przewodników. Bardzo podobny pałac "odkryłam" w zeszłym roku pod Cortoną, myślałam że już wszystko tutaj widziałam, a tu nagle idąc wąską ścieżką zobaczyłam coś zupełnie zaskakującego, wyłoniła się piękna Villa Principesca z XVI w - IL Palazzone, należąca niegdyś oczywiście do Medyceuszy. Tym to sie powodziło:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Słabo znam Włochy, muszę to w końcu nadrobić. Ochotę na to mam szczególnie, gdy patrzę na Twoje zdjęcia. :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj