środa, 13 stycznia 2016

Z młyna na stół


Nad rzeką Lamone, obok domu świętej Barbary, do którego przeprowadził się Mario jest stary młyn. Stary jak świat i wciąż pracuje! Mieli mąkę dla tutejszych piekarzy. Kilka dni temu, kiedy Mario krzątał się uporządkowując teren dookoła, młynarze zawołali go i pokazali mu swoje królewsto. Niestety ominęła mnie przyjemność obserwowania jak ziarna kukurydzy, stają się żółtą mąką, ale Mario stanął na wysokości zadania,  sam mianował się moim nieoficjalnym korespondentem i wizytę swoją we młynie uwiecznił. 
Wpadł do mnie późnym popołudniem, podekscytowany zademonstrował "materiał filmowy" i zapytał:
- Słuchaj, a może byśmy polentę zrobili? 
- Dawno nie jedliśmy! Zrobię do niej ragù. 


Kupiliśmy świeżą mąkę i wieczorem, kiedy już ragù pyrkotało na ogniu, a obłędny zapach rozchodził się po domu, odbyło się kręcenie. Do tego oczywiście potrzeba minimum dwóch par rąk, bo kręcenie ustać nie może, polenta pozostawiona bez opieki lubi się przypalić. 

 

Wyszła nam ta polenta pierwsza klasa! Ja wiem, że dietetyk przeżegnałby się nogą na samą myśl o takim daniu, ale raz na jakiś czas można. A przy kilometrach jakie wydreptuję każdego dnia, nie zamierzam mieć wyrzutów sumienia. Zajadaliśmy oblizując się po uszy, sami sobie nie szczędząc komplementów. 

  
O polencie już kiedyś pisałam, ale dziś przy okazji jeszcze raz kilka słów...
Długo nie mogłam się do tej kukurydzianej "papki" przekonać, każda kolejna próba degustacji w różnych miejscach jeszcze bardziej mnie do niej zniechęcała. Aż w końcu znajomi myśliwi pokazali mi jak prawdziwa polenta powinna wyglądać i smakować. Do takiej polenty potrzeba właśnie mąki najwyższej jakości, pierwszej świeżości. A potem przygotowanie to sama zabawa!

Polenta jak wiele innych dań, które weszły do kanonu włoskiej kuchni, narodziła się w biednych czasach. Jeszcze dziś dawne pokolenia wspominają: "polenta na śniadanie, polenta na obiad, polenta na kolację, wiecznie tylko polenta!" Niektórym niechęć pozostała na wieki, ale jednak większość Włochów polentę uwielbia. Najczęściej podawana jest z dziczyzną albo z ragù. Danie typowe dla północnych regionów Italii, ale i Toskania zimą bez polenty żyć nie może.  


To też jest inna jakość życia, to znów jest codzienność bez bylejakości. Uświadamiam to sobie kolejny raz, kiedy siadamy do stołu. Ot! Niby zwykła kolacja, ale... Mąka najprzedniejsza, ragù, że palce lizać, wino swojskie w kieliszku, dzieci zajadają, aż miło! Czego chcieć więcej? Jak tego nie kochać? A do młyna swoją drogą sama muszę się pofatygować. I choć może ktoś normalny zapyta - "i co w tym takiego ciekawego?" To ja z uporem maniaka będę widzieć w tym wszystkim poezję życia...

Przepis na polentę znajdziecie wkrótce w Kuchni Kamiennego Domu.


MACINARE to znaczy MIELIĆ (wym. macinare)

6 komentarzy:

  1. Bardzo sympatyczny blog, "czuć" że lubisz ludzi, podobają mi się Twoje przemyślenia,z przyjemnością obejrzałam zdjęcia :o)Fajny pomysł z nauką włoskich słówek. Rozgaszam się :o)Dobrego dnia. Ala z Podhala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi milo:) witaj w Kamiennym Domu:)

      Usuń
  2. Muszę wreszcie spróbować polentę! Mam nadzieję, że uda Ci się zrobić zdjecia w tym starym młynie :) Ściskam

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację Kasiu-takie jedzenie to poezja życia a i samo jego przygotowanie już daje człowiekowi wielką radość ! Tylko to trzeba mieć taką duszę jak TWOJA, żeby doceniać tak piękną CODZIENNOŚC !!!

    Pozdrawiam z Wodzisławia Śl. Lucyna S.

    OdpowiedzUsuń
  4. In questa stagione mi piace tantissimo mangiare la polenta integrale/Pozdrawiam serdecznie..

    OdpowiedzUsuń
  5. Już się nie mogę doczekać przepisu, a wiesz, że pierwszy raz jadłam coś w rodzaju włoskiej polenty jako mała dziewczynka u babci mojej koleżanki, która pochodziła z Kresów i nazywała to mamałygą. Już za miesiąc będę w północnych Włoszech i nie mogę doczekać się fantastycznego regionalnego jedzenia ;-) A polente uwielbiam mimo, że faktycznie nie dietetyczna :-( Pozdrawiam ciepło z mroźnego Sopotu.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj