niedziela, 24 stycznia 2016

Dom toskański



- A ty czytałaś jej książkę? - pyta Tomek.
- Czytałam pierwszą, właśnie Pod słońcem Toskanii. Następnej już nie.
- Dlaczego?
- Bo miałam wrażenie, że to co zaczęło dziać się w naszym życiu odkąd przyjechaliśmy do Toskanii, było znacznie ciekawsze niż film. Już nie ekscytowały mnie czyjeś historie, to co dane było mnie samej przeżywać, było o wiele bardziej ekscytujące ...
- Ale chciałabyś taki dom?
- Pewnie, że tak i wierzę w to, że wcześniej czy później będę miała... Powiem wam jednak, że tak jak teraz, krok po kroku, pomalutku jest lepiej, niż gdybym raz dwa z marszu zamieszkała w Toskanii, kupiła dom i wiodła bezproblemowe życie. Nie jestem pewna, czy wtedy miałoby ono tak intensywne kolory, nie wiem czy potrafiłabym je w pełni docenić i znaleźć radość w najdrobniejszych szczegółach. Chyba tylko to, co nie przychodzi w życiu łatwo, co nie jest podane na tacy, na co musimy zapracować ciężką pracą, do czego potrzeba cierpliwości i uporu, tylko to co wymaga wielu wyrzeczeń umiemy potem tak naprawdę docenić.

 - A tak przy okazji - czy wy lubicie nasz dom? Nie przeszkadzają Wam niewygody? To, że zimno, że musicie teraz chodzić w dwóch parach skarpet? Że wszystko tu jest stare? 
- Nie, nie! Bardzo go lubimy! Tu jest nam dobrze. Kup go!
- Dobre sobie! Jeśli tylko o chęci chodzi, to jak dla mnie nawet jutro!

Jak to jest z tym domem? Stary, wybudowany biednie, w wietrzne dni, fruwają firanki, bo wiatr wchodzi jak do siebie przez nieszczelne okna, zimą trzeba ubierać się na cebulę i spać w puchatej piżamie, nie można podłączać na raz piekarnika i żelazka, bo instalacja jest stara, tu i tam odpada tynk, itd, itp, defektów pewnie jest jeszcze więcej. Ale za to jest przestrzeń! Przestrzeń, z której teraz trudno byłoby zrezygnować, jest ciepło nawet wtedy kiedy zimno, jest kominek zimą trzaskający ogniem i kuchnia pachnąca ragu', spiżarnia pękająca w szwach od domowych, toskańskich przetworów, biblioteka pełna książek, wieczory wypełnione śmiechem, a poranki czułością. I jeśli kiedyś się spełni marzenie o kamiennym domostwie, to ze łzami w oczach będę żegnać biforkową przystań. Myślę, że to właśnie o tym domu dzieci w przyszłości będą mówić - dom naszego dzieciństwa...
Myślę też, że moje prywatne "Pod słońcem Toskanii" będzie jak brazylijska telenowela, nigdy się nie skończy, a w międzyczasie wydarzy się wiele, nawet to, co dziś wydawać się może całkiem nieprawdopodobne. 
Będę dalej pisać, dzień po dniu, póki nie zblakną kolory...
Dobrej niedzieli.

13 komentarzy:

  1. Pani będzie dalej pisać a my będziemy dalej czytać, oczekując każdego ranka na nowy wpis :) Może kiedyś ktoś z nas- czytelników- zainspirowany Pani historią, rozpocznie swoją opowieść o życiu na toskańskiej ziemi... :) Pozdrawiam serdecznie -J.

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam również dawno temu Pod słońcem Toskanii, przeczytałam z rok temu jakieś nowe coś innego autora ale strasznie kiepskie pisanie to było oczywiście nie pamiętam autora. Ale Twoje pisanie jest zawsze inne choć czasem podobne tematy, porusza różne struny ludzkich emocji. Czytający czyli my ciągle czekamy na szukanie podobieństw i różnic związanych z naszym codziennym życiem i Waszym toskańskim. Najciekawsze jest to, że wielu z nas po wejściu na blog już na nim pozostaje, kibicuje, towarzyszy czy też wspiera jak potrafi.
    Pozdrawiam mocno A o.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pisz, Kasiu, pisz, bo te codzienne spotkania nam też są potrzebne jak filiżanka dobrej kawy. Mocno ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Za Twój przyszły dom trzymam kciuki tak mocno jak tylko potrafię. Mam nadzieję, wierzę że kiedyś uda Ci się. Pisz nam ... Bo wszyscy chłoniemy Twoje słowa jak gąbka wodę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy układam się w wannie, by zażyć relaksu, przychodzę do Ciebie i wita mnie cisza. Cały czas tu jestem i karmię duszę spokojem jaki od Was płynie.
    Dobrej niedzieli :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zaszłam tu przypadkiem i zostanę na zawsze. Czaruje Pani zwyczajnym , pięknym życiem. Wrażliwą duszą. Emanuje prawdą , niczego nie udaje. Po prostu cudo. Serdecznie pozdrawiam.
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam nadzieje - a takze gleboka wiare - ze kolory nigdy nie zblakna :)
    M.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobry wieczór Kasiu. Dopiero teraz przeczytałam Twój dzisiejszy wpis ( bez tego nie wyobrażam sobie dnia od kilku miesięcy). Zgadzam się w 100 procentach, że najbardziej doceniamy to co przychodzi z trudem, na co zapracujemy. I tak jak Ty, przekazuję to przesłanie dzieciom. Masz rację gdyby w Twoim toskańskim życiu wszystko było na pstryknięcie, nie doceniłabyś niuansów codzienności, a tak cudnie chłoniesz świat, a ja razem zTobą. Pozdrawiam ciepło. Małgosia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Weź no, bo az sie pobeczalam... ze wzruszenia oczywiscie. Z Wawy

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo Wam dziekuje za te slowa i wirtualne odwiedziny. Buona giornata!

    OdpowiedzUsuń
  11. Gdyby nie Pod słońcem Toskanii, i kolejne ksiązki tej autorki, gdyby nie ksiazki Ferenca Mate, Małgosi Matyjaszczyk, Simonetty Agnello Hornby, Tessy Capponi-Borawskiej, Dario Castagno, Marleny de Blasi, Annie Hawes, Marianny Pilot czy Anity Stojałowskiej oraz kilku innych - to nigdy bym nie trafiła na TEN blog :)
    Efekt łańcuszka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. u mnie podobnie :)gdyby nie książki i jeden film nie wiem czyby miłość do Italii tak zakwitła :)

      Usuń
  12. Nie sam cel a droga się liczy, owszem cel jest istotny jego wyznaczenie i do niego dążenie ale droga jest baaardzo istotna. Zapatrzeni w sam cel możemy przegapić po drodze wiele wspaniałych chwil. Pozdrawiam i 3mam kciuki. On tam jest Ty to wiesz i On to wie, że już jest Twój ... :)

    OdpowiedzUsuń

Drukuj