poniedziałek, 22 lutego 2016

Luty się zapomniał i o tym jak życie maluje wspaniałe obrazy.


Oto luty. Nie myślcie proszę, że to złośliwość, bo może u kogoś wciąż zimno i śnieżnie, a ja tu jak Filip z konopii z morzem wyskakuję. Chcę tylko, jak dziecko podzielić się radością. Radością z lutego, który zapomniał o zimie, z morza spokojnego, ze słońca, z czerwonego koszyka pełnego łakoci, z muszelek upychanych po kieszeniach, radością chłopców szalejących na plaży. 
Jakże kolorowy to był dzień, wypełniony niezwykłymi obrazami, słoneczny i jaskrawy, zupełnie jak Mikołaja rdzawa bluza na tle błękitnego nieba i morza... 


Najpierw w oddali pojawili się jeźdźcy na koniach, zbliżali się w naszym kierunku, a końskie kopyta  podrywały do góry piach i rozbryzgiwały wodę. Stanęliśmy w niemym podziwie. Nie mogłam nie fotografować. Wobec takiego widoku rozwiał się nawet mój opór i nieśmiałość przed celowaniem w ludzi obiektywem. 


Jeźdźcy jednak wcale się nie gniewali, świadomi za pewne tego, jak barwną stali się ozdobą plaży i tamtej chwili.
- Zrobisz nam zdjęcie? - zawołała dziewczyna.
Podjechała do nasypu i rzuciła mi swój telefon. 
- Bardzo chętnie! 




Pozowali przez chwilę z radosnymi uśmiechami, po czym odjechali wolniutko, a my wyciągnęliśmy z czerwonego koszyka rarytasy, bo zrobiło się południe i chłopcy zaczęli domagać się obiadu.
- Mamusiu na dworze to wszystko lepiej smakuje, prawda?
- Od zawsze!


- Jestem Giuseppe - przedstawił się mężczyzna, który zatrzymał się przy naszym obozowisku, kiedy odpoczywaliśmy po skończonej uczcie. Tyson, którego trzymał na smyczy ułożył się w cieniu na wilgotnym piasku. - Gorąco mu - tłumaczył mężczyzna.
- Piękny pies. 
- To jeszcze szczeniak!
Popatrzyłam wybałuszonymi oczami na małe ciele odpoczywające u moich stóp.
- Szczeniak? To on jeszcze urośnie?
- Uuu i to ile! 
Giuseppe opowiadał o wędkowaniu, o morskich przygodach, które przeżył, o synu, o Bari i o Puglii, gdzie się urodził, o przyjacielu Gerardzie - szalonym rybaku - żeglarzu, o psie i o sztormie jaki zastał go na morzu przy półwyspie Gargano. Mówił i mówił, a ja jak zwykle nie mogłam się nacieszyć historiami, które rejestrowała moja pamięć. 
- No dobrze Tyson, przegadałem cały spacer, trzeba iść na obiad. 
Ale Tyson ani myślał się ruszyć, leżał rozleniwiony, co i raz podnosząc zapiaszczony pysk jakby chciał powiedzieć - "gdzie się spieszysz? Mi tu dobrze!"    
- Bardzo miło się rozmawiało, do zobaczenia - powiedział na pożegnanie. - To ja idę. Cześć Tyson.
Tyson przez chwilę pozostał niewzruszony, aż w końcu poderwał się i pobiegł za Giuseppe. Do domu. Na obiad. 


Słońce przesuwało się po niebie w niedzielnym rozleniwieniu, zupełnie jak spacerowicze, którzy wylegli po obiedzie na nadmorski spacer. Plaża już nie była bezludna. Nad głową fruwało nam coś - moto - lotnio podobne, czego nazwy nie znam, ale patrzyłam z zazdrością, bo cóż może być piękniejszego od podziwiania świata z wysoka?
Czasem chciałoby się być tu i tu, na górze tak pięknie i wszystko zdaje się lżejsze, ale za to na dole tyle się dzieje. Lotniarze nie fotografowali koni, nie zagadywali zbieraczy vongoli, nie upychali po kieszeniach muszelkowych okazów, nie popijali wina z plastikowego kubka i nie rozmawiali z Giuseppe.
A ja miałam to wszystko i jeszcze więcej ...



Kiedy już nacieszyliśmy się dniem nadmorskim pomyślałam, że może warto zrealizować mój stary wycieczkowy plan. 
- Tu zaraz jak dojeżdża się do Ravenny widać w oddali kościół ceglasty z campanile. Nos mówi mi, że to piękny kościół. Czy wracając moglibyśmy tam podjechać? Przy odrobinie szczęścia może nawet się zgubimy....
Zgubić się nie zgubiliśmy, ale za to zwiedziliśmy przepiękną bazylikę - Sant'Apollinare in Classe... O tym rzecz jasna opowiem już jutro, a tymczasem zostawiam moje nadmorskie foto-impresje i życzę Wam dobrego tygodnia. 

WYPEŁNIONY to po włosku RIEMPITO (wym. riempito)

4 komentarze:

  1. jakie długie włosy już masz....pasują tam....nad morzem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym samym pomyślałam :))

      Usuń
  2. Co roku obiecuje sobie, ze pojedziemy zima nad morze i co roku mi sie to nie udaje a juz nad Adriatykiem nigdy nie bylam ani latem ani zima. Dzieki twoim zdjeciom moge sobie troche popatrzec, dziekuje:) Naprawde nie musisz tlumaczy juz w pierszych slowach posta, ze to nie zlosliwosc pokazywanie slonca i morza w lutym. Twoi fani/czytelnicy to wiedza a cala reszta nie musisz sie przejmowac.

    OdpowiedzUsuń
  3. PIĘKNIE, oczy można nacieszyć, cudne widoki, a ile ludzi spacerujących.
    Prawie poczułam wiatr na twarzy, zapach morza i usłyszałam szum wody i parskanie koni.
    Pozytywnie zazdroszczę, dzięki Tobie mogłam przenieść się w zupełnie inne okoliczności przyrody.
    Pozdrawiam Ela z szaroburego Szczecina

    OdpowiedzUsuń

Drukuj