poniedziałek, 18 stycznia 2016

Nic się nie zmieniło ...



Po niedzielnym obiedzie zgarnęliśmy do plecaka trochę łakoci i ruszyliśmy przed siebie. Dosłownie przed siebie. W stronę Campigno. 
- Pójdźmy tą drogą, gdzie jest aquedotto - zaproponowałam. - Tam jeszcze długo powinno być słońce.
- A możemy się zatrzymywać? - pyta Tomek wkładając do plecaka też notes i długopis.
- Możemy, a co będziesz robił? 
- Pisał. 
Moja krew! Mój syn! Moja satysfakcja, kiedy słyszę takie słowa, jest niezmierzona. 

 

Idziemy pustą drogą w styczniowym słońcu i gdyby nie zimno dość dotkliwe, wydawać by się mogło, że to już przedwiośnie. Widzę oczami wyobraźni dywany prymulek, którymi na wiosnę pokrywają się tutejsze łąki, a że wiosna w Toskanii zaczyna się wcześniej, więc dni można zacząć odliczać. 

Nasz spacer zawsze rozciąga się w czasie - bo dziura, bo patyk, bo kamień, bo drzewo i mech i nie wiem co jeszcze...
Przy okazji odkrywamy trasę spacerową i miejsce odpoczynku naszego starszego sąsiada...
Śnieg!!

Teraz jednak w asfaltowych wyrwach skrzą się zamarznięte ślady deszczu, tu i tam, gdzie nie sięgają promienie słońca, bielą się resztki śniegu. I choć wypatruję z niecierpliwością pierwszych prymulek, to muszę uczciwie przyznać, że już jest pięknie, tu piękno krajobrazu nigdy nie znika. Moje Mugello jest jak zjawiskowa kobieta, która nawet w worku na ziemniaki wygląda oszałamiająco!


Kiedy jesteśmy już prawie przy acquedotto, w kieszeni zaczyna brzęczeć telefon. 
- Macie ochotę na spacer? - pyta Mario.
- Już jesteśmy na spacerze.
- A może gdzieś dalej? Może Sambuca? Myślisz, że na Sambuce jest jeszcze śnieg?
- Na pewno. Jesteśmy na drodze do Campigno, zawracamy. Spotkamy się w Biforco...



Na Colli sznur samochodów. Tłum przed restauracją jakby to był długi majowy weekend, nawet motocykliści w styczniowe, niedzielne popołudnie nie porzucają swojej ulubionej trasy.   
- Zatrzymajmy się na kawę. 
Barmanka wita mnie po imieniu. To znaczy być stąd ... 


Przy samochodzie dzieci korzystają z chwilowego postoju i bawią się tym, co ze śniegu zostało. Mario obserwując ich szaleństwa, pyta żartobliwie:
- Wy na pewno z kraju północy?
- Wiem, wiem, zachowują się, jakby nigdy śniegu nie widzieli. 
Pakujemy się znów do samochodu. Matko jak jest zimno!!!

Widok w stronę Borgo San Lorenzo



  

Sople na skalnych ścianach są niczym organy w starej katedrze. Białości już na szczęście niewiele. Wysiadamy tylko na chwilę, na dwa zdjęcia, na trzy kroki, ale zaraz lodowaty wiatr przegania nas do samochodu. Otulam się pandą jeszcze szczelniej. Mimo że zimno, to jakże cudownie...


Sambuca... Rok temu to ona ratowała mnie z poważnych smutków. I dziś już wiem na pewno, że Sambuca dobra jest na każde zło, większe czy mniejsze. Coś tam jest takiego, że wzruszenie wypełnia człowieka aż po czubki palców. Coś w powietrzu, w krajobrazie, coś w widocznym z daleka Lozzole, coś w kamiennych domach rozrzuconych w dolinach i w skałach surowo rysujących drogi... 

 

Wczoraj kolejny raz przekonałam się, że nawet po latach nic się w tej kwestii nie zmieniło. Nawet jeśli "enty" raz zjeżdżam z Sambuki do Palazzuolo i znam już na pamięć każdy zakręt, to wciąż nie potrafię ostudzić emocji... Tu jest po prostu tak pięknie, że aż w gardle ściska. Sami popatrzcie. Przejedźcie się razem z nami. Dobrego poniedziałku! A jutro zatrzymamy się na vin brule' w znanym Wam już Palazzuolo.



Wybaczcie opóźnienie, błędy, inne niż zwykle rozmieszczenie, czcionki ecc... Zostałam bez swojego komputera i ratuję się pc chłopców. Mam nadzieję, że uda mi się szybko to zmienić, bo tak jest zdecydowanie trudniej.
INDEFINITO to znaczy NIEOKREŚLONY (wym. indefinito)

2 komentarze:

  1. Piękne widoki... :) rozśmiane twarze chłopców - to oznaka ich szczęścia. Już sam ten widok napawa wewnętrzną radością, ciepłem w sercu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pieknie... podobnie jak Ty i Twoj blog.

    M.

    OdpowiedzUsuń

Drukuj