środa, 3 lutego 2016

Przed ogłoszeniem ocen semestralnych - temat: szkoła


- Wiesz mamusiu, teraz to ja już też nie chcę śniegu. 
- Ooo! To nowość. A skąd ta zmiana?
- Bo teraz to ja się nie mogę doczekać kąpieli w basenie!
- Już niedługo...
- Najbardziej lubię lipiec, ale nie dlatego, ze są moje urodziny, a dlatego, że możemy siedzieć cały dzień po uszy w wodzie i w rzece i w basenie! A ty?
- Ja najbardziej lubię czas od marca do czerwca. A najbardziej sam środek - kwiecień, maj i jeszcze pierwsze tygodnie czerwca. Wiosną mam świadomość, że wszystko co najlepsze - jest przed nami, że dni coraz dłuższe, wszystko kwitnie, ćwierka, kuka, a zieleń jest soczyście zielona. 
- Ale basen to jednak w lipcu. 
- Basen otwierają przecież już w czerwcu, jak tylko skończy się szkoła.
- A kiedy w tym roku jest zakończenie?
- Chyba 10 czerwca.
- Super! Będziesz z nami pływać? 
- Kiedy asfalt będzie się topić, a woda w basenie zacznie przechodzić w stan lotny, to oczywiście, że tak. Wiesz, że dla mnie musi być co najmniej 40 stopni.
- Mnie wystarczy już 36!
Tak się rozmarzyliśmy letnio wiosennie, kiedy wracaliśmy do domu z zakupami. Trudno nie myśleć o wiośnie, kiedy żonkile kwitną, a termometr pokazuje kilkanaście stopni. Nawet jeśli śnieg już gdzieś w drodze. 


Za tydzień koniec karnawału, ale też koniec pierwszego semestru, a co za tym idzie - podanie do wiadomości dzieci i rodziców semestralnych ocen. Już dziś jednak kilka słów o szkole - na specjalne życzenie.
Dla Tomka to były pierwsze miesiące w scuola media - czyli w odpowiedniku polskiego gimnazjum. Okazało się, że przejście na pierwsze piętro niczym strasznym nie było. Rozwinął skrzydła, rozbudził w sobie kolejne zainteresowania, w konkursie matematycznym giochi matematici zajął drugie miejsce w klasie i szóste w całej szkole - ten sam Tomek, który rok czy dwa lata temu z matematyką za nic polubić się nie chciał. Poza tym nawiązał wyjątkową nić porozumienia z profesorem od włoskiego, przez innych również jest doceniony, poza małymi zgrzytami, nieporozumieniami, które są normalnym zjawiskiem absolutnie złego słowa o marradyjskiej szkole powiedzieć nie mogę.

Mikołaj również radzi sobie świetnie, a w tym wszystkim znajduje jeszcze czas na gitarę i piłkę. To dla niego wyjątkowo zajmujący rok, bowiem jego klasa przygotowuje się do pierwszej komunii, ale jest prawdziwym wulkanem energii, której sama czasem mu zazdroszczę i sam panuje nad wszystkimi swoimi zajęciami.
Kolejny raz podkreślę, że moja największa emigracyjna obawa, stała się najmilszą niespodzianką. Za kilka miesięcy chłopcy ukończą trzeci rok w marradyjskiej szkole i również w tej kwestii mój entuzjazm nie ostygł. 
- Lubisz swoją szkołę? - pytam Tomka, przed ósmą rano, kiedy dzieci marzą przede wszystkim o tym by wrócić do łóżka. 
- A czemu pytasz? Co piszesz? 
- Piszę o was i o szkole, powiedz tak szczerze, pomijając fakt, że teraz najchętniej zostałbyś w domu - lubisz swoją szkołę? 
- Lubię!
I to najważniejsze! Tutejsza szkoła rozbudza ciekawość, uczy w sposób przyjemny. I Tomek i Mikołaj niemal codziennie zarzucają mnie starożytnymi, literackimi, naukowymi wywodami - widać jest to dla nich tak interesujące, że koniecznie muszą się tym podzielić. To dobrze! Nie siedzą do 21.00 nad lekcjami! Nie są bardzo zestresowani, stres dopada czasem Tomka, ale to też kwestia charakteru. Ja jako matka, przede wszystkim cieszę się, że tutejsza szkoła nie odbiera dzieciom czasu na to, co dla nich najważniejsze - na bycie dzieckiem.
Więcej w temacie już wkrótce, a jeśli macie konkretne pytania, piszcie śmiało, może jest coś w kwestii szkoły, czego jeszcze na blogu nie poruszałam.


 TRZECI to po włosku TERZO (wym. terco)
  

5 komentarzy:

  1. Dzięki, Kasiu. Może kiedyś uda się pokazać zdjęcia ze szkoły? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. fajnych masz tych chłopców, potrafią wyrwać z niejednego dołka i ciekawie się czyta o waszym życiu, także może w tym roku już nie na prima aprilis pomyślisz poważnie o Swojej książce :)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. BRAVOOO KASIA !!! FORZA RAGAZZI !!! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem tak,też mam taką wspaniałą szkołę, ale może to specyfika szkół w małych miasteczkach gdzie się wszyscy znają, kazdemu się chce i poziom jest b.wysoki(co widać potem na egzaminach dalej).A jak jest Kasiu z nauką języków obcych w szkole?pozdrawiam Justyna

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajnie się czyta, kiedy dzieci się rozwijają w szkole. W dodatku nie tylko pod względem umysłowym, ale i fizycznym. Oby dalej szło mu tak dobrze, jak teraz. Jak widać, do matematyki można się przekonać z sukcesem :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj