piątek, 15 stycznia 2016

Nie ma rady, życie życiem



Czwartek mokry był od deszczu, padało od rana do wieczora, a potem jeszcze przez całą noc do samego rana. Z ulgą jednak zerkałam na termometr optymistycznie do życia nastawiony i starałam się przekonać, że zapowiadane arktyczne zimno może jednak nas oszczędzi. Udawałam jednocześnie, ze nie widzę ustawionych w rządku przed witryną sklepu żelaznego łopat do odśnieżania, prognozy przecież nigdy nie są dokładne. Może choć raz pomylą się na dobre!

Czwartek w ogóle był taki sobie, ale nie mógł być inny skoro zaczął się od pogrzebu. Takie jest życie, nawet tu w Marradi, w cudownej, sielskiej Toskanii. W ciągu minionego roku zabrakło kilku osób... Pani ze sznurem pereł na szyi i krawca, który łatał chłopcom dziury w spodniach. Zabrakło też osób, które wiekiem absolutnie nie wpisały się w marradyjskie kanony. Mały chłopiec, piękna kobieta w kwiecie wieku, a teraz mężczyzna, który jeszcze kilka miesięcy temu pokazywał nam suszące się na podłodze winogrona, częstował vin santo i obdarowywał grappą własnej produkcji. Kilkoro z Was miało okazję go poznać. Tak mi było byle jak, bo siłą rzeczy podobne momenty skłaniają do pewnych przemyśleń.
- Kiedy w końcu będzie mi dane zobaczyć ślub, chrzest albo choć jakieś bierzmowanie ? - pytałam Mario, kiedy staliśmy w deszczu przed kościołem. - Już wystarczy pogrzebów!
Wzruszył tylko ramionami, jakby chciał powiedzieć - "co ja ci mogę na to wszystko poradzić?"
Zaraz potem jednak uświadomiłam sobie, że przecież miłe wydarzenie czeka nas już niedługo i to na własnym podwórku. Pierwsza Komunia Mikołaja, po włosku!
 Życie toczy się dalej swoim rytmem. Jest czas na wszystko, na uśmiech i na łzy.


Wieczorem, kiedy uwijam się z kolacją miedzy jedną lekcją a drugą, Tomek - smakosz zagląda mi przez ramię i pyta:
- Co będzie? Oooo , widzę - nowa improwizacja!
- Może być? Czy wolałbyś coś konkretnego?
- Twoje improwizacje to najlepsze dania! Co tu dodałaś? Cukinia...
- Cukinia, pomidorki, tuńczyk. szalotka.
- Ładnie wygląda - przyznaje z uznaniem.
- Chyba będzie dobre...
Rzeczywiście było dobre. Jestem mistrzem improwizacji, przynajmniej jedna rzecz dobrze mi wychodzi!

I na koniec Mikołaj czwartkowy ... 


Zadziwia, imponuje, rozwija muzyczne skrzydła.
Oto moje małe radości, obecne każdego dnia nawet wtedy, gdy życie przypomina, że rządzi się swoimi prawami. 
DOBREGO i SPOKOJNEGO WEEKENDU

PRAWO to po włosku LEGGE (wym. ledżdże)

6 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. coś mi ucięło.... Miało być tak:
      ...takie życie :| A Tomek "rządzi". A Mikołajowi gratuluję zapału, chęci i umiejętności. Ach jak to dobrze być młodym :)

      Usuń
  2. Kasiu wybacz, ale muszę. Napisałaś: łatał chłopców dziury w spodniach. Powinno być: łatał chłopcom dziury w spodniach, albo: łatał dziury w spodniach chłopców. Wiem, że się nie oburzysz, ani nie obrazisz - tak rzadko widzę tu jakieś błędy :)) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grazie:) pewnie ze sie nie obrazam:) glowe tylko posypie popiolem, bo wstyd:)) buona giornata!

      Usuń
  3. Kasiu,co znaczy.."przynajmniej jedna rzecz dobrze mi wychodzi!"? Rozumiem że miało byc ,ta rzecz również dobrze mi wychodzi,Tyle talentów fajnej kobiety i taki brak wiary w siebie. To pewnie ten smutny czwartek spowodował takie słowa. Taka pozytywna osoba musi częściej myślec pozytywnie. :) Pozdrawiam bardzo serdecznie Ciebie i to magiczne Marradi. la vita è bella :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pani Kasiu "dopisuję się" do komentarza powyżej. Bardzo dużo rzeczy wychodzi Pani wspaniale. Proszę spojrzeć wstecz i zobaczyć ile trudności już Pani pokonała. A Synowie świadczą o tym, że to co najważniejsze w życiu "wychodzi" Pani rewelacyjnie. Głowa do góry :) Dwie Pani najważniejsze podpory życiowe rosną i niedługo będą prawdziwym wsparciem. Pozdrawiam ciepło i słonecznie, na przekór pogodzie :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj