środa, 6 stycznia 2016

Viva, viva la Befana!!


La Befana vien di notte
con le scarpe tutte rotte,
con le toppe alla sottana:
Viva, viva la Befana!

Kiedy wieczorem 5 stycznia 2014 roku przed barem w Biforco zrobiło się zamieszanie, nie wiedzieliśmy jeszcze o co chodzi. Oczywiście nad kominkiem wisiały przygotowane skarpety, bo Befana zaglądała do naszego domu odkąd zaraz po świętach zaczęliśmy przyjeżdżać do Toskanii, jednak miejscowych zwyczajów nauczyliśmy się z czasem, żyjąc tu i obcując z nowymi tradycjami każdego dnia. A jedną z nich była właśnie Befana w Biforco. W zeszłym roku tradycja na chwilę ucichła, staliśmy z nosem przy szybie, ale niestety nic się nie wydarzyło. Kiedy więc w tym roku rozeszły się wieści, że Befana wraca do naszego miasteczka radość była przeogromna. 


Na stole ustawiono przyniesione słodkości, bar wystawił gar z grzanym winem i w końcu zjawiła się ONA ... Bohaterka wieczoru. 


Stara przygarbiona, z nieodłączną miotłą i workiem słodkości. Dzieci zaraz ją obstąpiły, niektóre przygotowały nawet rysunki, a młodsze z ramion rodziców zerkały niepewnie, z przestrachem.


Ponoć pogłaskanie Befany po garbie przynosi szczęście, nie mogłam więc tego nie uczynić, dla pewności i prawą i lewą ręką i potem jeszcze raz na odwrót. Nie ja jedna oczywiście spragniona byłam fortuny i kiedy dzieci ręce po słodkości wyciągały co i raz dorosłe dłonie starą kobietę po garbie klepały, za co ona gniewnie miotłą wygrażała, prowokując tym samym żarty rubaszne i wybuchy śmiechu. 


Że było wesoło, gwarno, wspaniale tak że słów brak, to chyba pisać nie muszę? Dodaję krótkie filmiki, dzięki którym na chwilę sami możecie przenieść się do mojego kochanego Biforco i zasmakować atmosfery tego wieczoru.

(w ciągu dnia pojawią się następne)

Kiedy Befana rozdała już wszystko, co miała w worku, oddaliła się wolnym krokiem, a zaraz potem spłonęła na stosie na brzegu rzeki Lamone. Jak mówi jedna z legend, Befana to stara Matka Natura, która 12 dni po zimowym przesileniu umiera, by zaraz znów się odrodzić.


Ponieważ może nie wszyscy pamiętają, bądź zaglądają tu od niedawna, dlatego zapraszam Was też do lektury artykułu, jaki napisałam ostatnio dla Wakacji w Toskanii, w którym opowiadam szerzej o Befanie i innych okołonoworocznych, włoskich tradycjach. A sama łapię za aparat, bo zdaje się, że i do naszego domu Befana dziś w nocy wstąpiła.  



BRUCIARE to znaczy SPALIĆ (wym bruciare)

5 komentarzy:

  1. Włoska Befana zdecydowanie jest moją ulubienicą! (i pewnie niomu nie przychodzi do głowy wrzeszczeć, że propaguje się zło ;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrawiam - u nas dziś też Befana omiotła kąty czas zatem wstać i poszukać co tam zostawiła :) Serdeczności
    Nicko

    OdpowiedzUsuń
  3. A tam,befana i befana,co kraj to...pisz bardziej bloga osobistego,ja obecnie zbieram kase na komputer i jesli zaczne blogowac to wlasnie raczej podziele go-bedzie czesc bardziej blizsza powidzmy koszuli;)...niewiem,no moze napisz jak opiekujecie sie osilkiem,przecierz czyms do miasta i szkoly trzeba jezdzic;),jak dogrzewasz/ogrzewasz ten wielki dom...czy raczej zajmujecie tylko najmniejszy pokoj i kuchnie i czyba takie nie ocieplone domy sa b.zimne jak jest na.minusie.Pisz moze ze siersciuchy dachowce,tak w nocy darly mordki,ze spac nie moglas i w koncu juz wstalas i zaczełas pisac;),a moze masz jakiegos niechcianego lokatora Rattatuja cy cuś;),z poczatku walka była nierowna,ale w koncu zalatwilem goscia.Cekam sie pnie niecierpliwie na takie historie,bez histerii;)
    Romek

    OdpowiedzUsuń
  4. Poczytałam trochę o Befanie.Zabawa przednia!
    Pozdrawiam A o.

    OdpowiedzUsuń
  5. A chlopiec w czerwonej kurtce i dzidzia to chyba z sesji rodzinnej. Pozdrawiam Kasia praska

    OdpowiedzUsuń

Drukuj