poniedziałek, 15 lutego 2016

Poszukiwania pewnej fortecy. Część druga - Meldola.


Tym sposobem dotarliśmy do miasteczka Meldola. Zatrzymaliśmy samochód u stóp fortecy, wysiedliśmy popatrzyliśmy na nią krytycznym okiem i stwierdziliśmy zgodnie, że to CHYBA jednak nie ta, której szukamy. Jedyna furtka, za którą kryło się wejście do jej wnętrza zamknięta była na głucho. Przyszło nam jednak do głowy, że może tamtym razem widzieliśmy ją z innej strony, dlatego też teraz nie mogliśmy jej rozpoznać. 
Zjechaliśmy więc do centrum miasteczka w poszukiwaniu odpowiedniej perspektywy oraz by zobaczyć Meldolę od środka. Nauczona doświadczeniem wiem, że tutaj każde jedno coś w sobie kryje i choćby nawet najmniejsze i całkiem nieturystyczne, potrafi zauroczyć.  


Meldola schematem przypomina wiele innych miasteczek górzystej Romagnii. Plac, arkady, kościół, municipio, teatr, rocca... 
Jednak Rocca di Meldola, z pewnością nie była, jak się już domyślacie, tą której szukaliśmy. Obeszliśmy ją dookoła, znaleźliśmy drugie wejście, ale i ono okazało się zamknięte. Poczytaliśmy informacje na tablicy, by choć ciut historii w głowie zostało. Ale żeby datami nikogo nie zanudzać, napiszę tylko, że ślady życia na tym terenie sięgają prehistorii, co odkryto przy okazji prac archeologicznych, w czasach rzymskich przebiegał tędy akwedukt, około V wieku powstała w tym miejscu imponująca fortyfikacja, natomiast około 1000 roku pojawia się po raz pierwszy nazwa "Mendola". 




Patronem miasta jest San Nicolò, pod jego wezwaniem jest też kościół stojący przy placu głównym, ze zdobym wnętrzem, z kryształowymi żyrandolami zwisającymi z sufitu, od którcyh delikatnie odbija się znikome światło.
Na placu zwróciłam uwagę na widniejący centralnie herb miasta. Lew, wieża ... ciekawa jestem czy Wam też coś przypomina? 




Obeszliśmy centrum miasteczka, jeszcze raz obejrzeliśmy fortecę z każdej strony i jeszcze raz w duszy potwierdziliśmy - to na pewno nie była ta rocca, której szukaliśmy.
- Scusi, czy można do niej wejść? - zapytaliśmy starszego pana przechodzącego obok.
- Nie, niestety teraz nie.
- Szukamy fortecy, byliśmy kiedyś w tych stronach i minęliśmy po drodze piękną fortyfikację. Czy jest tu w okolicy może inna podobna budowla?
Starszy pan podrapał się po brodzie, chwilę zamyślił...
- A może chodzi wam o Rocca delle Caminate? 
- Nie, nie, tę widzieliśmy wcześniej.
- Wiecie, że Duce tam pomieszkiwał?
Nasz rozmówca wczuł się w rolę, opowiedział to i tamto, ale o innej fortecy w okolicy, niż te już przez nas widziane nie słyszał. Pokazał nam wąskie przejście, kolejny zaułek, z którego jeszcze raz popatrzyliśmy na fortecę i zaraz ruszyliśmy dalej. 



- Co teraz?
- Teraz to ja już nie wiem.
- Możemy jechać albo w stronę Forli albo w górę, w naszą stronę. 
- Nie wiem już sama gdzie ta forteca była. 
- Według mnie bliżej Forli.
- A ja głowę bym dała sobie uciąć, że jednak bliżej San Benedetto. Może w Galeacie? 
- To co w górę? 
- W górę ...



Po kilku kilometrach, przed nami wyłoniło się kolejne miasteczko, z górującym nad nim ni to zamkiem, ni kościołem...
- To chyba to!
Czy to było to?
Dobrego tygodnia!


TYM RAZEM to po włosku QUESTA VOLTA (wym. kuesta wolta) 

2 komentarze:

  1. Na następną wycieczke jedźcie do Bertinoro!!!!!!!! Wrażenia, widoki, gościnność - gwarantowane ;) Dobrego dnia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie Bertinoro polecał nam starszy pan:) Na pewno wrócimy, tym razem wybraliśmy przeciwny kierunek:)

      Usuń

Drukuj