czwartek, 21 stycznia 2016

Panda z czerwonym nosem, czyli zima w Toskanii, a zdjecia na przekór


Idę do Marradi. Cisza jak makiem zasiał, chyba wszyscy zaszyli się we własnych pieleszach. Niesie się tylko moje rytmiczne tup tup tup obcasów na asfalcie, szybkie jak odgłos towarzyszący pisaniu na maszynie. Szybsze niż zwykle i to nie dlatego, że się spieszę, ale dlatego, by się rozgrzać. Przebieram nogami niczym Korzeniowski na olimpiadzie i dygam jak mogę każdym mięśniem, ale mam wrażenie, że krew od mrozu krzepnie mi w żyłach. Mróz w Toskanii??? - 7, -5?? Na mróz to ja się nie zgadzałam!
Zimno? Proszę bardzo! Niech będzie zimno, w końcu to styczeń, a Toskania to jednak nie tropiki, zaakceptuję 10 stopni, no dobrze ... 5, w ekstremalnych przypadkach, kiedy to kosy chowają się w kominie, niech będzie nawet 0, ale mróz??? Mróz??? Co to, to nie. 


Owijam się ciaśniej pandą, a dłonie zaciśnięte w pięści chowam w pandowe rękawiczki. Co i raz ktoś tam przemknie, ale przy takiej temperaturze nawet trudno "ciaoo" okrasić uśmiechem. Zesztywniała mi twarz jak po znieczuleniu dentystycznym! 

Wpadam do supermarketu, jakbym uciekała przed bombardowaniem. Ufff ciepełko! Rzut oka na lustro przy warzywach, czy aby mi się panda nie przekrzywiła od tego olimpijskiego chodu... Panda na miejscu, pewnie sztywna z zimna, ale za to nochal mam czerwony, że tylko ze mną do cyrku bez charakteryzacji. Urocze zjawisko. Panda z czerwonym nosem...




- A te pomarańcze to dobre? 
- Pyszne! 
- Ale jak będą niedobre to ci je przyniosę i sama je sobie zjesz!
- Nie marudź!
- Bananów byś mi jeszcze dała. Nieee, te są niedojrzałe. 
- No popatrz przecież, że żółte, ładne.
- No nie wiem. 
- Wzięłaś dwie siaty owoców, chcesz zjeść wszystko dziś? Banany jeszcze dojrzeją.
- Tak mówisz?  
- Tylko nie kładź ich przy grzejniku, bo się czarne zrobią i wtedy na pewno mi je przyniesiesz.
- Ktoś musi być winny 
... itd.... itp...
Zamarzło mi wszystko, ale nie dyktafon w głowie i moje wyczulenie na drobiazgi. Nawet przy kilkustopniowym mrozie scenki rodzajowe wyrwane z marradyjskiej codzienności rozgrzewają mnie jak najlepszy grzejnik.



Dziś już czwartek, mróz odszedł, ponoć za kilka dni mamy mieć przedsmak wiosny!
A na rozgrzewkę komu zimno kilka wiosennych impresji z zeszłego roku! 
Dobrego końca tygodnia!

NOS to po włosku NASO (wym. nazo)

Jeszcze raz przepraszam za opoznienie w publikacji wczorajszych komentarzy. Wciaz jestem bez mojego komputera. A swoja droga i tu dziekuje za tyle milych slow. (Dopiane z telefonu stad brak polskich znakow).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Drukuj