niedziela, 28 lutego 2016

Płaczące niebo zamiast światła dla marca



Miały być ognie, światło dla marca, zabawa od soboty do poniedziałku i ... i nic! Niektórzy zacięcie ogniska rozpalili, ale co to za przyjemność stać w strugach deszczu, kiedy na kiełbasę i do kubka z winem leje się woda? Zaraz ... kiedy to zaczęło padać? W środę? W czwartek? A może już we wtorek? W każdym razie, dziś niedziela i chyba nie zamierza przestać. Jak w tych chmurach wiosna drogę znalazła, to ja nie wiem! I bez światła magnolie zakwitły, drzewa brzoskwiniowe się zaróżowiły, a pąki glicine napuchły fioletowo - białym życiem. 


Łudzę się, że może choć dziś wieczorem deszcz odpuści, to przynajmniej przez chwilę przy jakimś ogniu byśmy stanęli. Tradycja lume a marzo jest jedną z moich ulubionych, zaczyna się coś, na co czekam z utęsknieniem, nadchodzi najpiękniejszy czas i mam ochotę ten moment świętować bardziej niż Sylwestry i inne takie. I darować sobie nie mogę, że w tym roku deszcz nam to świętowanie bezczelnie rujnuje.

W sobotni wieczór jedyną pociechą były smakołyki na stole, smażone piadiny, prosciutto, stracchino z rukolą, robiola z truflami i wino. Ogień też był... a jakże - tyle że w kominku.  Na całe szczęście już nie dla rozpaczliwego ogrzania się, a dla towarzystwa i przepędzenia wilgoci.


Niedzielny ranek.
- Co dziś zjemy? - pyta Tomek. 
- Zrobię minestrone. Może być?
- Ale miałem na myśli, co na śniadanie.
- A co byście chcieli?
- Ale ty zmęczona jesteś. 
- Nie jestem.
- Wyspałaś się? 
- Wyspałam.
- Nieprawda, widzę po oczach.
- Powiedz mi co chcecie, a ja ci wtedy powiem, czy mi się chce.
- Zrobisz naleśniki? 
- Zrobię, ale dasz mi jeszcze pół godzinki?
- Nawet godzinkę.  

Godzinka dobiega właśnie końca, więc życzę Wam dobrych pomysłów i miłych chwil, bo i z zapłakanym dniem coś sensownego trzeba zrobić.  

GODZINA to po włosku ORA (wym. ora)

1 komentarz:

  1. No właśnie! Miałam pytać czy będą światła... no to światła wewnętrznego takiego ciepluśkiego wam życzę! !

    OdpowiedzUsuń

Drukuj